SCENA IV

Bronka i Tadeusz wchodzą, trzymając się pod rękę, weseli i szczęśliwi — na pozór.

BRONKA

do Ewy

Droga, kochana moja Ewciu. Tak dawno przecież już mnie znasz. Wyście wszyscy byli za dobrzy dla mnie. Tyś mnie psuła swoją dobrocią. Tadeusz doszczętnie mnie zepsuł. Ewuchna, ty wiesz, że ja jestem wariatka, mam takie chwile, w których jestem całkiem niepoczytalna.

EWA

Czemuś taka smutna, za co ty mnie przepraszasz?

Och, ty mimozo moja, jakaś ty nerwowa i przeczulona...

BRONKA

Dzieciakowi można było wybaczyć, że nie może zapanować nad swoimi kaprysami, ale mnie — nie wolno.

Widzisz, czasem mnie takie ciężkie myśli opadają. Nie, to nie to, to nie to. To tak jest, jak wtedy... Nie, to nie jest właściwie przeczucie nieszczęścia... to tylko dalekie, dalekie wspomnienie tych strasznych godzin, jakie dzieckiem przeżyłam, kiedy nadaremnie po całym folwarku szukałam mej siostry. Wiedziałam, że się coś złego z nią stało. Czułam to, czułam. Las cały obszukałam, cały brzeg rzeki obleciałam, wróciłam przerażona i zdyszana do domu.

Ewciu! Ewciu! Zdawało mi się, że coś mnie ściga, że coś mnie targa za włosy... padłam przed werandą w trawę. Twarz całą wtuliłam w dłonie, aby nie spojrzeć za siebie, a oni szli... szli...

EWA

Kto?

BRONKA

Chłopi, a przy nich niańka moja, i nieśli na noszach moją ukochaną siostrę... utopiła się w stawie...

EWA

mimo woli

W stawie?

BRONKA

Tak — tak — w stawie.

Każ zasypać ten staw. Ustawicznie przypomina mi się ten czarny, głęboki ślep naszego stawu...

TADEUSZ

Uspokój się Bronka, uspokój się, zrobię wszystko, czego zapragniesz. Chcesz, to wszystko tu naokół z ziemią zrównam.

Tak, zrobię to. Stawy ziemią zasypię, drzewa powycinam...

EWA

A może pan i śnieg z ziemi zmieść każe? Och dzieci, dzieci... Teraz na pana Tadeusza przyszła kolej podrażnienia.

BRONKA

Tadziu, czym ja cię dziś podrażniłam?

TADEUSZ

Ależ, Bronuś kochana, tyś mnie niczym nie podrażniła, wiesz tylko, żem zawsze smutny, gdy widzę, że o tych wszystkich bolesnych wrażeniach swego dzieciństwa przy mnie zapomnieć nie możesz.

EWA

głaszcząc ją po twarzy

Zapomnij, zapomnij. Pozostawcie mnie, panowie na chwilę z Bronką, uspokoi się przy mnie.

KAZIMIERZ

Pani ma słuszność, chodź, Tadeuszu.

TADEUSZ

Uspokój się, uspokój, Bronuś.

BRONKA

Patrz, już jestem spokojna, ale idźcie już, mnie tu z Ewą będzie dobrze, ona jedyna umiała mnie zawsze uspokoić.

Kazimierz i Tadeusz wychodzą.

KAZIMIERZ

zwraca się przy drzwiach

Panno Ewo, pani miała ochotę przejść się po parku!

EWA

O, później, później, jak Bronka już całkiem będzie spokojna.

BRONKA

A to pójdziemy wszyscy razem.

EWA

Nie, nie, kochanie, ja chcę ci być miłym gościem, młodemu małżeństwu gość może bardzo przeszkadzać, gdy za dużo zmusza ich do tego, by go bawić.

Ciebie czarny ślep stawu straszy, a tu tak miluchno w tym kąciku z mężem razem.

Kazimierz wychodzi już przy pierwszych słowach.