ODSŁONA 1
Comité de Salut Public. Lindet70 — prezyduje; Billaud71, Collot, Carnot.
BILLAUD
bębni niecierpliwie palcami po płycie; patrzy na zegarek
Na którąż to nas zwołał? Na drugą, jeśli się nie mylę?
LINDET
wyciąga swój
Za dziesięć druga, więc o co ci chodzi?
COLLOT
Coś ty taki kwaśny, Lindet? Jeszcześ się nie dobudził?
CARNOT
Inna rzecz, że Robespierre mógł był poczekać do jutra. Ta bezwzględność!...
COLLOT
Co ty mówisz? — Podziwiam was: od kilku dni Robespierre rządzi się, jak król; a wy...
LINDET
Znowuście sobie coś znaleźli?!
CARNOT
Istotnie. Sam decyduje o wszystkim, rozporządza naszym czasem...
COLLOT
Słowa nie mówiąc, zniósł zwyczaj protokołowania...
BILLAUD
Słusznie! Sekretarz to potencjalny szpieg. — Ale pora doprawdy zawracać sobie głowę etykietą! Moi drodzy, dziś Robespierre widział się z Dantonem: jeśli nas nocą zwołuje, to znaczy, że ma jakiś ważny argument na swą korzyść.
CARNOT
Więc sądzisz, że trwa przy swoim uporze?
BILLAUD
Robespierre to nie chorągiewka. — Tymczasem my musimy usunąć Dantona, panowie: Robespierre musi się zgodzić. — Wy dwaj, zamiast się puszczać w zapasy, stójcie za mną: twórzmy blok. I nie wolno nam się stąd ruszyć, nim nie ulegnie.
CARNOT
Słusznie. Trzeba się spieszyć. Przez Dantona kroku naprzód zrobić nie można.
BILLAUD
O ile się da, ułożymy plan kampanii już dziś. — A to niełatwe zadanie, moi drodzy. Przede wszystkim trzeba izolować Dantona w Konwencji i pozbawić go poparcia opinii.
CARNOT
Obawiam się, że nam ta wstępna akcja zajmie dobry miesiąc, panowie. objaw protestu ze strony Billauda Trudno, Billaud: musimy sobie zapewnić zgodę społeczeństwa. Przedwczesny krok równałby się katastrofie.
COLLOT
Naturalnie. Burżuazja poszczułaby na nas kraj cały. Ściągnęlibyśmy na siebie nowe rozruchy, powstania, wojny wewnętrzne — a przede wszystkim pewne rozbicie rządu. Lepiej już doprawdy poświęcić trochę czasu...
BILLAUD
zamyślony
Bez kwestii, wiem o tym przecie sam... ale miesiąc!...
COLLOT
Inna rzecz, że bezwzględny opór Robespierre’a jest... podejrzany.
BILLAUD
Zapewne, gdy się najprostszych skutków czynu obliczyć nie umie... politycy!
COLLOT
Być może, Billaud — być może; ale ta drżąca troskliwość o Dantona, to coś więcej niż bystrość męża stanu. Wierzcie mu, jeśli chcecie, że się boi terroru jak zarazy; ja terror znam i wiem, że gdy się go używa w miarę...
LINDET
mruży oczy
W miarę... dwieście siedemdziesiąt trzy ofiary dziennie, niezapomniane fusilliady lyońskie72. — W miarę bezmyślne burzenie fabryk, magazynów, całych dzielnic. Gruntowniej niż rozbestwiony wróg. — W miarę!!!
COLLOT
zrywa się
A ty do czego mi się wtrącasz... kuchto?!
LINDET
Dziękuję ci za ten zaszczytny tytuł, hyclu73.
Collot rzuca się ku niemu; sąsiedzi wstrzymują go.
BILLAUD
Tu nie urządza się bójek.
CARNOT
Nie zważaj — mów, coś zaczął. — Więc?...
COLLOT
piorunuje Lindeta spojrzeniem
A więc, do stu tysięcy diabłów, Robesipierre kłamie! głęboka cisza Moi drodzy, wszak to doprawdy genialny wódz; czyż nie tak?...
BILLAUD
Wiadomo. Cóż stąd?
COLLOT
Co stąd?! — Przypomnijcie no sobie... czym został każdy bez wyjątku genialny wódz w historii, jakby na mocy jakiegoś prawa natury?...
CARNOT
cicho
Dyktatorem...
znów cisza
BILLAUD
bez tchu
To nie byli rewolucjoniści!...
COLLOT
z uśmiechem politowania
Mój drogi! To pewien typ ludzki: zaczyna się jako szczery demokrata — a kończy się na absolutyzmie, w uczciwym przekonaniu, że to zbawienie dla kraju.
CARNOT
zamyślony
Słuchaj, Collot... no a gdyby nawet, to cóż za związek?...
COLLOT
Związek?! Przyjaciele! Robespierre ma talent i wolę, a nie wie, jak się zabrać do zdobycia tronu; za to Danton ma na tym polu bardzo rozległe doświadczenie. — Robespierre wie niejedno o Dantonie. Cóż leży bliżej, jak — skorzystać z tej wiedzy i zapewnić sobie usługi Dantona?...
LINDET
Wielki Boże!...
COLLOT
Po co ta rozmowa w cztery oczy? — Panowie: jeśli się ci dwaj nie umówili dawno — to znaczy, że się umówili dziś.
BILLAUD
powoli
Robespierre... szantażystą!... Nie, Collot. O tym mowy nie ma... choćby nawet zszedł na drogę zdrady stanu.
COLLOT
Więc możliwość uznajesz?...
ponure milczenie Billauda
BARERE
wbiega
Witajcie!... Bhuuu — spóźniłem się. Ale też ten Robespierre zaczyna przekraczać miarę... siada Coście wy tacy uroczyści?
COLLOT
To ty zdaje się nie wiesz nawet, po co ci o północy wstawać kazali?
BARERE
Bogiem a prawdą — nie.
BILLAUD
Więc to nie ty pośredniczyłeś — jak lokaj — między naszym kolegą a Dantonem? Nie dzięki tobie te dwa szczyty zsunęły się na pogawędkę?
BARERE
A tobie co?... Pewno, że dzięki mnie — ale... Aha, rozumiem. — A to się pospieszył!
SAINT-JUST
wbiega również
Dobry wieczór... nie ma go jeszcze? Bogu dzięki.
CARNOT
znad zegarka
Jego nie ma, ale pan spóźnił się o dziesięć minut, Saint-Just.
SAINT-JUST
czarująco
Och, jak mile mi pan szkolne czasy przypomniał! — Inna rzecz, że jestem zaskoczony tym wezwaniem. Bo parę godzin temu powiedział wyraźnie, że zwoła nas dopiero jutro...
zamiana niespokojnych spojrzeń
ROBESPIERRE
wchodzi spiesznie, nie zmieniwszy stroju. Jest blady i jakby trochę oszołomiony. Cisza kościelna
Dobry wieczór, panowie. Wybaczcie, żem wam dał czekać.
nieżyczliwy, lecz cichy pomruk
COLLOT
mruży oczy
Odezwałeś się zupełnie jak król do zebranego gabinetu.
ROBESPIERRE
siada roztargniony
A jakże się miałem odezwać?
Oburzenie Carnota i Collota; Barere i Saint-Just wybuchają śmiechem. Robespierre zdaje się nie słyszeć.
BILLAUD
Robespierre: prosimy o definitywną odpowiedź w sprawie Dantona.
ROBESPIERRE
Żądam, aby Danton stanął przed Trybunałem Rewolucyjnym w ciągu tej dekady74.
śmiertelna cisza
BILLAUD
z westchnieniem, po długim zawieszeniu
No — chwała Bogu, żeśmy tak gładko doszli do zgody.
Szmer budzi się i wzmaga:
BARERE
Co?... W ciągu dekady?...
COLLOT
A to mu raptem spieszno!...
CARNOT
To przecie niepodobieństwo.
BARERE
Proszę o głos! — Robespierre: twój wniosek przeraża mnie. Mowy nie ma, abyśmy się uporali z Dantonem w ciągu dekady. Naprzód trzeba przygotować opinię, zyskać poparcie, otoczyć go — prędzej jak za miesiąc nie możemy przystąpić do ataku.
śmiech Saint-Justa
BILLAUD
Skończyłeś? — Daj mi mówić, Lindet! Miesiąc jest absurdem. Intensywną propagandą stworzymy sobie podstawę za dekadę. Wtedy można będzie działać.
szmer dezorientacji. Poklask Collota. Wątpliwości u Barere’a i Carnota
SAINT-JUST
Tak... tylko dekada dla nas, to dekada i dla Dantona...
ROBESPIERRE
Prezydencie!... Saint-Just ma rację. Rozmowa nasza była dość... definitywna. Jeżeli zatem Danton nie płonie żądzą męczeństwa — to nie za dekadę, ale tej nocy albo umknie...
LINDET
Ciekaw jestem, dokąd? Kto przyjmie pogromcę monarchii?
ROBESPIERRE
Kto przyjmie jej tajnego agenta? ...albo zorganizuje rozpaczliwy zamach. Nie wolno nam dłużej narażać bezpieczeństwa ogółu.
BARERE i BILLAUD
No więc co??
ROBESPIERRE
wyciąga zegarek, co powoduje chwilkę zawieszenia
Za godzinę — o pół do czwartej — Danton musi być pod strażą.
pandemonium
BARERE
Jak to... dziś?!!
CARNOT
Czyś ty oszalał?!
dzwonek Lindeta
BILLAUD
Wy-klu-czone, kolego.
SAINT-JUST
No! Poznaję cię nareszcie!
COLLOT
Co za wariacki pomysł!
po wybuchu chwilka wytchnienia
SAINT-JUST
korzysta z niej; patrzy mu w oczy
Danton... i spólnicy.
COLLOT
Proponujesz Komitetowi samobójstwo, Robespierre.
CARNOT
Nie możemy wystawiać się na pewną klęskę.
BILLAUD
Dajcie mi mówić! — Robespierre: Danton ma kapitalistów za sobą. Sam to podkreślałeś. Przedwczesnym krokiem ściągniemy na siebie suto opłacone powstanie przedmieść i paniczny bunt Konwencji. Osiągniemy rozbicie rządu i apoteozę Dantona.
wzburzony poklask
COLLOT
Słusznie! Zupełnie słusznie!
CARNOT
Nie ma nad czym dyskutować.
lekki dzwonek Lindeta
BARERE
Nikt się nie zgodzi, Maxime.
ROBESPIERRE
krzyczy
Proszę o głos!
zdwojona wrzawa, silniejszy dzwonek
CI SAMI
Dyskusja zamknięta! — Odrzucamy bezwzględnie! — Co innego!
LINDET
dzwoniąc
Ci-szej, do pioruna!
BILLAUD
Spokój tam nareszcie!
wrzawa gaśnie opornie
ROBESPIERRE
wytęża głos
Ależ właśnie dlatego, że Danton ma potężne oparcie, musimy działać jak piorun! — Dajcie mu nie dekadę, a trzy dni czasu: złoto finansjery stworzy mu całą armię, setki ulotek zasypią Paryż, francuska krew zakipi na dźwięk pobudki — w Konwencji martwy, lecz ogromny ciężar Niziny przesypie się na prawo75 przez jedną noc, a na obsadzenie galerii — gdy się ma środki — wystarczy parę godzin.
Panowie: Danton dziś, to zwierz osaczony. Look out76!
stłumiony szmer
CARNOT
Swoją drogą...
COLLOT
Przeklęta historia...
BARERE
Trzeba znaleźć jakiś sposób, na Boga...
BILLAUD
głośno
Skoro tak, to trzeba zaryzykować. Ktoś z nas musi jutro rano zaatakować Dantona w Konwencji. Jeśli będzie obecny, to niech się broni; jeśli nie...
SAINT-JUST
przerywa
...to znaczy, że drapnął. Że koalicja zyskała źródło cennych informacji.
ROBESPIERRE
A jeśli będzie, to odniesie tryumf. — Danton to nie Hébert, panowie. Tego się właśnie spodziewa; teraz przygotowuje na gwałt Konwencję — a jutro rzuci się na trybunę i ryknie. Kogo w nocy nie przekonał złotem — tego za dnia podbije siłą swego głosu. — A co my wtedy poczniemy, panowie? Gdy się Konwencja wraz z galeriami rozwyje w spazmach zachwytu? Kto z nas pójdzie zagłuszyć ten cudotwórczy gromowy bas? Mój salonowy kontralt może? Albo ciemny tenor Saint-Justa? — Trzeba działać natychmiast, koledzy.
GŁOSY
stłumione
On przesadza — nie damy rady — hm, kto wie?... — Tak, czy tak — klęska pewna.
BILLAUD
głośno
Niestety, Robespierre — masz słuszność.
okrzyk protestu Barere’a
ROBESPIERRE
Komitet Bezpieczeństwa ma prawo aresztować deputowanych prewencyjnie. Trzeba go zwołać, żeby usankcjonował mandat aresztowania.
ostatni, ostry wybuch protestu — o tonie, jaki cechuje świadomość przegranej
COLLOT
Konwencja nas rozniesie, Robespierre!
gwałtowny dzwonek Lindeta
BARERE
I po coś ty go zaniepokoił, Maxime! Wszystko z twojej winy!
