SCENA V
KAZIMIERZ
Bronka, co tobie jest?
BRONKA
jak ze snu zbudzona
Och, Kaziu, Kaziu, jak to dobrze, żeś przyszedł.
KAZIMIERZ
Broniu, czy ty spałaś?
BRONKA
Nie wiem, nie wiem, nie wiem. Moja głowa taka ciężka, a ja taka sama, samiuteńka. Tadeusz poszedł z Ewą do lasu, a ja taka sama. Kaziu, czemu ja taka sama?
KAZIMIERZ
i lękiem
Przecież Makryna była tu przy tobie?
BRONKA
przecierając oczy i skronie
Makryna? Co ty mi mówisz? Makryna? Śniła mi się Makryna, śnił mi się mój ojciec, śniła mi się moja matka... Kaziu, Kaziu, moja matka mi się śniła! Wiesz, jak to było: szłam, szłam, szłam jakimś pustym, stromym ugorem. Wokół w szarym mroku tylko krzyże majaczą, a naraz, na drodze, siedzi jakaś kobieta, nie widziałam, nie słyszałam nic, tylko czułam, że tam moja matka siedzi i tuli do łona jedno zmarłe dziecko. Ha — ha — ha! Kaziu, czemuś ty taki przerażony? Słuchaj — i patrzy, jak drugie dziecko błądzi bosymi nogami poprzez cierniste ścieżki i ścieżyny... z mozołem w górę, w górę. I tak idę i idę, jakby mnie ktoś wlókł przed siebie. A wtem matka moja opuszcza dziecko, które do siebie tuliła i wyciąga do mnie ramiona, a ja już śmiertelnie znużona rzucam się na pierś matki... naraz, naraz, jakby wiatr całun mgły z niej zwiał, i leżę w strasznym, żelaznym uścisku kości i piszczeli trupich... O...!
KAZIMIERZ
Broniu, Broniu, tyś chora.
BRONKA
Ha... ha... ha... chora, chora. Co to znaczy być chorą?!
Kaziu, Kaziu, mówiłeś mi dziś rano, że mnie kochasz. Czy mi się śniło, czy to rzeczywiście prawda, żeś mi mówił, że mnie kochasz?
KAZIMIERZ
A tak, tak, mówiłem ci i raz jeszcze ci to powtarzam, że cię kocham.
BRONKA
Ach, jak to dobrze, że ty mnie kochasz. Ty mnie nie opuścisz. Kaziu? Wszak nie?
KAZIMIERZ
Nie.
BRONKA
A wiesz ty, dlaczego mnie Tadeusz opuścił?
KAZIMIERZ
Wiem.
BRONKA
I ja też wiem. Wszak tak, Kaziu, nieprawdaż?
KAZIMIERZ
Co?
BRONKA
Ja byłam śniegiem, takim dobrym białym śniegiem, co tuli biedną ziemię, rozgrzewa ją, czy nie tak, Kaziu?
KAZIMIERZ
zamyślony.
Tak... A może byłaś dobrą, kojącą ręką, co przytuliła jakiegoś zranionego ptaka... tak mu było dobrze przy tobie, dopóki był chory, a teraz mu skrzydła nowym pierzem porosły — mięśnie wzmocniały i gotuje się do lotu... gotować się nie potrzebuje, bo już strzepnął swoje skrzydła...
BRONKA
przerażona
Nie mów, nie mów tego!
KAZIMIERZ
rozdrażniony
Otóż właśnie będę o tym mówił. Tadeusz odleci od ciebie z Ewą.
BRONKA
Z Ewą? Z Ewą? Kto to jest Ewa? Czym ona jest!
KAZIMIERZ
Kto to jest, czym ona jest? Moim snem, twoją bolesną zmorą, a piekielnym pragnieniem Tadeusza. Tym, otóż tym jest Ewa.
Jeszcze nie rozumiesz? Więc słuchaj: Ewa jest moim snem, bo potrzebowałem jej na to, by cię ujrzeć w całej twej sile i piękności. Dla ciebie jest Ewa lękiem i przerażeniem, bo czujesz, że cię w czarną otchłań rozpaczy prowadzi, czujesz, że ci porywa Tadeusza, dla którego jest piekielnym pragnieniem jakiejś wielkiej mocy i potęgi, jest niepokojącą tęsknotą, która go zawsze rwała wzwyż — wzwyż ku niebu.
BRONKA
zrywa się i prostuje
Patrz, jam silna, jam dosyć mocna i zimna, by ją i jego zniszczyć, stratować! Ja silniejsza od nich wszystkich. Ja rozszarpię i zabiję ją, bo ja jestem jedyną, jedyną jego tęsknotą!
KAZIMIERZ
Oszczep jego tęsknoty wybiegł poza ciebie.
BRONKA
oszalała
Ale, Kaziu, patrz na mnie, patrz! Patrz, jam też młoda, piękna... wieczność całą powtarzał mi to słowo: jakaś ty piękna. Dlaczego jego tęsknota ma wybiec poza mnie?
KAZIMIERZ
ujmuje jej ręce i mówi cicho, i łagodnie
Dla mnie jesteś piękną i wielkim a świętym ukojeniem...
BRONKA
patrzy na niego, a potem nagle
Kusisz mnie?
KAZIMIERZ
Nie, Bronka, nie, już ci dziś rano powiedziałem, że gardziłbym tobą, gdybyś mi była wzajemną, ale ja cię kocham taką piękną, jaką jesteś w całej twojej niemocy i rozpaczy... Coś złego się dzieje w tym domu, a ja chcę ci być bratem, przyjacielem, czym chcesz...
BRONKA
Kaziu, czy ty naprawdę to mówisz?
KAZIMIERZ
Nie znasz mnie na tyle?
BRONKA
głaszcze go
Znam cię, Kaziu, znam. Ja jedna, jedyna na świecie, i tyś jeden, jedyny... ciebie nie kocham, ale kocham twoją dobrą, piękną miłość. Powiedz mi, Kaziu, co to znaczy, żem taka senna, taka zmęczona?
KAZIMIERZ
tkliwie
Całą noc nie spałaś.
BRONKA
Och, jak ja go męczyłam i jak on mnie męczył.
KAZIMIERZ
Co ci mówi!?
BRONKA
Nic, nic, nic. By! dobry, był słodki, był kochany, zrozumiałam tylko, że oszczep jego tęsknoty padł daleko, daleko poza mną.
Kaziu, gdzie Tadeusz?
KAZIMIERZ
Poszedł z Ewą do lasu.
BRONKA
Poprzez lasy, poprzez góry, poprzez morza... Ach, i poprzez Bronkę, poprzez tę jedyną, ukochaną Bronkę, a teraz taką osamotnioną Bronkę, dokąd? dokąd?!
KAZIMIERZ
głaszcze jej ręce
Nie wiem.
BRONKA
Kaziu, Kaziu, czy mi się śniło, ale zdaje mi się, że Makryna tu była?
KAZIMIERZ
Otarłem się o nią w korytarzu.
BRONKA
Ta-a-k? Otarłeś się o nią?... Powiedz, czym ty jesteś?
KAZIMIERZ
uśmiecha się tajemniczo
Ha... może bratem Makryny, bo nikt ciebie tak nie kochał i nie kocha, jak Makryna i ja.
BRONKA
To prawda, to prawda.
KAZIMIERZ
Prawda, z daleka przyszła Makryna do ciebie, z daleka przyszedłem ja do ciebie, by ci powiedzieć, że cię kocham...
Milczenie.
BRONKA
Tak, tak, ty i Makryna.