SCENA 23

SŁUDZY

zewsząd zeszli się i otoczyli Jakóba

JAKÓB

Oddzielcie z tego, co mam, dary Ezawowi bratu memu.

Kóz dwieście, kozłów dwadzieścia, i owiec dwieście i baranów dwadzieścia; wielbłądzic źrebnych ze źrebięty ich trzydzieści, krów czterdzieści i byków dwadzieścia i ośląt ich dziesięć.

Idźcie przede mną.

A niech będzie plac między stadem i stadem.

do jednego ze sług

Jeźli potkasz brata mego Ezawa a zapyta cię: Czyjeś ty? albo gdzie idziesz? abo czyje to, co żeniesz?, odpowiesz: sługi twego Jakóba, dary te posłał panu memu Ezawowi. Sam też za nimi idzie.

do innego sługi

Temi słowy mówcie do Ezawa, gdy go znajdziecie.

do innego sługi

I przydacie:

Sam też sługa twój Jakób idzie za nami, mówił bowiem:

Ubłagam go darami, które uprzedzają, a potem go ujrzę, owo się zmiłuje nade mną.

SŁUDZY

odeszli

ANIOŁ

stanął we drzwiach katedry

Stąpił, — — gną mu się płyty,

w głazy się wrył koturnem.

Krok każdy śladem wyryty.

Czoło rysem pochmurnym

zasępił.

Ręką skinął, żegnaniem wypisał

krzyż na powietrznym szlaku.

I w gwiazdy krzyżowym znaku

drogi za sobą przebyte

potępił.

Skrzydeł czarnych dwoje rozszerzył,

szat czarnych ramieniem ujął, —

postąpił.

Idzie naprzód ku bronie,

gdy mąż mu drogę zastąpił.

Spojrzeniem z mężem się zmierzył,

zaćmił go ócz błyskawicą.

Mąż ułapił onego prawicą

i z dłońmi sprzęgł jego dłonie,

siłą się wsparł i uderzył.

W zapasach z onym się wije.

Tegoż czasu na zegaru dzwonie

młot bije.