SCENA SIÓDMA
HANKA
bezradna patrzy za odchodzącym ojcem, potem zwraca się do przyjaciela.
Cóż mi pan ma powiedzieć? Co ojcu memu się stało, co? Mów pan, mów! Powiedz mi pan wszystko!
PRZYJACIEL
patrzy na nią głęboko zamyślony i milczy.
HANKA
Mów pan, mów, na Boga! Dlaczego tak mnie strasznie dręczycie? Com wam zawiniła? Od chwili, jak Konrad przyjechał, prawie że oka nie zmrużyłam. Tu słyszę jakieś niejasne, straszne słowa, tam zawsze coś złowrogiego, niedopowiedzianego... Czyż pan nie może zrozumieć, co to za tortury??
PRZYJACIEL
głęboko w siebie zapatrzony
Bardzo dobrze rozumiem.
HANKA
No więc nie męcz mnie pan dłużej. Mów pan, proszę, błagam pana! Ja czuję, że w tym domu jakaś tajemnica się kryje, że jakieś nieszczęście nad nim wisi... Ja to od dawna, od dziecka czuję. Wiem i czuję od chwili, jak pan do domu tego wszedł, że pan tę tajemnicę zna, że teraz się wszystko załamie. Mów pan, mów wszystko!
PRZYJACIEL
patrzy na nią głęboko, nagle z wielką litością
Bardzo mi pani żal... Pani rzeczywiście kocha Konrada?
HANKA
z mocą
Kocham, kocham, kocham! Nagle przerażenie znowu ją ogarnia. Powiedz mi pan tylko tę tajemnicę, powiedz, chociażby to był wyrok śmierci dla mnie... Cofa się z śmiertelnym lękiem. Powiedz pan! Powiedzże wreszcie wszystko!
PRZYJACIEL
znowu zimny
Powiem. Po chwili ciężkiego milczenia. Pani nie mogłabyś żyć z synem człowieka, którego przyczyną śmierci byłby ojciec pani?
HANKA
chwyta się za głowę
Boże! Boże! Więc to prawda?
Wybucha błędnym, rozpacznym śmiechem. Z salonu dochodzą wesołe toasty. Widać gości, którzy kręgiem otoczyli Konrada.