SCENA II
LESZEK
z udanem zdumieniem.
Czyżby mnie oczy mylić miały? Kniaź Wyszomir!
WYSZOMIR
kłania się głęboko.
Ja wierny sługa ojca waszego, i szczęśllw, że wolno mi było ujrzeć syna jego, prawowitego dziedzica tego grodu.
LESZEK
z wylaniem.
Och, jakbym pragnął was drogi kniaziu godnie ugościć, drogę, którąście tu dotąd jechali kosztownem suknem wysłać z przesadną pokorą, ale ja biedny, ubożuchny — żyję tu z łaski mego miłościwego pana brata, który mnie raczył na swój dwór powołać...
ZYGWART
śmieje się z udaną wesołością.
Dobrze, żebyście się i wy serdecznie śmiali podczas ich śmiechu szepcze czasem ściany, chociażby najgrubsze, mają uszy, a dobrze, gdy w rubasznym śmiechu skryje się tajemnica słów...
LESZEK
patrzy na niego jakoby rozbawiony i wszyscy trzej wybuchają śmiechem.
WYSZOMIR
I ja, miły książę, jestem ubożuchny, całkiem podupadłem, przyjechałem na zaszczytne wezwanie naszego miłościwego pana zaledwie w dwadzieścia koni.
ZYGWART
śmieje się, potem półgłosem.
Pięćset co najlepszego rycerstwa ma na swoje skinienie.
LESZEK
Czem-że ja się wam, dostojny panie, zdołam odwdzięczyć za tak wielki dowód przywiązania, i za to, żeście raczyli przybyć na tę wielką uroczystość, jaką dla mnie mój pan i brat łaskawie wyprawić raczył —
odwraca się, nadchodzi wojewoda Szaluta.
Och, i wy zacny wojewodo — pomnę, pomnę, jeszczeście mnie, za czasów ojca mego, uczyli wojennego rzemiosła.
SZALUTA
Może i nie napróżno...
witają się.
LESZEK
O, jak dobrze pomnę, jakieście, drogi wojewodo, uczyli mnie szablę ostrzyć...
SZALUTA
Tak, że aż iskry pryskają, a ani jednej szczerby nie znaleść.
wszyscy śmieją się głośno.
SZALUTA
Partacką robotą był szczerbiec Śmiałego — nasze miecze o żadne bramy się nie wyszczerbią.
LESZEK
nagle, jakby zaskoczony, podbiega do nadchodzącego burgrafa sąsiedniego zamku: Bolka z Mysłowic.
LESZEK
Ależ na Boga, nie spodziewałam się tak wielkiego zaszczytu — witajcie mi, witajcie — jakżem szczęśliw, żeście i Wy przybyli na tę uroczystość...
BOLKO
Ośmieliłem się podejść bliżej, zwabiony waszym śmiechem — o czem to dostojni rycerze tak wesołą rozmowę prowadzicie?
ZYGWART
Szaluta twierdzi, że teraz są miecze tak ostrzone, że się na żadnych bramach nie wyszczerbią, ciszej nawet najwięcej strzeżonych...
BOLKO
Ha, ha, ha! To nic jeszcze; słyszałem nieraz o jakimś zawadjackim rycerzyku niemieckim, który, by umknąć, wraz z koniem skoczył z wysokiego muru i przesadził głęboką fosę, my zaś mamy konie, które potrafią przesadzić fosę i wskoczyć na mury zamku.
ZYGWART
Co tam o koniach i mieczach mówicie, u mnie teraz uczta na myśli, i twierdzę, że najlepiej piec swą pieczeń pod czujnem okiem pana.
BOLKO
Już to Zygwartowi nikt dowcipem nie dorówna...
śmieją się wszyscy, podczas tego słychać pierwsze fanfary
LESZEK
Nic dziwnego, że na wasz widok, dostojni panowie, raduje się moje serce, gdyż oto proszę was na ojców chrzestnych mego chrztu rycerskiego. Już widzę heroldów, poprzedzających orszak mego miłościwego pana i brata — raczcie stanąć po dwóch z każdej strony tronu, a ja w pokorze odczekam chwili, w której mnie pan mój łaskawie powoła...