SCENA DZIEWIĄTA
PRZYJACIEL
przytłumionym głosem, jakby wobec chorej
Nie szukaj Hanki, Hanka tu siedzi.
KONRAD
wraca i przypada do Hanki
Hanuś, co ci jest? Dlaczego nie wejdziesz do salonu, wszyscy cię szukają. Bierze ją za rękę. Słuchaj, od dziś dnia stajesz się moją panią, przyszłą żoną i współpracowniczką. Będziemy w miłości i szczęściu pracowali i razem pójdziemy świętą i wielką drogą, po jakiej szedł mój ojciec. A teraz chodź, moja najukochańsza, aby się wszyscy przed przyszłą panią mego domu pokłonili.
HANKA
jak obłąkana
Cicho. — To nie może być — nie może być — nie może być...
KONRAD
zdumiony, jakby przejrzał
Gdzie pan Borowski?