SCENA XII

Rycerstwo tłumnie wali się w podwórzec zamkowy i gromadzi się w krąg naokół lipy i stolca książęcego, na którym zasiada Leszek. — Na jego znak Zygwart prowadzi Halszkę i staje z nią po prawej stronie — po lewej Wyszomir, Szaluta, Bolko z Mysłowic, a gdy się wszystko rycerstwo w półkrąg ustawiło — zwolna podchodzi przed tron Damian i staje posępnie, z pochyloną z lekka głową, obu rękoma wsparty o wysoki miecz.

LESZEK

wodzi chwilę oczyma po zgromadzonych.

Widzę zdumienie na waszych twarzach, że w tym dniu zwycięstwa i chwały zwołuję was na sądy... ale, zaledwie, jako władca w tę bramy wstąpiłem, zdrada się tu zagnieść dziś chciała. A niedołężny to gospodarz który w sam czas nie wytrzebi kąkola z łanu pszenicy.

A stokroć niedołężniejszy władca, który w czas nie zapobieże, by jadowite ziarno fałszu, zawiści i zdrady w bujny kwiat się nie rozrosło.

Chwila pauzy milczącego oczekiwania.

Cztery bramy ma to miasto, źle strzegł je Mścisław, więc ledz musiał — jeśli i mnie ten sam los spotkać niema, muszę bram swego miasta strzedz godniej — i gorliwiej, a najgorliwiej tej bramy, przez którą w zwycięskim pochodzie do tego świętego miasta wkroczyliśmy.

Bo jest to brama nieustannej czujności, hartownej mocy, bacznej i zimnej rozwagi, nieustraszonej waleczności i męstwa po trzykroć razy, w ogniu niebezpieczeństw wszelakich, hartownego spiżu serca, którego żar stu słońc imać się nie zdoła.

Szmer potakiwania wśrod zgromadzonych.

Straż tej bramy poręczyłem synowi Wyszomira, wielkiego władyki, któremu tu na tym miejscu hołd składam za jego zasługi, i głęboką boleść, że syn jego jedyny Damian nie poszedł, jak tego po nim oczekiwałem, śladem ojca, że wielką popełnił winę, tak, że go przed sąd niezwłocznie powołać muszę.

WYSZOMIR

drżący z oburzenia i wzruszenia — ale pewnym głosem.

Sądź — sądź go po sprawiedliwości!

LESZEK

Damian, syn księcia Wyszomira złożył mi przysięgę wobec najprzedniejszych mych rycerzy, oraz ojca swego, że nakaz mój wiernie spełni, ale nakaz księżniczki Kingi, która, jak wiadomo, winna była skrytobójczego zamachu, wykonanego przez powiernicę jej Witę, na siostrę dzielnego Zygwarta, a moją przyszłą małżonkę, był mu świętszy nad wszelkie przysięgi.

Szmer oburzenia.

Żali godzien jest rycerskiego miana ten, któremu straż nad najważniejszą bramą północną poruczoną była, a którego ramiona stają się bezwładne wobec urodziwych lic niewiasty, serce, które wierność i czujność przysięgało w mocy swej zachwiane, gdy nań padło zdradliwe spojrzenie jej oczu, a kroki stają się powolne zdradzie wobec jednego wyniosłego nakazu tej niegodnej, przed którą bramę miał strzedz?

Głosy:

Nie godzien! nie godzien!

LESZEK

zimno i z mocą.

Oskarżam zatem Damiana, syna wojewody Wyszomira o krzywoprzysięstwo i zdradę, bo księżniczkę Kingę, którą poprzysiągł wywieść do odległego zamku ukrył tu w tym mieście i grodzie, aby wkraczając przez południową bramę, która miała być bramą szczęścia, bogactwa i życiodajnego światła, a niosąc w swem sercu ślepą żądzę i obłędną zawiść, mogła podać ręce zdradzie i miastu przynieść zniszczenie i zagładę.

