LIII
Koń stanął, — ja patrzę: — o grozo, w kurzawie
mój syn się z siodła osuwa
i zlata a oni wciąż krzyczą we wrzawie;
pył gęstwą wszystko zasnuwa.
Skoczyłem i jego w pół-pierś chwytam prawie;
o dziecko, krwią się zapluwa!
Bez tchu, — w moim ręku, przewisły, omdlały
a usta mu jeszcze od wołań tych drgały:
«chcę z wami»! — i czuję, że łzami się dławię.