SCENA DRUGA
Z salonu wybiega kilka par ze śmiechem i hałasem do parku.
BOROWSKI
z sztucznym uśmiechem
Huzia — huź! Kto kogo dogoni... Hej! hej! A gdzie mi się Hanka podziała? Wesoły krzyk z głębi parku. W chowanego się bawi, znajdziemy ją, znajdziemy!
BOROWSKI
do Wandy
I co teraz? Twój syn kocha moją córkę... tak ślepą nie jesteś, aby tego nie widzieć. No, poradź teraz coś, poradź —!
WANDA
Co ja nieszczęsna poradzić mogę.
BOROWSKI
po namyśle
A czyś ty znała tego pana Schimera z Brukseli?
WANDA
Kogo?
BOROWSKI
No? Tego pana, który twego syna chował w największej miłości, w największym uwielbieniu dla twego męża.
WANDA
Co, co, nic nie rozumiem.
BOROWSKI
Poczekaj, to ci to zaraz wyjaśnię. Złośliwym, szatańskim uśmiechem siada przy niej. Otóż widzisz, moja Hanka wypaplała się przede mną, widziała twego męża dzień przed śmiercią, jak płakał, a w ten sam dzień zostało wysłanych kilka listów do przyjaciół twego męża za granicę. A ten przyjaciel twego męża, którego opiece polecono twego syna... jeszcze nie rozumiesz?
WANDA
skamieniała
Rozumiem...
BOROWSKI
podsuwa się jeszcze bliżej
I ten jego przyjaciel, który się zjawił, właśnie wczoraj, ten najukochańszy uczeń Schimera... Rozumiesz?
WANDA
jak wyżej
Rozumiem.
Milczenie.
BOROWSKI
Hanka stracona, ale Konrad nie, oj nie...