ROBESPIERRE
Postąpimy z Dantonem tak samo jak z każdym dotąd przestępcą z Konwencji. Mimo to aresztowanie będzie niespodzianką, bo ogół liczy bezwiednie na specjalne względy dla Dantona. Miasto dowie się o fakcie około ósmej trzydzieści. O tej porze zaczyna się w Konwencji posiedzenie. Otóż ja sam ją zawiadomię. Jeśli panika wybuchnie — dam sobie z nią radę, bo to będzie panika naturalna. — Cóż, czy ufacie mi, że temu podołam? odpowiedź twierdząca: stanowcza u Billauda, Saint-Justa i Barère’a — z zastrzeżeniem w tonie u reszty A więc: naprostuję moralną postawę Prawodawców, a po mnie ktoś z was złoży raport w sprawie Dantona z wnioskiem o dekret aresztowania i oskarżenia.
BARERE
wśród lekkiego szmeru
Tylko kto czuje się na siłach ułożyć do dziewiątej ten raport? Bo ja...
SAINT-JUST
prawie z pogardą
Uspokój się, Barère: nie na twoje barki złożymy ten ciężar. Raport przedłożę ja. Już go mam.
wyciąga skrypt
BILLAUD
Przeczytaj!
ROBESPIERRE
Pozwólcie, że pierwszy przejrzę te notatki. Oszczędzicie sobie czasu.
Collot i Carnot mruczą.
BILLAUD
Dobrze. Saint-Just wręcza rękopis koledze, który zaczyna go czytać Więc godzimy się na projekt Robespierre’a, czyż nie tak?
CARNOT
Z dwojga złego...
COLLOT
Trudno, trzeba stawić wszystko na kartę...
BARERE
Cóż począć? Nie ma rady...
ROBESPIERRE
podnosi oczy znad skryptu
A zatem, panowie — na cóż czekamy? Niech prezydent wezwie Komitet Bezpieczeństwa...
LINDET
dzwoni; do woźnego
Proszę wysłać gońców po najmniej sześciu członków Komitetu Bezpieczeństwa Powszechnego. Pilne.
WOŹNY
Ci panowie kończą właśnie obradować...
BILLAUD
Tym lepiej. Niechże przyjdą. woźny odchodzi Teraz kwestia spólników, których trzeba aresztować z Dantonem. powszechna uwaga; Robespierre podnosi głowę Oto moje zestawienie: Delacroix, cisza Philippeaux...
LINDET
Kompletnie niewinny.
SAINT-JUST
W intencjach — może; niestety my sądzimy skutki.
COLLOT
Razem z Dantonem szturmował Komitety. — Dalej?
BILLAUD
Legendre i Bourdon de l’Oise...
ROBESPIERRE
Nie! To nieszkodliwe narzędzia. Nie róbmy jatki, panowie! Ostrożnie z terrorem!!
LINDET
Pierwsze ludzkie słowo tej nocy...
BILLAUD
Dobrze. Niech sobie żyją. — Desmoulins.
cisza bez tchu
ROBESPIERRE
przygryzł wargą, trochę blady
Jako przyjaciel Desmoulinsa poddam się waszej decyzji... Czy nie sądzicie jednak, że można by mu d-darować dzień... jeden dzień czasu do opamiętania?...
BILLAUD
stanowczy ruch głowy
Nie.
SAINT-JUST
Co za broń w ręku dantonistów, chociażby przez jeden dzień! — Niemożliwe, Maxime.
ROBESPIERRE
Więc nie?... jednogłośna odpowiedź Dobrze. Tych trzech zatem pójdzie z Dantonem.
Czyta dalej, lecz z pewnym roztargnieniem.
BILLAUD
bębni po stole
Lindet, zadzwoń no jeszcze raz... aha, idą.
WOŹNY
Panowie z Komitetu Bezpieczeństwa.
Przystawia krzesła spod ściany. Comsal wstaje. Wchodzą: Vadier, Amar, Senar, Voulland, Lebas i David — ostatni dwaj są stronnikami Robespierre’a.
AMAR
Przede wszystkim lepiej was uprzedzić. Dziwicie się pewno, po cośmy się też po nocy zeszli — otóż zarządziliśmy chwilę temu aresztowanie generała Westermanna.
Comsal zamienia spojrzenia.
COLLOT
To się nieźle składa. Dlaczego?
AMAR
Za pretekst posłużył nam dawno dowiedziony współudział Westermanna w puczu hebertystów...
VADIER
po chwili zawieszenia
Właściwie natomiast, moi panowie z Ocalenia, dlatego, że Westermann dążył najwyraźniej do ulepienia sobie garstki partyzantów wśród rozwiązanej Armii Rewolucyjnej. A gdy się o Westermannie mówi, że on sobie coś lepił...
