SCENA TRZECIA
KONRAD i WANDA. Milczenie.
KONRAD
zamyślony
Miałbym mamie coś do powiedzenia, ale może by to mamę dotknęło.
WANDA
Mów, mój synu, mów mi wszystko.
KONRAD
Dlaczego się mama tak przeraziła, gdym mamie wczoraj powiedział, że chętnie bym pojął Hankę za żonę?
WANDA
Jak to, ja się przeraziłam?
KONRAD
No, oczywiście. Przecież mama ustawicznie powtarzała, że to nie może być, że to nie może być.
WANDA
Jeżeli to powiedziałam, to tylko dlatego, że jesteście tak jakby w jakimś stopniu pokrewieństwa. Wychowałeś się z nią razem. Twój opiekun był tobie, że tak powiem, ojcem, no i dlatego na razie przeraziła mnie ta myśl, że mógłbyś wziąć Hankę za żonę.
KONRAD
Ale ja, kochana mamo, zauważyłem, że od chwili mego przyjazdu mama niechętnym okiem patrzy na Hankę.
WANDA
Ja niechętnym okiem, ależ ja ją wychowałam.
KONRAD
Dobrze, moja mamo, dobrze, ale dlaczegóż ta nagła niechęć?
WANDA
Niechęć? Żadna niechęć. Tylko tak się przyzwyczaiłam uważać ją za córkę, że związek wasz wydawałby mi się czymś w rodzaju kazirodztwa.
KONRAD
To mama bardzo pięknie powiedziała. Uznaję moc przyzwyczajeń i tam dalej, ale chyba sobie mama zdaje z tego sprawę, że między mną a panną Borowską nie ma najmniejszego pokrewieństwa.
WANDA
zmieszana
No, tak, tak, nie ma. Ale moc przyzwyczajenia...
KONRAD
To wszystko takie dziwne.
WANDA
Co jest dziwne?
KONRAD
Niech mama pozwoli: Więc ojciec poszedł z fuzją do lasu i został tam zabity. Ja przez dziesięć lat nie mogłem przyjechać na wakacje do mego domu, opiekun mój, który ma swoją wieś tuż obok, mieszkał zawsze przy mamie — mama Hankę uważa jako swoją córkę — opiekun odnosi się z niechęcią ku mnie, co to ma wszystko znaczyć?!
WANDA
Wstydź się, wstydź, żeby jakiekolwiek podejrzenie rzucać na matkę swoją i na człowieka, który w trójnasób przysporzył ci majątku.
KONRAD
Ja, moja mamo, pluję na cały majątek. Ja pragnąłbym się dowiedzieć o tajemniczej śmierci mojego ojca.
WANDA
Ale ta śmierć wcale tajemniczą nie była. Został zabity w lesie przez kłusowników i to wszystko.
KONRAD
Ależ kochana mamo, ja wiem, że kłusowników nie było w naszym lesie... Nagle. Czy mama Borowskiego już dawno zna?
WANDA
Przecież ci już tyle razy mówiłam, że był najbliższym przyjacielem twego ojca.
KONRAD
wstaje nagle
Niech mnie mama wytłumaczy, skąd się wzięła ta nagła niechęć ku Hance? O ile wiem, bardzo mama ją kochała, ale z chwilą, kiedym okazał to serdeczne, gorące przywiązanie do Hanki — mama się całkiem dla Hanki zmieniła.
WANDA
Ale dziecko, co ty mówisz?
KONRAD
Nie, mamo, pamiętam dobrze z listów mamy, jaką mama była dla Hanki dawniej, a teraz.
WANDA
Mylisz się, mój synu.
KONRAD
Nie, mamo, ja się nie mylę. Po chwili. Czy pan Borowski był rzeczywiście takim dobrym przyjacielem mojego ojca?
WANDA
No, jeżeli go zrobił opiekunem, to chyba najlepszy dowód na to.
KONRAD
Ależ moja mamo, jeśli mój ojciec zmarł nagłą śmiercią, to nie mógł pozostawić ani testamentu, ani opiekuna.
WANDA
zmieszana
Widocznie musiał przeczuwać swoją śmierć, jeśli testament zostawił.
KONRAD
A może, moja mamo, on wcale nie przeczuwał, bo przeczuwać nie potrzebował; bo ludzie w pewnych chwilach wiedzą jasno, co robią.
WANDA
Co ty mówisz? Więc sądzisz, że samobójstwo?
KONRAD
twardo
Tak!
Milczenie.
WANDA
przerażona patrzy na syna
Więc ojciec twój miałby samobójstwo popełnić! Dlaczego?
KONRAD
spokojnie
Nie wiem.
WANDA
podchodząc ku niemu
Ale zmiłuj się, ty jesteś chory, skąd się takie podejrzenia u Ciebie biorą?
KONRAD
patrzy przeciągle na wystraszoną matkę; zmęczony
No, niech mi mama szczerze powie. Przecież ten mój opiekun jest właściwie moim ojczymem, nieprawda? I niech mama mojej duszy nie niszczy. Mama wie, że od dziecka kocham Hankę, niech tylko mama pomyśli, co to za straszliwe tragedie: ja biorę Hankę za żonę z tym przeświadczeniem, że ojciec jej był przyczyną śmierci mego ojca, którego tak ukochałem, którego tak w duszy noszę... Niech sobie mama wyobrazi, że chociażbym nie miał najmniejszej pewności, to... to jedno podejrzenie wystarczy, żeby mnie i jej życie zniszczyć. Nagle. Mama musi coś wiedzieć o tej śmierci!!
