SCENA DZIESIĄTA
KONRAD
do Hanki
Hanuś? Chcesz tam wejść?
HANKA
O nie, jeszcze chwilę razem z panem pomówić pragnę.
KONRAD
I znowu z „panem”?
HANKA
No, wybacz pan, ja się tak z wolna do tego przyzwyczaję, aby panu mówić „ty”.
KONRAD
pieści jej włosy
Poczekam, poczekam, będę cierpliwy.
Milczenie.
KONRAD
bierze ją za ręce
Słuchaj Hanuś, świat jest taki szeroki i piękny... Chciałabyś razem ze mną zobaczyć jego cuda?
HANKA
patrzy na niego z niedowierzaniem
O czym ty mówisz, Konrad?
KONRAD
Nic, Hanuś nic. Tylko od dziesięciu lat ustawicznie myślę o tobie. Nagle. Hanka, gdybyś ty wiedziała, jak ja za tobą tęskniłem.
HANKA
cicho i nieśmiało
Gdybyś ty wiedział, jak ja za tobą tęskniłam... Te ostatnie dnie oczekiwania....
KONRAD
z wybuchem głębokiej miłości
Tęskniłaś za mną? Prawda to? Prawda?
HANKA
cicho, szybko i namiętnie
Jak tylkom się dowiedziała, że masz przyjechać, to dzień w dzień serce waliło mi jak młotem. A te noce, te straszne noce, tęsknoty i oczekiwania. I wiesz, Konrad, ze mnie jeszcze taki dzieciak... po kilkakroć razy na dzień brałam liście akacji, obrywałam je mówiąc: przyjedzie, nie przyjedzie... przyjedzie...
KONRAD
I widzisz, kochanie moje, przyjechałem. Spełniły się twoje wróżby.
HANKA
nagle
Konrad, wiesz, ja się czegoś tak bardzo lękam.
KONRAD
patrzy na nią przestraszony
Po cóż przypominasz mi ten smutek, który mnie też ogarnął na widok tej altany, w której mój ojciec płakał.
HANKA
Nie wiem, nie wiem, a taki mnie jakiś lęk straszny zbiera, a w tej chwili miałam wrażenie, że musnęło o mój policzek skrzydło nietoperza.
KONRAD
Nietoperza?
HANKA
z cichym uśmiechem
Nie, nie, nie to. Tajemniczo. To jakieś dziwne tchnienie śmierci — Konrad, powiedz, co to jest, w chwili takiego bezmiernego, słodkiego szczęścia, to skrzydło nietoperza — tchnienie śmierci.... Powiedz, Konrad, co to znaczy?
KONRAD
Hanuś, uspokój się. Nagle wystraszony. To nie były skrzydła nietoperza — to nie był dech śmierci — to cień mojego ojca przesunął się nad naszymi głowami.
HANKA
Twego ojca?
KONRAD
jeszcze ciszej
Mego ojca!