SCENA CZWARTA
WANDA wychodzi; KONRAD całuje jej z głębokim szacunkiem ręce, po odejściu matki siedzi sam na werandzie — obrywa bezwiednie liście dzikiego wina, oplatające werandę. Zapała papierosa — przechadza się nerwowo po werandzie i siada zamyślony na kamiennych schodach. Z jadalnego pokoju wchodzi do salonu HANKA, przystaje i patrzy niespokojnie na Konrada, nagle podchodzi do fortepianu, uderza kilka akordów. Konrad jak ze snu zbudzony nadsłuchuje, wbiega do salonu i wprowadza Hankę na werandę.
KONRAD
Toś ty Hanuś! Ach! Jak dobrze, żeś przyszła!
HANKA
Co ci się stało, Konrad? Nie chciałam podejść do ciebie. Byłeś tak zamyślony, iż mi się zdawało, że śpisz z otwartymi oczyma.
KONRAD
Nic, nic, Hanka, takie mnie jakieś złe myśli opadły. Nagle. Hanuś, kochasz ty mnie trochę? coraz bliżej Troszeczkę? Hanka milczy z przerażonymi oczyma. Hanuś, chciałabyś ty zostać moją żoną?
Hanka drży cała.
KONRAD
A wiesz ty, co to znaczy być żoną?
HANKA
coraz więcej zmieszana.
KONRAD
Ależ powiedz mi, Hanka, powiedz, dziecko złote.
HANKA
Kocham cię. Zawsze cię kochałam.
KONRAD
zamyślony
I — będziemy szczęśliwi ze sobą?
HANKA
Jam zawsze szczęśliwa, gdy cię widzę i mam cię przy sobie.
KONRAD
popadając w coraz głębsze zamyślenie
Słuchaj Hanuś, tu nie można być zawsze szczęśliwym. Może to prawda, że człowiek własnymi rękoma szczęście sobie buduje, ale mogą zajść rozmaite komplikacje, mogą zajść w duszy podejrzenia, które to szczęście zabijają.
HANKA
prostuje się
Co podejrzenia? Czyżbyś mnie mógł o coś podejrzewać. Stając się nagle kobietą. Mnie, która nigdy nic poza tobą nie widziałam, mnie która moją całą duszą tak przylgnęłam do ciebie... Mnie... mnie...
KONRAD
Ale Hanko, uspokój się. Ty jesteś czysta jak łza. Czuję, jak twoje serce dla mnie tylko bije. Przecież czujesz, jak cię całą duszą kocham. Nie śmiałbym cienia podejrzenia na ciebie rzucić. To nie to, to nie to.
Chwila milczenia.
KONRAD
Hanuś, będziesz szczera? Odpowiesz mi na wszystkie pytania?
HANKA
Patrz, tu niosę ci moje serce w moich rękach. Możesz je zbadać i przeniknąć do głębi.
KONRAD
Słuchaj Hanka! coraz tkliwiej. Ty mnie już teraz mogłabyś uważać za męża, bo ja innej kobiety prócz ciebie nie znam i znać nie chcę. A widzisz, jeżeli nasz stosunek ma być rzeczywiście pięknym, to wtedy nie ma już tajemnicy między dwojgiem ludzi, którzy się kochają. Prawda? Co?
Tuli jej ręce w swoich rękach.
HANKA
zdziwiona
Prawda, prawda.
KONRAD
po chwili namysłu
Widzisz, jeżeli ci przykrego coś powiem, to mi wybacz. Jestem bardzo nieswój, bom ogromnie dużo w ostatnich czasach pracował i jestem trochę przemęczony. A w ostatnich dniach opadają mnie jak złośliwe muchy rozmaite maniackie myśli. Wybacz, że ci o tym mówię, ale ja bym chciał, abyś cały stan mej duszy znała, nim żoną moją zostaniesz.
HANKA
pieści jego ręce
Mów, mów mi wszystko.
Milczenie.
KONRAD
Więc ty widziałaś, jak ojciec mój płakał w altanie w przededniu swojej śmierci?
HANKA
zdziwiona
Ale ja ci to już wczoraj opowiadałam.
KONRAD
No tak, tak — ale powiedz mi — wprawdzie byłaś wtedy dzieckiem, ale dzieci najlepiej obserwują... Czy śmierć mojego ojca wywarła wielkie wrażenie na twojego ojca a mego opiekuna25 i na matkę moją?
