SCENA 5

PRIAMUS

Ty, która żyjesz wspomnieniami, powiedz mi, jakże ci się lepiej wydaję; czyli ten, co jestem dziś, czyli ten, jaki byłem ongi?

HEKUBA

Jest-żeś to dzisiaj czem innem?

PRIAMUS

Wiek zmiany swoje przynosi a te drudzy widzą wyraźniej; więc i ty widzieć możesz.

HEKUBA

Nie dbam nic na to, co widzę.

PRIAMUS

Patrzysz ino w przeszłość; ja ino ku temu patrzę, co przyjdzie, im dalej, im dalsze, tem mnie milsze i duszy mojej. I jakoż zbliżymy się k’sobie, we dwie rozbieżne myślą idąc strony?

HEKUBA

Podaj mi rękę.

PRIAMUS

Był to most ku naszemu zrozumieniu wzajemnemu.

HEKUBA

Cieszą cię dzieci moje?

PRIAMUS

Nie, — to już minęło.

HEKUBA

Radują cię dzieci dzieci moich?

PRIAMUS

Nie, — to już minęło.

Świat ich się zamknął,

mój stoi otworem.

Ja widzę dalej, het poza ich żywot,

który się zdaje krótki.

Tej nocy żyjem, ocknieni, marzący

i wieczność ciągnie nas oboje;

ciebie ku wiekom, co były, —

mnie ku wiekom, wiekom, które będą.

A oni, ci żyjący

oni swoje moce i siły

tej jednej zużyją nocy

i w naszych oczach poginą.

HEKUBA

Rzekłeś. — Czas znaczy się godziną.

Na wieży, — słyszysz — — — biją.

Biją zegary wież z różnych epok

na dalekich kościołach Krakowa:

I. Od strony Wisły:

Dzwoń dzwoneczku dzwoń

srebrem w srebrny głos,

niesiesz się nad toń

nad wiślany wrzos.

Graj dzwoneczku graj.

Fiołeczku woń,

niesiesz się nad toń,

we wiślany maj.

Toń dzwoneczku toń

we wiślaną toń;

fijołeczku woń.

Idzie maj nad błoń.

II. Z wieży zegarowej; Kowale:

Czas już czas:

Młotem bijem cztery razy

metalowy dzban.

Bierz za trzon,

młotem ogniem bij w zarzewie.

Wołaj imię, wal!

Z wieży zygmuntowskiej: dzwon mniejszy

Zbigniewie!

Z wieży zegarowej; Kowale:

Wali młot,

hej na lot,

bieżaj głosie huraganie,

rota wstanie,

zatętnią kopyta,

aż się ozwie tętno w gruncie.

Wołaj miano, wal!

Z wieży zygmuntowskiej; dzwon wielki:

Zygmuncie!

III. Od wieży wyższej maryjackiej:

CHÓR

Przejasną świecisz gloryją,

promienna gwiazdolica,

w łunach twoja wieżyca.

Od wieży niższej maryjackiej; dzwon:

Maryjo!

Od wieży wyższej maryjackiej:

CHÓR

Gwiazdy Cię wieńcem kryją;

stajesz promienna w świetle

na gwiazd iskrzącej mietle.

Od wieży niższej maryjackiej; dzwon:

Maryjo!

Od wieży wyższej maryjackiej:

CHÓR

Tęcze Ciebie owiją

zanim zapłoną jutrznie.

Ty weźmiesz w piersi włócznie.

Od wieży niższej maryjackiej; dzwon:

Maryjo!

Od wieży wyższej maryjackiej:

CHÓR

Biała czysta lilijo,

o przenajświętsza Panno,

zaświeć gwiazdę poranną.

(Od wieży niższej maryjackiej; dzwon:)

Maryjo!

(IV. Z wieży wyższej maryjackiej, hejnał:)

Hej aż po skłon

nad kwietną ruń, na pole

skrzydlaty leć sokole,

skrzydła zatocz w półkole,

nad śpiące bramy polatuj.

Pani z gwiazdą na czole,

w błękitów drogiem odzieniu,

na złocistym wieży pierścieniu,

na złocistej u wieży koronie

przystanęła gdzie grają.

Chorągwie na przestrzeni

iskrzą łuną promieni.

Pani tuli gołębie przy łonie;

Anioły ma w orszaku.

Hej polatuj, złocisty ptaku,

hej polatuj, za tobą śpiewają.

Hej ponad las,

na pole, błonie, na błoń,

na kwietną, kwiecistą darń

ptaku przemocny fruń

na strojną ruń

i wołaj zagrodnikowi

i wołaj zagrodnice

niech sierpy ostrzą na świt.

Pani cała w promieniach

nastąpiła na rogi-księżyce.

V. Od strony klasztoru Bernardynów:

Wstańcie mnichy na pacierze,

bierzcie włosiennice,

mówcie Ave, mówcie Wierzę.

Jutrznia dzwoni,

ptak świergoce,

zapalcie gromnice.

Zejdą noce, przejdą noce,

mówcie litanije.

