SCENA ÓSMA

WANDA chwilę sama, zapatrzona w dal.

BOROWSKI

wychodzi na werandę i woła ją po cichu

Wando! Chodźże. Tak się to wszystko dziwne ludziom wydać musi. Cóż to znaczy, żeś tak nagle wybiegła na werandę?

WANDA

przeciera czoło, w zamyśleniu

Nic... nic... mój drogi. To tylko głos mojego sokoła i twojej gołębicy w moim sercu... Nie dopuśćmy do tego, na Boga, nie dopuśćmy.

BOROWSKI

ponuro

Nie dopuszczę... No, pójdziesz do gości, których sprosiłaś na uroczystość, tę wielką uroczystość, w której ja stanę się podwładnym twego syna?

WANDA

Henryku! Nie męcz mnie tak strasznie! Jak sądu ostatecznego oczekiwałam przyjazdu Konrada. Wiesz dobrze, że przez tyle lat trzymałam go z dala od siebie, wiesz, że Hankę lubiłam i kochałam, bom ciebie kochała. Wiesz dobrze, że twoje dziecko mojego syna mi przypominało, wiesz dobrze, jak nad tym bolałam, więc nie masz prawa robić mi najmniejszych wyrzutów.

BOROWSKI

Po co o tym wszystkim mówić... Tu nie chodzi ani o syna, ani o córkę, tylko o cień twego zmarłego męża.

WANDA

Zmarłego?

BOROWSKI

Zmarłego, powieszonego, zamordowanego lub też samobójczym wystrzałem kończącego swój żywot. Czyż to wszystko nie jest jedno i to samo? Czyż to nie jest proste przejście z bytu do niebytu w tych lub owych warunkach? Więc dlaczegóż robić z tego jakąś straszną tragedię? Zrobiłaś szalone głupstwo, że kazałaś syna za granicą wychować... Dlaczego? He... he... aby świętą pamięć ojca uratować. To była twoja miłość... Ale dajmy temu spokój. Mamy gości. Musimy się teraz przyzwoicie zachować. Nie możemy naszych zwykłych kłótni małżeńskich rozpoczynać. Chodź teraz ze mną. Jeżeli zaprosiliśmy gości, a raczej ty, bo ja teraz, jako podwładny twego syna, nie mam najmniejszego prawa w twoim domu, to w każdym razie aż do końca odegram rolę albo włodarza, lub też wodzireja.

WANDA

Nigdy nie myślałam, żebyś mógł być tak zły i zjadliwy.

BOROWSKI

Dobrze, dobrze, duszko moja, ale teraz musimy iść do naszych gości, bo to byłoby wysoce niegrzecznie pozostawić ich dłużej samych...

Prawie przemocą bierze ją za rękę i wprowadza do salonu. Wanda nastraja minę i prosi gości do nakrytego stołu w jadalni. Borowski pozostaje na werandzie.