SCENA TRZECIA

Z prawej strony podchodzi Nibek, pod rękę z Kozdroniem.

NIBEK

No, no, panie Kozdroń. Niech się pan raz uspokoi. Jesteśmy między swoimi. Zostawmy tę kwestię na boku. Czy ona jest, czy jej nie ma, czy żyje, czy umarła, czy to było złudzeniem wszystko — czy nie, w każdym razie niech pan się czuje między nami jak w rodzinie.

Klepie Kozdronia po plecach.

KOZDROŃ

minę ma bardzo niewyraźną

Ja, panie Nibek, wolałbym nie żyć niż zobaczyć coś podobnego. Słońce świeci, ładna pogoda, a mnie się zdaje, że wszystko jest pokryte jakimś czarnym puchem. Na dwa kroki przede mną unosi się jakaś czarna ścierka. Och! Żebym mógł nie myśleć!

NIBEK

Ależ, panie! Patrz pan: oto moje córeczki, oto kuzynek już pisze, już przy pracy od rana...

KUZYN

na wpół podnosząc się i nie przestając pisać

Ja zaraz... Nie witam się z panami! Już zaraz kończę...

NIBEK

Nie obrażamy się. Wiemy, co to jest natchnienie. Amelka, nalewaj panu kawy. Przywitajcie się z panem, dziewczęta.

Dziewczynki witają się. Amelka nalewa kawy ojcu i Kozdroniowi. Nibek i Kozdroń siadają przy stole na ławce na lewo, pod wielką lipą; Kozdroń bliżej, Nibek dalej od widowni.

KOZDROŃ

z ulgą

Ach! Zdaje mi się, że mi przechodzi. Znowu, wie pan, zaczyna się ta codzienna zwykłość. Znowu jest dobrze.

NIBEK

Ależ oczywiście. Panie — powtarzam: nawet gdyby tak było, nawet gdyby pan — rozumie pan? — tego, hm, był w stosunku do mnie nie w porządku, fakt stał się. Zabiłem ją i kwita.

KOZDROŃ

Na Boga, niech pan już nie mówi! We łbie mi się znowu mącić zaczyna. A! A! A!

NIBEK

wstając gwałtownie

A z panem to trzeba tak, jak z histeryczną babą! (krzyczy) Pić kawę w tej chwili, bo ci łeb rozwalę, ty galareto! Milczeć!!! Ani słowa więcej!!! Nie myśleć nic! (spokojniej — dziewczynki podczas tego chichocą) Musi się pan przyzwyczaić do tego, że nawet gdyby tak było, nawet — rozumie pan? — żyć pan musi normalnie. Ja pana z Kozłowic nie wypuszczę. Ja bez pana jestem jak bez ręki i bez połowy głowy: jestem półgłówkiem.

Śmieje się.

KOZDROŃ

trzęsąc się pije kawę, rozlewając wszystko na obrus i ubranie. Je bułkę, gwałtownie wtłaczając ją sobie w gardło. Mówi z bułką w zębach

Ja będę się starał, panie Nibek. (połyka z trudem) Ja będę się starał, ale przyzwyczaić się do tej myśli od razu nie mogę. (prawie z płaczem) No, nie mogę...

KUZYN

wstając

A! Moglibyście panowie zwrócić uwagę na to, że ja piszę. Od wielu miesięcy pierwszy raz. To was nic nie obchodzi.

Idzie na prawo i spotyka się z Anetą Wasiewicz, która biało ubrana, bardzo wyświeżona i ładna, idzie właśnie do stolika. Nibek po cichu zachęca Kozdronia do picia. Dziewczynki znowu oglądają książkę.