SCENA DZIEWIĄTA

Wchodzą WANDA i BOROWSKI. Widać ich przez oszklone drzwi werandy.

BOROWSKI

Słyszałaś ich rozmowę?

WANDA

niema z przerażenia

Co?

BOROWSKI

Przecież słyszałaś wszystko. Wiedział, że tam za drzwiami werandy słyszymy, co on mówi i umyślnie dlatego, byśmy go dokładnie słyszeli, głos podniósł.

WANDA

Strach, strach, on wie o wszystkim.

BOROWSKI

wylękły

Ale skąd, skąd?

WANDA

Skąd? Przecież tak często słyszałeś o Schimerze, któremu na nasze nieszczęście powierzyliśmy opiekę nad Konradem. On był przyjacielem mego męża... Może jakiś list, z którego treścią zaznajomił tego złowrogiego przyjaciela Konrada, dostał się w jego ręce.

BOROWSKI

He... he... Kiedy on był twoim mężem?

WANDA

Milcz!

BOROWSKI

Z przyjemnością mógłbym milczeć, bylebyś w jakiś sposób umiała zażegnać bardzo groźną sytuację... Ten przyjaciel twego syna, zdaje się, wie o wszystkim. Wybrał sobie bardzo efektowną chwilę, w której pełnoletniość Konrada zostanie ogłoszoną, a w której wszystko twojemu synowi opowie.

WANDA

Zmiłuj się! Tylko nie to, nie to! Niech się nigdy o tym nie dowie!

BOROWSKI

He... prędzej czy później się o tym dowie.

WANDA

A Hanka?

BOROWSKI

Jam już ręce opuścił... Hanka, Hanka, ja bardzo kocham Hankę...

Zamyśla się.

WANDA

A on?

BOROWSKI

Kto?

WANDA

Konrad! Konrad!

BOROWSKI

Konrad? A cóż mnie twój Konrad obchodzi? Zdawało mi się, że w zbrodni szczęście znajdę, znaleźć go nie mogłem. Urywa. Patrz, tam nasze dzieci powracają z parku, a za nimi ten przeklęty przyjaciel, zwiastun nowych i straszniejszych jeszcze nieszczęść...

Zasłona spada.