Ogród pełen świergotania

we świtaniu żyje.

Wisła płynie, woda bieży

pod klasztorne wieże;

hej pod górą panna leży,

na górze rycerze.

W Sandomierzu posłyszeli,

usłyszą w Warszawie;

hej z wichrami pobieżeli

w porannej wyprawie.

Wrócą zbrojni na galarze,

Wisła się nie wróci.

Stawcie świece na ołtarze,

Ave świt zanuci.

VI. Od labiryntu domostw na podegrodziu:

Z OKIENKA

Samam se ostała,

sama w pokoiku;

kogóżbym czekała,

powiedz mi paziku?

LUTNIŚCI

Nie sama ty, sama,

sypia z tobą ktosi,

otwiera się brama,

konik ci go nosi.

Z OKIENKA

Ktoś-ci do mnie chodzi,

koniczek go nosi,

koniczek go wodzi,

u bramy się prosi.

Prosi się u bramy,

prosi u okienka,

od roku się znamy,

jeszczem-jest panienka.

LUTNIŚCI

Do roku, do lata,

do lata, do maja,

przyśleć tobie swata,

jużci go ustraja.

Z OKIENKA

Nie wpuszczę swacika,

czekać będzie samy,

nie wpuszczę konika,

ostanę u mamy.

Dziewuszeczka będę,

co mi tam o kogo,

płócienka uprzędę,

matusia pomogą.

Śpiewam cieniusieńko,

jako ten ptaszeczek,

nicią złociusieńką

naszywam staneczek.

LUTNIŚCI

Ostań se u mamy,

cieniusieńko śpiewaj,

złociusieńką nicią

staneczek naszywaj.

Naszywaj staneczek,

staneczka przymierzaj,

przyjdzie kochaneczek,

otwieraj mu ścieżaj.

HEKTOR i ANDROMAKA

od strony pałacu zamkowego

idą w uścisku

ANDROMAKA

Czyli mi wrócisz o poranku?

HEKTOR

Na miecze idę w wielki bój.

ANDROMAKA

Żegnaj mi mężu i kochanku,

olbrzymie w złocie dźwięcznych zbrój.

Powrócisz mi ty o poranku?

HEKTOR

Iść muszę, kędy sztandar mój,

kędy proporzec załopoce;

przeznaczeń wicher go podrywa;

tam wiem, że Bóg Hektora wzywa,

bym szedł i walcząc przetrwał noce.

Żegnaj kochanko, żono miła.

Wiem, jaka moja moc i siła

wiem, jaka wola, ostań doma.

ANDROMAKA

Godzina żadna niewiadoma.

HEKTOR

Wracałem zawdy, jutro wrócę

o szarym, bladym pierwszym świcie,

ciało na pastwę sępom rzucę,

na pastwę krukom moje życie

a duchem k’tobie lgnę jedyna.

Pozostań — ty, — wychowaj syna.

ANDROMAKA

Gdy syn dojrzeje, cóż mu powiem?

HEKTOR

By szedł, jak ojciec, moim śladem.

Nie zginę, nie, — rozpogódź lice,

z pierwszem świtaniem wrócę bladem.

Iść muszę. Znasz mą tajemnicę.

ANDROMAKA

Jedno wiem tylko, że mię rzucasz,

samotną w opuszczeniu wdowiem.

HEKTOR

Na drogę próżną skargę wołasz.

Wróg się raduje smętkiem twoim.

Ani mię łzami strzymać zdołasz.

Jakoż tajemne słowo powiem?

ANDROMAKA

Idź i powracaj mężem moim!

HEKTOR

Gdy mnie pochłonie walka krwawa,

każ iść synowi za mną!

ANDROMAKA

Sława!

HEKTOR

zstępuje po schodach w niższe zatocze barbakanu, zamkowego

PRIAMUS

pogląda ku niemu, chyląc się przez krenelaże muru

Synu miły, złóż oręż siekący.

Pojrzy ku mnie, synu, w górę chwilę.

Wiesz, jako mam cię mile,

wszem sercem ku tobie pragnący.

HEKTOR

Ojcze, męże tam mnodzy stoją,

nawołują a patrzą na Troją;

wszyscy społem w kole się zebrali.

Nie trza ojcze, by na mnie czekali.

PRIAMUS

Synu, zejmij przyciężkiej tarcze.

Pojrzy ku mnie chwilę w górę twarzą.

Nie wiem, jakieć się losy przydarzą?

Nie wiem, czyli tej wojnie wystarczę?

HEKTOR

Ojcze, wiesz, jakoś mi jest miły,

jakoć kocham przy dzieciach i żenie;

ale głos twój odbiera mi siły.

Siłę jeno mój naród ma w cenie.

PRIAMUS

Synu miły, jeszcze czasu siła,

starczy walce, orężnej szermierce.

Troska serce moje dziś pożyła

i tęsknotą wielką bije serce.

HEKTOR

Ojcze drogi, ojcze mój stareńki,

idź do dworca, ku mojej rodzinie,

gdzie syn został u piersi maleńki;

mnie musieć ostać przy czynie.

