SCENA VII

KAZIMIERZ

Co to ma znaczyć?

BRONKA

Nic nie ma znaczyć, idę na połów ryb...

Kaziu, idziesz ze mną?

KAZIMIERZ

Pojdę, gdzie chcesz.

Milczenie.

BRONKA

nagle wesoła

Pamiętasz naszą cudowną przejażdżkę po stawie wczoraj i przedwczoraj?

KAZIMIERZ

zamyślony i w dal wpatrzony

Pamiętam.

BRONKA

szybko, potem coraz wolniej

Coś tak się nagle zamyślił i tak wpatrzył w siną dal, dal śniegu i w te czarne ugory, na których zakiełkuje zielona ozimina, gdy śnieg zniknie...

KAZIMIERZ

gdyby echo

Gdy śnieg zniknie...

BRONKA

Kaziu, ty mnie rzeczywiście kochasz?

KAZIMIERZ.

Kocham!

BRONKA

Ale ty wiesz, że ja tylko Tadeusza kocham?

KAZIMIERZ

Wiem.

BRONKA

I tyś taki piękny, że mógłbyś mną gardzić, gdybym ci była wzajemną?

KAZIMIERZ.

A tak, gardziłbym tobą, gdybyś mi jednym, jedynym ruchem wzajemność okazała.

BRONKA

Ale gdybym cię o coś bardzo, bardzo prosiła, czy jesteś w stanie to spełnić?

KAZIMIERZ.

Co?

BRONKA

badawczo

Nawet to?

Chwila milczenia, patrzą długo na siebie.

KAZIMIERZ

zamyślony

Wszystko, wszystko.

BRONKA

nagle

Gdzie są łyżwy?

KAZIMIERZ

Na co łyżwy?

BRONKA

Dla pozoru, dla pozoru...

KAZIMIERZ

Dobrze. Jak chcesz.

BRONKA

Niech się stanie.

KAZIMIERZ

Hm. Niech się stanie.

BRONKA

w najwyższym przerażeniu

Ma się stać?

KAZIMIERZ

Tak!

Ale po cóż kazałaś zwoływać rybaków? Na co ludzie? Pochodnie?

BRONKA

patrzy na Kazimierza

Prawda, prawda! Przecież to można wszystko tak zrobić, że nikt nie będzie wiedział. Ha, ha, ha, co za głupi pomysł! Gotowi jeszcze człowieka w ostatniej chwili wyratować — ha, ha, ha — och, co za głupią komedyjkę podyktowało mi moje rozżalone serce... Dzwoni.