SCENA 1
ANIOŁ 1
Czyli sam jestem? O gdzież to bracia moi?
Ugięły się i drgają kamienie u mych stóp.
Cyt. Czyjeś łzy? Ktoś płacze. — Tam ktoś stoi?
O ręce! — Kędy stąpię grób.
Cyt! — Bracie, czy to ty? — To ty!
ANIOŁ 2
wszedł
O! Jakże ręce, ręce bolą,
dźwigać we wiecznej męce
trumnisko straszne. Dolo!!
ANIOŁ 1
O ręce, ach, jak bolą.
Ach, a, swobodo!
Siłę poznaję młodą.
Siła we mnie wstępuje.
Ach, a, ramiona! — —
Trumna?
ANIOŁ 2
Tam porzucona,
na ołtarzu ostała cicha.
ANIOŁ 1
Cyt! — Słyszysz? — Szemrze....
ANIOŁ 2
Wzdycha.
ANIOŁ 1
To tam wiatr biegł u wrót
i zaświsnął u progów bramy.
ANIOŁ 2
O bracie, jako my się kochamy.
Wiesz luby bracie? Myśl mą znasz.
Jak męka twoją zżarła twarz.
Wielki ten ciężar, wielki głaz.
ANIOŁ 1
Ramiona rozprzeć! — Jeszcze raz!
Ach, a, swobodo! — Idzie. Cyt.
To on?
ANIOŁ 2
Nasz brat.
ANIOŁ 3
wszedł
Pójdziem na spyt?
ANIOŁ 1
Pójdziemy.
ANIOŁ 2
Czy przyjdzie jeszcze
nasz inny brat?
ANIOŁ 3
Dążcie słuchem ot tam, za szelestem...
Pod kolumną przyklęknął. — Stąpił.
ANIOŁ 2
O! Jak strudzony!
ANIOŁ 4
wszedł
Jestem.
ANIOŁ 1
Oto my czterej wieszcze.
Ach, a, swobodo!
Postać my mamy młodą!
Ręce rozprzężcie się!
Rozpostrzeć skrzydła!!
— O! Jakże mi ta trumna obrzydła.
CHÓR
Ach! A! Swobodo!
ANIOŁ 4
Trudu nam nie poskąpił
nasz PAN.
ANIOŁ 3
Stwórca i kat.
ANIOŁ 2
Ach ileż bo to lat!
Dźwigamy całe dnie,
wstrzymując dech,
by nie poznał kto z ludzi
i tylko ledwo nocą,
co możem spocząć chwilę.
ANIOŁ 1
Lat tych ile?
ANIOŁ 4
Nie pomnę.
Przeznaczenie to nasze
i wyroki te nasze niezłomne.
ANIOŁ 3
O bracie! Ty, jak ptaszę
znękane, bólem drgasz.
ANIOŁ 4
O bracie! Męką zżarta twarz.
ANIOŁ 1
— Pójdziemy je budzić śpiące?
ANIOŁ 2
Pójdziemy.
ANIOŁ 1
Podajcie dłonie!
powiódł ich ku kropielnicy
Wodą zmyjemy świętą skronie.
ANIOŁ 2
W Imię Ojca i Syna i Ducha.
Godzina nasza. Świat słucha!
ANIOŁ 3
Wodą zmyjemy świętą skronie.
ANIOŁ 1
Podawajcie wzajemnie dłonie.
ANIOŁ 4
W Imię Ojca i Syna i Ducha.
przystanęli
przeżegnali się
milczą
ANIOŁ 1
Widziałeś Go w ciernistej koronie,
jak głowę pochylił,
głowę w lokach czarnych, gdzie zasłona.
ANIOŁ 2
Nie śmiem tam pójść, — On kona.
Straszliwe Jego westchnienia
i krew ciecze z rąk i stóp i twarzy
na ołtarz, — gdzie zwisło strzemię.
ANIOŁ 3
Kiedyż się Jego męka skończy?
Jak piersią smutnie dyszy...
Czy On słyszy, — jak my mówimy,
czy On swoje tylko jęki słyszy?
ANIOŁ 4
Czujesz? — — jeszcze kadzideł dymy
ostały woniącą mgłą,
i snują się, jak pajęcza sieć — ?
Ach, świece! Sądziłem, że zaduszą.
Płonąłem w tym ogniu łuny,
słabnący pod ciężarem truny;
w twarz mi świecono.
ANIOŁ 2
Oczy ich twoje nie zmuszą
drgnąć?
ANIOŁ 4
Ha! Gdyby byli z duszą! — —
O słysz, — znów Ten z koroną
jęczy. — — Te mgły ku Niemu
idą...
ANIOŁ 2
Nie chodźmy.
ANIOŁ 4
Czemu?
ANIOŁ 3
Nie, nie, nie mogę.
Pierś Jego czarna, sina,
twarz czarna, posiniała
i krew!, o we krwi cała.
Za czarną tą zasłoną
okrutnie dyszący, — — Nie!
Na śmierć Jego patrzeć co dnia.
O ta nad zbrodnie zbrodnia,
co dnia tu męką święcona!
Nie pójdę!! — On tam kona,
z koroną, mrze z koroną! —
ANIOŁ 4
Trwożysz się?
ANIOŁ 3
Wstręt mnie zrywa.
ANIOŁ 4
Drżysz. — — Zapomnij!!!
ANIOŁ 3
Ha.
ANIOŁ 4
To nasza jedyna żywa
godzina!!
ANIOŁ 2
Godzina nasza żywa!!!!
przystanęli
milczą
ANIOŁ 3
Cóż myśli nasze struło?
ANIOŁ 1
Żegnaliśmy się wodą święconą. — —
Znaczmy się raz drugi i trzeci
a złe i trwoga odleci.
stąpił ku kropielnicy
Jedna nasza żywa godzina.
W Imię Ojca i Syna...
ANIOŁ 2
Noc głucha.
ANIOŁ 3
W Imię Ojca i Syna i Ducha.
przeżegnali się
przystanęli
milczą
ANIOŁ 1
Czujesz już w rękach moc — — ?
Że w srebro ciała płynie krew — ?
ANIOŁ 2
Czuję, jak płynie — —
ANIOŁ 1
Mam wolę; — rosnę jako lew.
ANIOŁ 3
Wskrzeszę ducha w godzinie.
Krew płynie. — Siła, — siła!
ANIOŁ 4
Noc przyszła, — wyzwoliła.
Jestem jako spiż i żywy;
na lot, przez jednę noc
szczęśliwy.
ANIOŁ 1
Zbyliśmy jarzma, bracie,
ach, o swobodo, — — —
Wiecie, co czynić macie!?
Wyciągają wedłuż ramion skrzydła,
których pióra dźwięczą i szeleszczą;
w ruchach rosną brzęczące straszydła
a pióra głaszczą i pieszczą.
Co ku sobie oczy jasne zwrócą,
jako gwiazdy mają te oczy,
to ku dawnym ruchom zwolna wrócą,
w skrzydeł kryjąc się dźwięcznej otoczy.
I znów naraz ku sobie stąpili,
strzęśli włosów uloczone grzywy,
znów się jeden przed drugim pochyli.
Złomy pomruk wydały straszliwy.
Przystanęli. — Słuchają. — Już idą,
kędy, skryty za złomów filarem,
grób przygasłej Ankwicza pamięci:
Amor ze zgaszonym ogarem
u stóp stupa, — w sen głazu ujęci. —
Przystanęli. — I rąk wzniesień czarem
napierśnic zatrzęśli egidą.
Kamień naraz oto stał się żywy.