AKT I

Poszli i na kościele ostawili dymu

powłoczną chmurę; — oplotła kolumny.

Pieśniarze, co śpiewali pieśni Rzymu,

pokłony bijąc u ołtarza-trumny.

Wonne obłoki rozpletły się w mroku,

pajęczą chustą wiążąc w sieć filary.

Przychodzą tutaj na ten dzień Ofiary

raz tylko jeden do roku.

Przychodzą jeden raz tylko do roku,

Ofiarę pełniąc świętą, tajemnicę,

i płoną wszystkie na menzach gromnice.

Czytane są Słowa wyroku.

Jako rzeczono przed tysiącem laty,

tej nocy ma się duch przetworzyć;

przybyć ma Ten, co zbawiać wyrzekł światy

i powstać z martwych i ożyć.

Poszli, — i dymu snują się obręcze

i mrok coraz gęsty pada

i ciemność padła na głazów przełęcze,

aż pełna noc już włada.

Cichość się stała i weszło milczenie

i objęło owe mroki i cienie.

I stał się moment wielki czaru,

gdy zadrgały młoty zegaru

i północ ozwała się z wieży.

Wtedy ci, co w srebrnej odzieży,

na rąk wzniesionych podporze,

dźwigali straszydło-boże,

trumnę, — jarzmo z bark zdjęli

i unieśli nieco i dźwignęli

i umocnili samą na ołtarzu.

Słychać było: — opadł ciężar święty,

umocnion menzą kamienną

a oni się chwycili rączęty,

by odgonić precz larwę trumienną.

Ocknęli się ze snu i patrzą:

ciemno. —

Wtedy jeden młody śrebrzysty

ucałował stułę, którą związan,

podjął ręką strój szerokofałdzisty

i zestąpił.