WANDA
coraz wiącej przerażona
Lękam się ciebie.
KONRAD
Lęk, lęk? Jaki to piękny parawan, za którym kobieta schować się może. Jeżeli matka ma troszkę miłości do mnie, to nie powinna mi życia niszczyć. Ja Hankę kocham, a biorąc ją za żonę mogę ją i siebie tym zamęczyć, że ojciec jej jest przyczyną strasznej śmierci mego ojca.
WANDA
wybucha głośnym płaczem.
KONRAD
szarpie ją za rękę
Ty wiedziałaś o tym?!
WANDA
płacze coraz więcej
KONRAD
Wiedziałaś o tym?!
WANDA
zrywa się nagle
Precz, wyrodny synu, który śmiesz rzucać takie podejrzenie na twoją matkę.
KONRAD
ze złośliwym uśmiechem
Tym oburzeniem mama mnie nie zaszachuje. Zdaje mi się, że już całą prawdę wyłowiłem. Zamyślony. Przepraszam mamę za moje wybuchy, jeszcze jestem młody, a to jakieś głupie, młodociane porywy, ot takie hamletowskie idiotyzmy, by mścić śmierć ojca. Ach! Tu nie chodzi o jakąś zemstę, tu przede wszystkim waży się los kilkorga ludzi... mamo, mama wie, że ja mamę kocham, a przyznaję się szczerze, nienawidzić poczynam los biednej, nieszczęśliwej Hanki, którą mimo woli musiałbym zniszczyć i los mój... mniejsza o to... Nagle. Borowski był przyczyną śmierci mego ojca?!
WANDA
zrywa się
Nie, stokroć razy nie!
KONRAD
cicho
He, he... Przewidywała to mama?
WANDA
cofając się przerażona
Tyś oszalał.
KONRAD
Jestem upewniony, że opiekun gorzko, a raczej ojczym mój zapędził mego ojca w grób. Chciałbym się tylko dowiedzieć, czy kobieta, która jest moją matką i którą za świętą uważałem, miała w tym jakiś udział.
WANDA
prostuje się
Jak śmiesz takimi słowy23 do matki przemawiać?
KONRAD
spokojnie
Ja prócz matki miałem jeszcze ojca, którego ubóstwiam i uwielbiam.
WANDA
A któż cię wychował w tej czci dla ojca?
KONRAD
Mama nie, bo mamy dziesięć lat nie widziałem. Pan Schimer w Brukseli, który ojca nade wszystko kochał.
WANDA
A kto mu dał polecenie, aby ci ustawicznie o ojcu mówił?
KONRAD
Może złe sumienie mojego opiekuna, a może mojego ojczyma?
WANDA
zrywa się przerażona
Synu, Konradzie, co ty mówisz?
KONRAD
Przepraszam mamę, przepraszam... jestem trochę zirytowany, zresztą to nie moja wina, chciałbym zbadać tajemnicę, wybuchając która nie tylko mnie samemu życie zniszczyć może.
WANDA
Och! Ten przeklęty twój przyjaciel! Dlaczegoś wprowadził w mój dom wroga twej matki?
KONRAD
On mamy wrogiem?
WANDA
Wróg, wróg — przeklęty wróg!
KONRAD
całuje ją w rękę
No, dajmy spokój tej rozmowie. Pewnie już tajemnicy nie zdołam rozwiązać. Nie będę już nigdy drażnił mamy moimi podejrzeniami. Ale niech mama teraz się uspokoi i ja się uspokoję, tylko muszę pozostać sam ze sobą, a przyrzekam mamie, że nie będę już myślał o tym, o czym teraz mówiliśmy.
WANDA
Przyrzekasz mi, moje dziecko? Nie będziesz miał już tych potwornych podejrzeń. Całuje go. Gdybyś ty wiedział, jak ja cię kochałam i kocham. Nagle. Twego ojca w tobie kocham, pomnij24 na to!
KONRAD
Mojego ojca? No, dobrze, dobrze, moja mamo. Ale ja teraz muszę pozostać sam.
WANDA
pieszczotliwie
A nie będziesz już słuchał złych podszeptów twojego przyjaciela?
KONRAD
Nie, nie droga mamo. Są rzeczy, które się przemilcza, bo dociekanie prawdy zbyt bolesne... Ale teraz proszę mamy, abyś zechciała mnie zostawić w spokoju. Jestem bardzo rozdrażniony, mógłbym jeszcze więcej zranić serce mamy. Całuje ją w rękę. Do widzenia, droga mamo.
WANDA
boleśnie
Konrad!
KONRAD
Ale przecież ja mamę głęboko kocham, tylko muszę się teraz uspokoić.
WANDA
odchodząc
A nie będziesz już takich ohydnych rzeczy mówił?
KONRAD
Może mama być pewna... Tylko, tylko się troszkę uspokoję, nie mogę już z mamą mówić.