SCENA II
Kazimierz wchodzi, patrzy zdziwiony.
KAZIMIERZ
Co, wyście już na nogach? Cóż tak wcześnie?
TADEUSZ
siląc się na swobodę
Właśnie chciałem się ciebie zapytać: Ty już na nogach? Co tak wcześnie?
KAZIMIERZ
Hm, ja czytałem całą noc, potem chciałem się orzeźwić, poszedłem na przechadzkę. Wracając z parku, widzę ze zdumieniem światło w oknach salonu, wstąpiłem zobaczyć, co się tu stało niezwykłego, a teraz pójdę spać.
BRONKA
Nic, nic się nie stało. Co się miało stać? Tylko te wasze zagadnienia o celach życia, o wyjściu samego z siebie, szukanie czegoś, co się uchwycić nie da, a co może wcale nie istnieje, tak mnie ze snu wybiły i tak rozdrażniły, że całkiem Tadeuszowi spać nie pozwoliłam.
TADEUSZ
troskliwie
A może, Bronuś, teraz położysz się spać?
Idź, idź Bronuś, połóż się; widzisz, ja także spocznę.
BRONKA
żywo
Nie, nie... i ty Kaziu, też zostań, zostań. Nam tak dobrze z tobą...
KAZIMIERZ
śmieje się z przymusem
Słyszysz, Tadeuszu? Teraz, jak ty tu jesteś, to Bronce dobrze ze mną, teraz jestem parawanikiem, to znowu wygodnym mebelkiem, który dyskretnie sam siebie usuwa, wie, kiedy wejść, kiedy wyjść...
BRONKA
Ty, niegodziwy.
KAZIMIERZ
do Tadeusza
A gdy ciebie nie było, to powiedziała, żem nieznośny, żem wniósł atmosferę nudy i zmęczenia w twój dom, co chwila biegła budzić pannę Ewę...
BRONKA
nagle z udanym zdumieniem
Wiesz, Tadeusz, jakie to niepojęte. Przez cały czas, jak ciebie tu nie było, to Ewa cierpiała na ustawiczną senność, cały dzień spala.
TADEUSZ
roztargniony
Spała?... Cały dzień spała? Hm...
Więc słuchaj, Kaziu, ten twój interes majątkowy rzeczywiście bardzo zagmatwany. Myślę i myślę ustawicznie, albo brak jakichś papierów, albo też rachunki się nie zgadzają.
Słuchaj, Bronka, ubierz się, każ przygotować śniadanie, każ zaprząc do sanek, potem co koń wyskoczy poprzez pole, poprzez lasy...
BRONKA
Tak, tak... poprzez pole — poprzez lasy — och, jak to piękne,
a w tym wietrze, w tym pędzie, moje włosy, patrz, tak, o tak.
I tak całą piersią wdychać, wchłaniać w siebie tę otchłań niebieską przed nami.
Patrz tylko, jaki Kazimierz zdziwiony, on myślał, że ja całkiem nie umiem tęsknić za burzą wichru, za niebieską otchłanią...
KAZIMIERZ
Ależ, przeciwnie, ja nie patrzyłem zdumiony, ja tylko zazdroszczę ludziom, którzy za czymś jeszcze tęsknić umieją.
BRONKA
Słyszysz, Tadziu, ach jaki on naiwny, zazdrości ludziom, którzy tęsknią. No, ale idź, Tadziu, idź, załatw tę sprawę, to chyba długo nie potrwa.
TADEUSZ
Pół godziny najwyżej.
BRONKA
sztucznie
A ja będę tymczasem uczyła Kazia tęsknić.
TADEUSZ
Dobry pomysł, dobry pomysł.