SCENA 24
ANIOŁ
Puszczaj, ustąp z przedemnie.
JAKÓB
Przystań, — wołasz daremnie.
ANIOŁ
Puszczaj, mnie nie wyzywaj.
Niech idę w bród znaczony.
JAKÓB
Rzekłem: tu się zatrzymaj.
I rzecz: błogosławiony.
ANIOŁ
Nie rzekę słów zbawienia,
ty kłamca, ty przeklinany.
JAKÓB
Siłą cię pojmę ramienia,
otrokiem będziesz spętany.
ANIOŁ
Moc moja nad siły twoje;
Boża znaczyła mię ręka.
JAKÓB
Bogu przemocą dostoję,
chociażby wieczysta męka.
ANIOŁ
pod naporem dłoni Jakóbowych
klęka
W męce wieczystej upadam,
gdy słabych gnę w ucisku.
Gną się pod memi stopami
na plemion cmentarzysku.
JAKÓB
Władczą człowieka potęgą,
pan nad stworzeniem żywem,
z tobą się zmierzę straszliwym,
twego uroku potłumię.
Ty co nie znasz litości
i chadzasz w anielskiej dumie
lotów wielkiemi skrzydłami....
ANIOŁ
Gdy skrzydeł loty mych sięgą
twej żywej u bioder kości,
zapoznasz, ślepiec w rozumie,
mej mocy; w żywe kamienie
zaryjesz się kolanami.
Świadom się staniesz mądrości:
kto panem nad stworzeniami.
JAKÓB
Wyznałeś gończe skrzydlaty,
że idziesz z Bożemi dary.
Nie zwolnię choć zorze płyną,
i farbią niebiosa różami,
aż twemi uświęcisz mię czary
i ręce złożysz modlące
nad moich ziem plemionami.
ANIOŁ
Puszczaj, — za różą słońce
skrzydła me pali purpurą.
JAKÓB
Przewalczę godzinę wtórą.
ANIOŁ
Puszczaj, zmażę cię karą,
Poczujesz dłoń twoją schnącą.
JAKÓB
Nie igraj z człowieka wiarą;
w bólu ją znaj żyjącą.
Chociaż powalisz i zmożesz,
zaryjesz do ziemi kolanem,
z gleby powstanie kwitnącą
i poznasz kto ziemi panem:
na czyjem najemstwie stoję.
ANIOŁ
Weźmij część twoję.
dotknął bioder Jakóba
JAKÓB
uklęknął
Ktoś jest, żeś mię wziął poły
ramieniem nad mężów ramię.
ANIOŁ
Łamię.
JAKÓB
Skąd idziesz, żeś mnie poimał.
Czyli ty zjawisko boże,
żeś mnie na drodze zatrzymał?
ANIOŁ
Trwożę.
JAKÓB
Silisz przeokrutną dłonią,
darmo w ujęciu się zwijam,
twe słowa piorunem dzwonią, —
słabi próżno się bronią.
ANIOŁ
Zabijam.
JAKÓB
Sąd ten wyrzekasz.
Za jakie karzesz mnie winy?
ANIOŁ
Godzinę twoją odwlekasz
na zbrodnie, na nowe czyny.
Przez wieki pójdziesz walczący,
jakoś się zmagał ze mną
w bolu na byt nieśmiertelny,
w pracy i rąk ciągłym trudzie
i w twoim rozpoznasz ludzie
twój trud i oręż daremny.
JAKÓB
Błogosławieństwo to twoje?
ANIOŁ
Pan stoję.
JAKÓB
Zabijasz duszy słoneczność
Kędy idziesz, odchodzisz — — ?
ANIOŁ
We wieczność.
JAKÓB
Za tobą gnie się fundament;
ostawiasz za sobą runy.
Stóp ślady ryte w kamieniu,
krwią zaszłe płynącą....
ANIOŁ
Lament.
JAKÓB
Krew płynie szeroką rzeką,
nad bożym zlituj się sługą,
rzec słowo, — idziesz daleko — ?
Skrzydła za tobą się wleką...
we wieczność — idziesz we wieczność...
Rzec słowo, — ktoś jest — ?
ANIOŁ
Konieczność.
Od strony prawej wchodzą na proscenium domownicy i słudzy Jakóbowi.
Od strony lewej teatru wchodzą na proscenium domownicy i słudzy Ezawowi.
Przoduje rycerzom swoim: