§ 3
Ogólna możliwość przyjęcia pojęcia „pojęcie” musi być zawarta w pojęciach i twierdzeniach, wyprowadzonych z samego pojęcia Istnienia, przy zachowaniu wyłożonego poprzednio stanowiska, że w całym Istnieniu nie ma nic prócz (IPN) i (XN) w ich (ATN) i przy założeniu, że jedność (AT), czyli jedność osobowości, jest tak samo bezpośrednio dana jak wszystkie (XN) w tym (AT), co możemy wyrazić nawet w samym poglądzie (T), mówiąc, że jedność ta jest jakością formalną całego (AT) od jego początku aż do końca, włączając w to pojęcie oczywiście całe „tło zmieszane”, aktualne i przeszłościowe. Inaczej bowiem musielibyśmy przyjąć w odmienny od poprzednio opisanego sposób istniejący „świat idei”, z którego spadałyby na niektóre gatunki (IPN) pojęcia i możność operowania nimi, jako dary niczym niezasłużone jakiejś, poza-istnieniowej w znaczeniu poprzednim, potęgi, w specjalnych „aktach ideacji”, będących przy tym aktami łaski tej potęgi. Przyczyną takiego poglądu, jako też przyczyną wprowadzenia niesprowadzalnego pojęcia „intencjonalności”, jest według mnie nie-przyjęcie pojęcia osobowości w moim znaczeniu jako pojęcia pierwotnego i niesprowadzalnego, jako też nie uwzględnienie koniecznego istnienia (AR) jako kompleksu specyficznych (XN) w (AT); wynika stąd konieczność zastąpienia, następnie osobowości przez w ogóle zbyteczne pojęcie „aktu”, w którym jest ona w sposób zamaskowany zawarta. Akt „wisi” w pewnej próżni: niby nie jest aktem niczyim, jest jakimś niepojętym przeżyciem nieistniejącej osobowości, a mimo to osobowość tę implicite zawiera jako „jaźniowość” (Ichlichkeit90) wszystkich aktów w ogóle. Podobnie jak pojęcie „idealnego bytu”, tak samo pojęcie „aktu” wydaje się nam „pierwszym przybliżeniem”, nazwą tymczasową, wziętą z poglądu życiowego lub z psychologii (jako nauki specjalnej, a nie z psychologistycznego poglądu) — gdzie może ono mieć znaczenie wartościowego skrótu, ale nigdy pojęcia ostatecznego, mogącego figurować w systemie Ontologii Ogólnej. Można się zgodzić, że jest to pojęcie określające pewne następstwa (XN), wyodrębniające się od innych następstw, specjalnie kompleksy jakości wewnętrznych, w postaci „ruchów zaznaczonych” (zmian natężeń czuć muskularnych), w związku z koniecznymi prawami Istnienia, ale nie można czynić z tego pojęcia niesprowadzalnej „istności” pierwotnej, mającej służyć dla wyjaśnienia zagadnienia pojęć w ogóle. Podobnie ma się rzecz z pojęciem „intencjonalności” jako atrybutu pewnych (czy nawet wszystkich, jak chcą niektórzy) aktów. Zamiast nadawać własność intencjonalności każdemu (nieomal?) „przeżyciu” i gmatwać sprawę wprowadzeniem zbyt uogólnionego pojęcia przedmiotu, które zawierać zdaje się wszystko, począwszy od pojęcia bułki do pojęcia Abstrakcyjnego Czasu, lepiej wprowadzić od razu pojęcie osobowości, choćby w znaczeniu tym, jakie ma ono w poglądzie (T), tj. jako „jakości formalnej trwaniowej”, obejmującej wszystkie następstwa (XN) w całym (AT), bez której to jakości są one niewyobrażalne, tak jak również ta jakość formalna bez nich; jakości bowiem, nienależące do jednej osobowości, są nie-do-pomyślenia, a jedność osobowości pusta, niewypełniona jakościami, jest również niewyobrażalna. W poglądzie (M) możemy zastąpić to pojęcie już nie-zamaskowanym pojęciem trwania samego dla siebie, pojęciem niesprowadzalnym, równoznacznym z pojęciem „ja”, czyli pojęciem jedności osobowości stworu żywego. Pojęcie intencjonalności — jako oznaczające pewną własność „przeżyć” — zostaje tu zresorbowane w pojęciu „ja”, a „przeżycia” — wolne od tego tajemniczego pierwiastka — przedstawiają się nam jako różne, podług pewnych ogólnych praw istnienia, wyodrębniające się kompleksy (XN) w (AT), czy to jako (BXN) i ich kombinacje jako (KOFN) czy też kompleksy, które nazywamy (AR), (ARN) czy (UN), ale nie pływające niezależnie jakby od siebie, tylko stanowiące jedność w tej, a nie innej, danej osobowości.
