LV

Dobiegłem aż do nadmorskich wybrzeży,

po onych skalnych tułając się skłonach,

dróg upatrując, jak ptak, gdy odbieży

ku słońcu, — aż tu słońce gaśnie w skonach

ponad tą ziemią, którą skrzydły zmierzy.

Potkaliśmy się tam obaj w koronach,

w łachmanach zbroic, w samotnem pustkowiu

na bój śmiertelny stając w pogotowiu.