HANKA
patrzy na niego, nie rozumiejąc
KONRAD
bierze ją łagodnie za rękę
Nie bądź tak przerażona, przecież jestem przytomny.
HANKA
Przyznam ci się, że teraz boję się ciebie.
KONRAD
Nie, nie bój się. Tylko chciałbym rozwiązać w moim sercu i mózgu jakąś zagadkę, która może nie jest zagadką, ale która mnie truje i męczy.
HANKA
ze strachem
Mów, mów wszystko.
KONRAD
milczy chwilę
Słuchaj Hanka, dzisiaj rozmawiałem z moim przyjacielem...
HANKA
przerywa mu
Wiesz, ja się tak lękam, tak lękam tego twego przyjaciela. To ten sam lęk, jaki doznaję26 przed czymś obcym, niezbadanym, to ten sam lęk, który mam przed tą ciemną dla mnie połową twej duszy, tą połową, której nie znam, o której nie mam wyobrażenia.
KONRAD
patrzy na nią głęboko zdumiony
Nie rozumiałem cię, Hanuś.
HANKA
Bo widzisz, ty masz połowę duszy pogodnej, a druga jest jak sam mówisz: czarna i ponura. I to dzisiaj, podczas tej bezsennej nocy, nagle opadła mnie ta myśl, że ta druga połowa twej duszy, ta jej ciemna głębia, nie do mnie należy, ale do twego przyjaciela. I miałam taką straszną wizję, jakbyś na dwoje był rozszczepiony. Ach! Konrad! Konrad! Jak ja się męczę!
KONRAD
obejmuje ją i tuli do siebie
Hanuś, Hanuś! Uspokój się! To przywidzenie zmęczonych bezsennością nerwów. Uspokój się i posłuchaj mnie. Otóż przyjaciel opowiadał mi taką dziwną historię o swoim stryju i włodarzu. Ten stryj poszedł na wojenkę, potem z wojenki powrócił; ale ponieważ stryjenka tymczasem włodarza pokochała, a on włodarz przeświadczony, że żadna kara go nie spotka, jeżeli pan legnie na swym własnym polu, zamiast na polu sławy...
HANKA
Bój się Boga, co ty za rzeczy dzisiaj mi opowiadasz?
KONRAD
Coś taka przestraszona? Włodarz pokochał panią, najprostszy wypadek się stał. Pana nie było w domu, można było sądzić, że poległ w szeregach bohaterów. Przypadkowo wrócił żywy i cały do swego gniazda, a zastawszy swą żonę w objęciach włodarza, sam sobie życie odebrał. Ale można było spokojnie twierdzić, że poległ, czy zginął na polu bitwy, czy się gdzieś podział...
HANKA
Dokąd ty zdążasz? Co to wszystko ma znaczyć?
KONRAD
Hanuś, proszę cię, słuchaj mnie spokojnie. Tu chciałbym roztrząsnąć nie kwestię życiową, ale kwestię sumienia — jakiejś przyrodzonej, niepojętej miłości do ojca, którego się straciło... Ta dziwna miłość, która wendettę wytworzyła, bo wiesz, że za zabójstwo jakiegoś członka rodziny, na Korsyce, całe rodziny się wytępiają nawzajem. Chwila milczenia. Widzisz, ten włodarz miał córkę, którą pasierb włodarza całą siłą swej młodej duszy pokochał i — wystaw27 sobie, co by się było stało, gdyby on28 pasierb poślubił córkę człowieka, który był przyczyną śmierci jego ukochanego ojca?
HANKA
zrywa się
Skąd cię takie piekielne myśli opadły, Konrad!
KONRAD
To nie piekielne myśli, to się często w życiu zdarza. Chwila kamiennego przerażenia. Czy sądzisz, że dajmy na to, kobieta jak ty szlachetna, piękna i dobra, mogłaby żyć z człowiekiem, którego ojciec zginął z winy jej ojca?
HANKA
pobladła jak trup
A... teraz rozumiem. Wszystko zrozumiałam. Chwyta się za głowę. Chryste Panie! Więc ty posądzasz mego ojca, że on twego w grób wtrącił?
KONRAD
nieprzytomny
Tak, tak!
HANKA
pada na ziemię.
Kurtyna spada.