Głośne wykrzyki oburzenia i grozy.

WYSZOMIR

drżąc cały podchodzi do Damiana, staje przed nim opartym na mieczu rycerskim, wyrywa mu go, rzuca wściekły o ziemię.

Tym czynem mażę z czoła tego, który przed chwilą jeszcze synem moim się mienił, święty znak rycerstwa!

DAMIAN

zachwiał się cały — spojrzał posępnie na ojca, ogląda się błędnie dookoła — pada na kolana przed księciem.

Jestem winien śmierci i poniosę ją — ale przedtem o jedną łaskę was błagam.

LESZEK

Mów!

DAMIAN

Rzuciłem rycerzowi Gniewoszowi za obelgę rękawicę, pozwólcie, bym się przed śmiercią, na ubitej ziemi mógł z nim potykać.

LESZEK

lodowato.

Jakżeż mam pozwolić, skoroś przez własnego rodzica godności rycerskiej pozbawion został.

DAMIAN

To wasza ostatnia wola?

LESZEK

Wola waszego rodzica.

DAMIAN

rozpacznie do ojca.

Pozbawiliście mnie ojcze sami znaku świętego rycerstwa, więc ja krwią swoją plamę tę z mego życia mażę!

Błyskawicznie wydobywa sztylet z za pasa i wbija go sobie w serce. Runął na ziemię, chwilę drga, potem stygnie. Rycerstwo, jak w ziemię wryte z skamieniałej grozy i przerażenia, Halszka krzyknęła i zakryła w żalu i grozie oczy rękoma — z grona rycerzy ruszyło się paru, by trupa na tarczy podnieść — nagle występuje Wyszomir, podchodzi do syna w groźnym majestacie.

WYSZOMIR

Wara od niego! Wara! zachwiał się, runął na kolana, czołgając się szuka za czemś, odnalazł wreszcie miecz rycerski, który przed chwilę był synowi wyrwał, całuje go i kładzie zmarłemu na piersi i szepce: Nie chciałem twej śmierci... łka ale sam ją wybrałeś i zmazałeś winę... zrywa się w groźnej mocy, jakby się lękał oporu. Sam mu znak rycerstwa odebrał i ja mu go powracam!

LESZEK

Takać wasza wola!

WYSZOMIR

Dyszy ciężko, rozgląda się błędnie dookoła. — widać wysiłek myśli, po ciężkiej walce przystępuje do Leszka — oczy ich zwarły się ciężko ze sobą

Mówiliście o tym, któregoście postawili na straży przy bramie północnej, a on wpadł w sieci podstępu, fałszu i ślepej żądzy i popełnił krzywoprzysięstwo i zdradę, za które sam sobie sprawiedliwość wymierzył — pokażcie mi teraz tą, która przez południową bramę wtargnąć chciała, a niosąc w sercu obłędny szał ślepej żądzy, jad zawiści i zdrady, zatruła nią czyste, rycerskie serce mego syna i w kałużę najohydniejszej zbrodni go wepchnęła — pokażcie mi ją...

czeka chwilę.

WYSZOMIR

coraz mocniej i natarczywiej.

Ja, wojewoda Wyszomir, powołuję księżniczkę Kingę przed sąd, jako, że jest winną hańby i śmierci mego syna.

LESZEK

spokojnie i stanowczo.

Stanie się według waszej woli! Zwraca się do herolda, w twarzy wszystkich wyczekiwanie, Halszka w najwyższym naprężeniu nadsłuchuje przyprowadzić księżniczkę Kingę i stawić ją przed sąd!

chwila bezwiednego oglądania się, wysuwa się lekko Halszka.

HALSZKA

W małej komnacie, tu w tej baszcie, rycerz Gniewosz, któremu giermek Damiana zdradził tajemnicę, wraz z księżniczką Kingą czeka rozkazów.

Chwila wyczekiwania.