XCVII

już niewidzący granic dla swych pędów,

że już ich oczy sięgły w przepaść ducha,

kędy dojrzały własnych dzieł-obłędów,

nierozerwalny ciąg widząc łańcucha,

którym przykuci do siodeł i rzędów

jeźdźce, — rozpędni, gdy już duch nie słucha

ręki, — że ręka pół-ruchu zmartwiała.....

Tak ich na wieczny sen pojęna skała.