PRIAMUS

Synu, żalę się twojej stałości,

już z dala oszczepy mi widne,

i ramiona co łamią twe kości

i wydzierców bezprawia ohydne.

HEKTOR

Widzieć, ojcze, ten tasak, co siecze,

co ku mojej chyli się zbroi.

Ostań, patrzaj, żałosny człowiecze,

jak za ciebie męże giną twoi.

Za ojczyznę, za dworzec i żonę,

za me dzieci i bratów i syny.

Bądźcie zdrowe miłoście stracone,

wstańcie w oczach waszych moje czyny.

Bądźcie zdrowi za murów ostoją,

bądźcie zdrowi ukryci w komnatach.

Wasz ja rycerz ostałem przed Troją

waszym bogiem powrócę po latach.

PRIAMUS

Bywaj zdrowy mój synu przemiły,

w tobie całą pokładam nadzieję,

wszystkie losy złożyłem w twe siły,

wielkie serce w twej piersi goreje.

HEKTOR

Ojcze, głos twój, idący z wysoka,

siły mi tęgie odbiera.

Ojcze, patrzaj, oto noc głęboka.

Ojcze, patrzaj, jak Hektor umiera.

KASSANDRA

zstępuje i przystaje przed ojcami

HEKUBA

O urodziwa płaczko,

dziewo Apollinowa,

urągliwa biadaczko,

szczęśliwa, nieszczęśliwa.

Padnij przy mem kolenie,

utul się przy mem łonie,

o mym szepnij mi zgonie,

co rzekło przeznaczenie?

KASSANDRA

Apollo, matko moja,

mateńko moja stara,

pytać mi jego wara;

patrz, jeszcze stoi Troja,

jeszcze mocne jej mury,

jeszcze męże we zbroi,

jeszcze tańczą twe córy,

przez dwadzieścia pokoi.

Jeszcze grają lutnisty,

jeszcze gędzą harfiarze,

jeszcze płoną ołtarze,

a dym się wije czysty.

HEKUBA

Córko, masz mi powiadać,

o mym stosie, o doli;

skoro będę w niewoli,

nade mną będziesz biadać.

KASSANDRA

Matko, budzisz mię w słowie,

w niewoli byłam w wieży

w tej starganej odzieży,

gdzie mnie więżą królowie.

Królów złamię niewolę,

pęta moje rozkuję,

matko, ogień mam w czole,

Apollina moc czuję.

Hej, Apollu, grot pali,

grot w mej piersi wrażony,

krucy będą krakali

ponad zamek zburzony.

wstała

Nie będzie już dla was dnia,

ani słońca, ni zorzy;

ni tej zorzy rumiennej promieniem,

ni tego słońca z ramieniem

złotem.

do Andromaki

Nie wyglądaj męża z powrotem!

w zapamiętaniu

Hej krucy! lećcie wielkim zawrotem,

rozwińcie mroczne skrzydła,

posiadajcie na blanki, na fosy;

widzowie zaciekawieni,

jak tam w ogniowej czerwieni

Ilijonu ważą się losy;

jak rycerze z pancernem odzieniem

kruszą na tarczach młoty!

goni Andromakę

Chwytajcie tę szaloną,

co wyszła patrzeć na obroty

walczących. — Komuś ty żoną?

Nie wróci mąż twój z pola.

Hej stróże, strażnice, hola!

Zagnajcie onę do dwora!

Wiedźma! Żona Hektora!

STRAŻNICY

ukazują się w głębi

KASSANDRA

przegania Andromakę

ANDROMAKA

ucieka

KASSANDRA

Do mnie zlatujcie krucy!

Krukowie, lećcie do mnie!!

KRUCY

zlatują się

KASSANDRA

Czarny mój, czarnoskrzydły,

ulubiony nocy powierniku,

przysiądź i patrz i płakaj.

A gdy ujrzysz rycerzy, to zakrakaj.

Pancerz pod mieczem gra...

KRUK

Kra-a, kra-a, kra-a.

KASSANDRA

Dziób twój czarny, przyostry,

przytul się do mnie, siostry,

osłoń mnie piórem.

Tam walczą moi bratowie

a bracia twoi chórem

posiedli, jak czarne mrowie

przypory zamczyska.

Na księżycowej mietle

roją się w świetle.

A ty, kochanku, krakaj

a gdy ujrzysz rycerzy, to zapłakaj.

Pancerz pod mieczom gra.

KRUK

Kra-a, kra-a, kra-a.

HEKTOR i AJAS

występują na dolnem okołu

cali srebrni, złociści w księżycu

łyskają mieczem i tarczą

sieczą

KASSANDRA

Hej, Wisłą płynie kra.

Kochanku patrzaj, krakaj.

KRUK

Kra-a, kra-a, kra-a.

KASSANDRA

Hej spływa wodą kra.

Wiosna, — kto jej doczeka — ?

Drzewa a kierz się w liście

postroją na jej przyście...

KRUK

Kra-a, kra-a, kra-a.