SCENA III

Wchodzi orszak, poprzedzający księcia w uroczystym ceremoniale, na balkonie zasiadają damy dostojnych rodów i ich dworki. Z prawej strony tronu stoją Zygwart i Wyszomir — z lewej; Bolko z Mysłowic i Szaluta — w środku rycerstwa, które się na odgłos fanfar w podwórzu zgromadziło, staje w układnej, a skromnej postawie Leszek.

ZYGWART

Książę Leszku, raczcie przystąpić przed tron swego miłościwego pana i brata.

MŚCISŁAW

patrzy na niego chwilę przenikliwie, ale kiedy Leszek podchodzi i przed tronem przyklęka, ujmuje jego głowę i całuje go, podnosi go i sam wstaje. Chwilę błądzą jego oczy na balkonie wśród dam, ujrzał Kingę i jeden moment spotykają się ich oczy — potem przebiega czujnym, badawczym wzrokiem zastępy rycerzy.

Szczęśliw jestem, że mogę wam przedstawić mego brata młodszego, miłego mi księcia Leszka, który posłuszny memu wezwaniu, na dwór mój przybył. Gorącym sercem go przyjąłem i pytam was dostojni rycerze mego księstwa, ażali uznajecie go godnym by wstąpił w wasze szeregi?...

występuje Zygwart.

ZYGWART

Godniejszego nad niego, nie znamy.

MŚCISŁAW

Pytam się was, czy uznajecie, ażali jest na tyle mężnym, odwagi i rozumu pełen, by u mego boku wspólnego wroga mógł zwalczać?

występuje Szaluta.

SZALUTA

Rozum jego nad wiek jego młodzieńczy dojrzały, bystry, a ramię jego silne i chrobre, a moc jego mogąca mierzyć się z każdym z nas.

MŚCISŁAW

przeciera czoło.

Czy w duszy jego panuje szczerość, wierność i miłość?

występuje Wyszomir.

WYSZOMIR

hardo.

Gdyby w sercu księcia Leszka nie było szczerości, miłości i wierności, gdyby je skaziła chociaż jedna myśl podstępu lub fałszu, nie byłby się udał pod waszą miłościwą opiekę braterską.

MŚCISŁAW

patrzy na niego badawczo.

Powiedziałeś — i ufny jestem twoim słowom.

chwila milczenia.

MŚCISŁAW

Czy w razie niebezpieczeństwa mego życia zdolen jest za pana i brata swego przelać krew swoją do ostatniej kropli?

występuje Bolko z Mysłowic.

BOLKO

Gdyby ktoś z nas śmiał o tem wątpić, wyrządziłby księciu Leszkowi tak ciężką zniewagę, że książę mógłby go pozwać w szaranki.

KSIĄŻĘ MŚCISŁAW

A więc, tym oto mieczem, pasuję go na rycerza.

Leszek przyklęka — Mścisław uderza go mieczem według zwyczaju — podczas tego głośne fanfary i okrzyki na cześć Leszka.

MŚCISŁAW

patrzy ponuro po obecnych — potem uśmiecha się tajemniczo do Leszka.

Teraz mógłbym zażądać od ciebie przysięgi na wierność, ale nie chcę cię uważać za mego wasala tylko za brata — żądaniem przysięgi znieważyłbym nie tylko ciebie, ale i siebie.

Głośne okrzyki: „Sprawiedliwie powiedział” — inne: „słowo godne władcy” — inne: „przysięgi, przysięgi na miasto!”.

MŚCISŁAW

nadsłuchuje — znowu się uśmiecha.

Słyszysz, Leszku? kładzie miecz na kolana towarzysze twoi żądają przysięgi na miasto!

LESZEK

klęka, kładzie palce na mieczu: głośnym, pewnym głosem.

Przysięgam dla miasta tego przodków moich oddać wolność, szczęście, cześć rycerską i życie do ostatniej kropli krwi. Tak mi Boże dopomóż!

Jednogłośne okrzyki: Amen! Amen! Niech żyje książę Leszek!

MŚCISŁAW

wstaje złowrogo wyprostowany, a gdy okrzyki milkną: z ujmującym uśmiechem.

Zdaje się, że miłego sercu naszemu brata, godniej na moim dworze i w tem mojem mieście powitać nie mogłem. Leszek kłania się głęboko. A teraz szlachetne panie, oraz dostojników i rycerzy mego księstwa proszę na biesiadę, zbyt ubogą, niestety, przy tak wielkiej uroczystości.

Skinął ręką i w tym samym porządku, co poprzednio idzie cały orszak do sali biesiadnej, a za niem całe rycerstwo, z balkonu powstają damy i też udają się do sali.