BILLAUD
Skoro tak, to się ucieszycie: postanowiliśmy aresztować Dantona z trzema spólnikami.
sensacja
DAVID
chciwie
Kiedy?!...
COLLOT
tryumfalnie
Teraz, panowie!!
okrzyki zdumienia, przestrachu, uznania
VOULLAND
Hal-looo!!
VADIER
z przeciągłym świstem
No, n-no... odwagi to nam nie brak, jak widzę!...
AMAR
Ależ to szaleńczy pomysł, panowie... któż widział...
SÉNAR
Salto mortale z przesady w przesadę..
JAGOT
Z absurdu w absurd.
SAINT-JUST
Jeśli odmówicie udziału, to przywłaszczymy sobie wasze prawo prewencyjnego aresztowania deputowanych...
ROBESPIERRE
A wiecie, że Konwencja sankcjonuje na stałe podobne uzurpacje, jeśli osiągnęły sukces...
wrzawa Comsuru; oburzenie
VADIER
czerwony, najgłośniej
Bezczelność!! Na taki cynizm...
AMAR
Psst, Vadier. Mają rację. Jak już — to już. — Zgoda, panowie.
VOULLAND
Ale odpowiedzialność!! Nie uniesiemy jej.
BILLAUD
Odpowiedzialność cięży na nas. Wojna toczy się między Dantonem a Komitetem Ocalenia Publicznego. Jeśli się nie uda — my padniemy. Was nie ruszą; wy jesteście przecie policją polityczną...
SAINT-JUST
...nie uzurpatorami władzy monarchicznej.
COMSUR
No, to zgoda. — Lepiej zaraz skończyć. — Dobrze, wystawimy mandat. Wasza rzecz wybrnąć potem.
VADIER
Dobrze, pchajcie się pod koła. Nie wstrzymuję was.
BILLAUD
Dalej, trzeba wystawić ten mandat.
SAINT-JUST
rozgląda się
A gdzież tu formularze?
COLLOT
Głupstwo formularz, byle arkusz papieru!
Wstali, szukają.
SAINT-JUST
Bez sekretarza ruszyć się nie można... atakuje szafę, łamie paznokcie Naturalnie — zamknięta.
ROBESPIERRE
oddarł pół arkusza z notatek Saint-Justa, podaje im
O — macie tu kartkę.
BILLAUD
bierze ją i siada. Saint-Just przynosi mu atrament i pióro z biurka sekretarza
Dyktujcie mi, wy z Bezpieczeństwa.
AMAR
Komitety Bezpieczeństwa Powszechnego i Ocalenia Publicznego rozporządzają, że Danton — kto jeszcze?
BILLAUD
pisząc
Delacroix — z departamentu Eure-et-Loire77, Camille Desmoulins i Philippeaux — słucham dalej...
AMAR
...wszyscy czterej członkowie Konwencji Narodowej zostaną aresztowani i przeprowadzeni do więzienia w pałacu Luxembourg, gdzie mają zostać pomieszczeni oddzielnie i w odosobnieniu. Porucza się burmistrzowi miasta Paryża natychmiastowe wykonanie tego rozporządzenia. — Przedstawiciele ludu... i podpisy.
Mandat okrąża stół.
ROBESPIERRE
prywatnie
Antoine: trzy fakty tendencyjnie wykręcone. Przecie akt oskarżenia musi być bez zarzutu! Każda nieścisłość to wyłom dla obrony. A naga prawda o Dantonie wystarcza aż nadto.
SAINT-JUST
Koledzy! Muszę przerobić raport. Przeczytam go wam przed sesją, o siódmej trzydzieści.
BARERE
krzywi się
Dwa posiedzenia w ciągu jednej nocy! No, dziękuję...
BILLAUD
Sądzę, że nie warto wracać do domów. Kto ma czas, niech się prześpi tu. Senar podpisuje po Robespierze i podaje mandat Lindetowi. Ten pieczętuje go, składa i dzwoni Hallo, Lindet! Nie podpisałeś!
LINDET
Wybrano mnie, żebym rewolucjonistów żywił, nie żebym ich mordował. do woźnego Do ratusza. Najwyższy pośpiech! wstaje Posiedzenie zamknięte.
Wychodzą grupami.
AMAR
do Vadiera
No, jeśli Komitet Ocalenia jutro o tej porze jeszcze będzie istnieć...
BARERE
do Carnota
Na Boga, co to będzie jutro w Konwencji! Dreszcz mnie zbiega na samą myśl...