SCENA DRUGA
BOROWSKI
trochę zjadliwie
Przepraszam, że przerywam rozmowę matki z dawno niewidzianym synem, ale muszę panią na chwilę od jej macierzyńskich obowiązków odciągnąć. Całuje ją w rękę, podaje sztywno Konradowi dłoń. W kantorze zebrała się rada opiekuńcza i pani obecność jako głównej opieki jest nieodzownie potrzebną. Do Konrada. Jutro panu zdamy dokładny memoriał12 z naszej czynności zawiadowania pańskim majątkiem w czasie, w którym był pan niepełnoletnim.
KONRAD
Ja tego zupełnie nie potrzebuję. Przecież ja panu zupełnie zawierzam. Chyba że tego wymaga jakaś formalność sądowa.
BOROWSKI
zimno
Myli się pan. Ja tego dla formy nie robię. Chcę tylko, by w danym razie nikt nie mógł mieć do mnie żadnych pretensji. Nagle mógłby jakiś przyjaciel się zjawić i mógłby panu powiedzieć: bój się Boga, twój majątek był źle i na twoją niekorzyść przez twoich opiekunów administrowany.
KONRAD
dumnie
Przyjaciół, którzy by się w moje majątkowe sprawy wdawali, nie mam. Mam za to takiego, który zna serce i duszę moją i w sprawach tyczących się mego życia wewnętrznego zawsze go słucham.
BOROWSKI
Takich przyjaciół powinien się pan najwięcej wystrzegać. Tacy właśnie mogą panu zaburzyć spokój. Mogą w duszy pana zasiać kąkol podejrzenia i nienawiści... Bo bywa, że żona jest najcnotliwsza i najlepsza w świecie, a taki przyjaciel poczyna człowiekowi przemocą otwierać oczy na rzeczy i czyny, które nigdy nie istniały. Albo też w pańskim położeniu, dajmy na to, może pana podjudzić, że tak powiem, nie tylko przeciw opiekunowi, ale nawet przeciw matce. Może się na przykład zapytać: Słuchaj tylko, mój kochany, jak żyła twoja matka przez te dziesięć lat, które jej nie widziałeś...
KONRAD
Proszę pana, niech pan będzie łaskaw w rozmowach nie tykać mojej matki. Moja matka jest święta.
BOROWSKI
Niech się pan tylko tak nie irytuje.... No tak! Młoda, junacza krew... Nieodrodny syn swego ojca. Uśmiecha się pobłażliwie. Nie ma chyba człowieka, który by tak matkę pańską cenił i poważał jak ja. Zdaje mi się, że dałem dosyć na to dowodów.
KONRAD
milczy.
WANDA
zagadując
No, to może pójdziemy?
BOROWSKI
Jeszcze chwilę mamy czasu. Brak dwóch doradców... Pan tak nagle wybuchnął, ale widzi pan: pan jest młody, nie zna świata ani ludzi. Chciałem tylko pana ostrzec, że tego rodzaju przyjaciele mogą zburzyć spokój i szczęście.
KONRAD
Przepraszam pana, że się uniosłem, ale to nie tylko ze względu na matkę, ale i na jedynego przyjaciela, którego mam, a który nie byłby w stanie robić jakichkolwiek insynuacji.
BOROWSKI
A tak, zaciekawił mnie ten pański przyjaciel. Tyleś pan o nim wczoraj mówił. To mnie tylko dziwi, że się taką tajemniczością pokrywa... pan nie zna nawet jego nazwiska.
KONRAD
Co mnie obchodzi jego nazwisko. Kocham jego serce, jego duszę, a kto go rodził, to mi zupełnie obojętne.
BOROWSKI
przeciągle
Pomnij pan tylko, żeś pan młody, że trzeba by lepiej rady zasięgnąć u starszych ludzi.
KONRAD
O, to człowiek daleko starszy ode mnie. Zdaje mi się, że znał mnie, zaczem13 jeszcze boży świat ujrzałem.
BOROWSKI
uśmiecha się, paląc papierosa.
WANDA
znowu zagadując
Ale może to niegrzecznie, że tak długo radzie każemy na siebie czekać?
BOROWSKI
Niech się pani nie obawia. Oni się tam dobrze bawią. Przecież mają wino z piwnic świętej pamięci męża pani.
KONRAD
patrzy uważnie na Borowskiego
Co pan z takim przekąsem mówi o piwnicach ojca mego?
BOROWSKI
Ależ panie, nic więcej nie chciałem powiedzieć, jak tylko, że ojciec pański miał zawsze piwnicę zaopatrzoną w doborowe wina i znał się na nich... A to rzadki przymiot w naszych czasach... Pan dziś bardzo drażliwy... Żartobliwie. Może pan miał jakiś przykry sen. O, to niedobrze. Pan wie, że jeżeli człowiek długo oddalony od swego domu do niego powraca, to sen, który ma pierwszej nocy, zawsze się ziści.
KONRAD
Nie życzyłbym nam wszystkim, by sen dzisiejszy się ziścił.
BOROWSKI
nagle niespokojny
No to ja z matką pańską pójdę teraz. Pan siedział wczoraj długo w nocy z gośćmi, pan jeszcze nie wypoczęty po podróży. Niech pan teraz spocznie. Sił nie trzeba forsować. Czeka pana ciężka praca, spuściznę po ojcu utrzymać i o ile możności pomnożyć.
WANDA
Więc do widzenia, moje dziecko.
KONRAD
całuje ją w rękę
Do widzenia, mamo.
Z Borowskim podają sobie milcząco ręce.
WANDA i BOROWSKI
wychodzą.