SCENA III
KAZIMIERZ
niespokojny
Bronka chyba chora, cały dzień była niespokojna, taka jakaś sztucznie podniecona...
EWA.
Sama jestem zdziwiona, nie widziałam jej jeszcze takiej.
KAZIMIERZ
nagle
Ale pani zauważyła, że Bronka od wczoraj się zmieniła?
EWA
Przed chwilą powiedziałam to samo bratu pana.
KAZIMIERZ
Zauważyła pani jej niepokój wczoraj podczas wieczerzy i dziś przez cały dzień?
EWA
Właśnie, zdziwiona jestem.
KAZIMIERZ
I nie przypuszcza pani, co by mogło być przyczyną tej nagłej zmiany?
EWA
Nie.
KAZIMIERZ
Hm... Ale pani zauważyła pewno, że i Tadeusz nieswój, zamyślony, roztargniony...
EWA
Innego go nie znałam.
KAZIMIERZ
Ale ja za to: przyjechał wesoły, szczęśliwy, stęskniony za Bronką, dawno go już nie widziałem tak pewnego siły i wiary w siebie i swe szczęście.
EWA
Więc co?
KAZIMIERZ
patrząc bystro na nią
Otóż nie rozumiem takiego nagłego przełomu.
EWA
Pan, zdaje mi się, mnie przypisuje winę tej nagłej zmiany humoru?
KAZIMIERZ
Czy zauważyła pani, że Bronka dziś na śniadanie przyszła z zaczerwienionymi oczyma? Mógłbym przysiąc, że całą noc płakała.
EWA
Pan sądzi, że ja temu jestem winna?
KAZIMIERZ
Ale gdzież tam, ani mi przez głowę nie przeszło panią o coś posądzać... Otóż tu chodzi zupełnie o co innego... Nie chciałbym, aby pani choć na sekundę myślała, że ja mam zamiar panią badać, ale od wczoraj tak dziwnie i widocznie sytuacja się zmieniła... Czuję w powietrzu jakąś mglistą zagadkę, którą rad bym rozwiązać... Widzi pani, jestem człowiekiem nerwowym, a tacy ludzie nie znoszą parności przed burzą.
EWA
Parności przed burzą?
KAZIMIERZ
Tak, tak, wszystko jedno jak to nazwiemy, w każdym razie, jest coś w powietrzu, co taka wrażliwa dusza jak Bronka instynktem odczuwa... O, słyszy pani, jak płacze?
W przyległym pokoju widać Tadeusza, jak tuli Bronkę do siebie i stara się ją uspokoić. Milczenie.
KAZIMIERZ nasłuchując z coraz większym niepokojem.
EWA zrywa się i chodzi również niespokojnie po pokoju.
KAZIMIERZ idzie za nią.
Słyszy pani?
EWA
Cicho... cicho...
KAZIMIERZ
bierze ją za rękę, prowadzi ku oknu
Bądźmy szczerzy, ja pani nie znam, ale to, co słyszałem od Bronki i od Tadeusza wystarczy mi, by sobie dość jasne pojęcie o duszy pani odtworzyć.
EWA
obojętnie
Panie, nie męcz mnie pan teraz. Ja wiem przecież wszystko, co mi pan chce powiedzieć.
KAZIMIERZ
Nie, nie, pani tego nie wie... Ja nigdy się nie mieszałem do niczyich spraw, nawet do takich, które moich najbliższych, najukochańszych, a więc Bronki i Tadeusza dotyczą...
EWA
Więc mówmy otwarcie: pan wie od Tadeusza, że jego i mnie łączyły ścisłe stosunki, wiem, że często do pana listy pisywał, w których oczywiście odsłonił przed panem stan swojej duszy sprzed trzech, czterech lat. Pan wie o tym, że mnie kochał. Pan wie również, że taką miłość śnieg przyprószyć może, ale na to, by ją ogrzać, silniejszą i namiętniejszą jeszcze uczynić.
KAZIMIERZ
To właśnie chciałem powiedzieć.
EWA
Bronka opowiadała panu, że ją szalenie kochałam, że byłyśmy nierozdzielne w pensjonacie. Wszak to wszystko panu powiedziała?
KAZIMIERZ
Tak. Wczoraj długo o tym mówiła.
EWA
Szczery pan jesteś, więc i ja będę szczerą. W parę lat później przyjechała jeszcze do mnie jako narzeczona Tadeusza, rozkoszna, szczęśliwa, och, tak szczęśliwa, że chociaż moje serce darło się na strzępy, pogodziłam się z tą myślą, że zostanie żoną człowieka, którego ja tak namiętnie kochałam.
KAZIMIERZ
Pani go kochała?
EWA
Tak, wtedy, gdym go utraciła...
A teraz pan chce się zapytać, dlaczego przyjeżdżam burzyć szczęście mojej przyjaciółki, nieprawdaż?
KAZIMIERZ
Może być, że przez chwilę nasunęło mi się takie pytanie, ale to przecież zupełnie niedorzeczne... mówię otwarcie, że zbytniej sympatii do pani nie żywię. Nie, nie, nie to chciałem powiedzieć. Tylko, że mamy bardzo mało wspólnych cech, ale to mi nie przeszkadza być sprawiedliwym...
Pani zawsze tęskniła?
EWA głowę oparła o szyby okna, milczy.
KAZIMIERZ
Pani zawsze rwała się do czegoś, o czym pani wiedziała, że dosięgnąć nie może.
EWA odwraca się ku niemu i milczy.
KAZIMIERZ
Całym pragnieniem życia pani — związać i wlec za sobą człowieka, który z nigdy nieugaszoną tęsknotą na oślep za panią pójdzie.
EWA
gorąco
Tak.
KAZIMIERZ
bystro
I tym człowiekiem jest Tadeusz?
EWA
z siłą
Tak!
KAZIMIERZ
bystro
A Bronka?
EWA
Słyszy pan, jak się teraz szczęśliwie śmieje... Wie pan, co teraz nastąpi?
KAZIMIERZ
No?
EWA
Wejdzie Bronka, rzuci mi się na szyję i będzie mnie tak gorąco, gorąco przepraszać, że scenę zrobiła... Panie... księżyc świeci — podaj mi pan moje futro... przejdźmy się trochę... znajdziemy może jeszcze szczersze akcenty w naszych zwierzeniach
Pan — wszak się pan nie zaprze tego?
KAZIMIERZ
Czego?
EWA
Pan Bronkę kocha!
KAZIMIERZ
patrzy przeciągle na nią
Tak.
EWA
Słyszy pan jej śmiech? Och ten piękny, srebrny, dziewczęcy śmiech.
KAZIMIERZ
Chodźmy już, chodźmy.