Pierwszym najogólniejszym warunkiem możliwości istnienia pojęć jest różnorodność w obrębie (AT) Istnienia Poszczególnego, bez której ono jako samo dla siebie jest nie-do-pomyślenia; drugim, równie koniecznym dla ciągłości (AT), będzie występowanie (BXN) w (OT) i istnienie „tła zmieszanego”. Jakkolwiek możemy w pewnym sensie rozważać niezależny byt pojęć, w abstrakcji od aktualnej rzeczywistości, z chwilą kiedy byśmy założyli Absolutną Nicość, pojęcie pojęcia straciłoby sens wszelki, jak i w ogóle pojęcia wszystkich „istności” — zaczynając od (IP), a kończąc na Abstrakcyjnym Czasie. Chodzi mi o to, aby zaznaczyć, że dlatego, iż pewne pojęcia są konieczne i że pojęcie ogólne jest jedno w stosunku do swoich wielu odpowiedników, nie jest przez to konieczna koncepcja, czyniąca z istnienia pojęć coś specjalnie tajemniczego i implikująca pojęcia, niedające się sprowadzić do pojęć, wprowadzonych w poprzednim wykładzie, a koniecznie implikowanych przez pojęcie Istnienia.
Zasadniczą cechą pojęć jest ich symbolizm. Symbolizm nie jest czymś niedającym się pojęciowo sprowadzić do elementów ostatecznych i niesprowadzalnych, których pojęcia implikowane są przez samo pojęcie Istnienia — symbolizm występuje w sferze bezpośrednio danych, bez których niemożliwe jest do pomyślenia istnienie (IP) jako (AT), a mianowicie już stosunku (BXN) do (XN): każda jakość była symbolizuje odpowiednią jakość obecną. „Symboliczna funkcja pamięci”, jak się wyraża Cornelius, jest czymś bezpośrednim, pierwotnym i niesprowadzalnym. W samej konieczności wspomnień leży już źródło możliwości pojęciowości. Dana (BX) może być już uważana za pewien znak o pewnym znaczeniu, oznaczający fakt, że istniała kiedyś dana, odpowiednia jej (OX), a pojęcie pojęcia, jak to zobaczymy później, rozkłada się z konieczności na pojęcia: znaku i znaczenia. Bez tego rozdziału i bez uwzględnienia ważności pojęcia znaku w analizie pojęć dojść łatwo można do wspomnianej wyżej „logicznej metafizyki” i sztucznego oderwania bytu pojęć od ich podstawy, tj. istnienia (IPN), i do zupełnego zagmatwania problemu, z którego jedynym wyjściem staje się wtedy stworzenie całej masy w istocie niepotrzebnych, nowych pojęć, przy czym samo istnienie pojęć staje się absolutną, niesprowadzalną tajemnicą. Trzecim warunkiem istnienia pojęć — szczególnie ogólnych — jest istnienie identyczności i podobieństwa w różnych momentach trwania pojawiających się (XN) lub ich kompleksów, wyznaczających (ARN) lub (UN), lub też kompleksów fantastycznych = (KOFN). Konieczność pewnych pojęć będzie związana w pierwszym rzędzie z koniecznością istnienia ich odpowiedników, tj. tych „istności”, które pojęcia te symbolizują. Biorąc rzecz genetycznie wszystkie pojęcia konieczne, nawet najbardziej abstrakcyjne, mają swe źródło w tych istnościach rzeczywistych: bez rzeczywistej wielości u źródła swego nie byłaby możliwa nauka o Wielości Czystej, której pojęcie wielości jest pochodne od wielości istnieniowej, co nie przeszkadza, że dalej rozwija się nauka ta w zupełnej od tej wielości ostatniej niezależności. Tu właśnie leży ten tajemniczy punkt, z którego wychodzą wszystkie nieporozumienia. Wydaje mi się problem ten analogiczny w swej dwoistości do problemu opisu Istnienia, który musi być dwoisty z powodu dwoistości niesprowadzalnej samego Istnienia. Z jednej strony zupełna „swoboda” sfery pojęć i jej — od żadnego doświadczenia niezależne — prawa logiczne, z drugiej zupełne zakorzenienie się w najbardziej rzeczywistej rzeczywistości. Nie można jednak zapominać o tym, że mimo całej pozornej niezależności pojęć i pozornego ich „wiecznego” istnienia, które tylko niby odkrywane bywa przez dane indywidua, pojęcia są tworzone zawsze przez pewne (IPN) na podstawie koniecznych związków, które te (IPN) znajdują w sobie i w otoczeniu, a poza tym, że bez zafiksowania pojęć w pewnych znakach, w pewnych granicach identycznych, istnienie ich można uważać jedynie jako potencjalne, możliwe, ale w żadnym zrozumiałym znaczeniu nie za aktualne.