ODSŁONA 1

Luxembourg. Pokój pałacowy przerobiony na celę więzienną — bez rezultatów tendencji maksymalnego dokuczenia i poniżenia, cechujących więzienia nowoczesne. Krata u wielkiego okna nie przeszkadza go otworzyć. Na prawo, przy stole Philippeaux czyta, lecz odrywa czasem oczy, by spojrzeć na dwór; na lewo Camille, stoi przy oknie i płacze.

PHILIPPEAUX

zniecierpliwiony

Desmoulins, uspokój się pan z łaski swojej. Nie wstyd panu rozmazywać się wobec obcych?

CAMILLE

Czy pan wie, że dziś jedenastego germinala93?! — Czy pan wie, jak to jest, gdy się na taki dzień... patrzy przez kratę?!

PHILIPPEAUX

Wiem, bo sam patrzę co chwila. — Jeśli się taka scena powtórzy, to zażądam osobnej celi.

CAMILLE

oszalały

Nie!!... Błagam was, Philippeaux... nie opuszczajcie mnie! Ja bym chyba oszalał w samotności... nie odwracajcie się ode mnie... przynajmniej wy jeden! nowy wybuch płaczu Odepchnął mnie... i przeszedł. Skreślił mnie. — I nie dowie się nawet, że we mnie każdy nerw ku niemu woła! Jezu!! Philippeaux wyciąga rękę po dzwonek. Camille chwyta za nią O niech mi pan daruje... nie wiem już, co się ze mną dzieje... dławi się Straciłem go... teraz już — na wieki. — Zlituj się pan... i pomóż mi, bo zginę!!!

rzuca się na łóżko

PHILIPPEAUX

Umrze pan za pięć dni, Desmoulins. Camille drętwieje. Płacz ustaje jak wyłączone radio Radzę panu wiedzieć o tym i nie dawać nadziei dostępu. Gdy śmierć jest rzeczą absolutnie pewną — wtedy przestaje się cierpieć.

CAMILLE

zrywa się

Kłamstwo! Możemy wygrać proces!

PHILIPPEAUX

Fatalne złudzenie. To proces polityczny, a polityką kierują nienaruszalne prawa mechaniki, nie pańskie sentymenty etyczne.

Zderzyliśmy się z Komitetem. Komitet silniejszy, więc my zginiemy.

CAMILLE

refleks instynktu, by zagłuszyć myśl

Ale ja nie chcę ginąć! Mam prawo żyć, do stu diabłów!...

PHILIPPEAUX

Istota żywa póty ma prawa, póki ich ustrzec potrafi.

A zresztą — czyżby pan doprawdy wolał żyć i patrzyć, jak się dokonuje dzieło wyzwolenia ludzkości — w rękach wariatów i złodziei?...

Wchodzą: Hérault, Chaumette, Mercier, żyrondyn I i II, Riouffe, dwaj regaliści.

HÉRAULT

Witamy was, bracia bankruci...

MERCIER

W imię wspólnej wszystkim św. Wdowy94!

śmiech, nerwowe podniecenie

HÉRAULT

O, Camille! Chłopcze drogi, jak się masz!

PHILIPPEAUX

wysuwa się naprzód

Panowie, to pomyłka: jesteśmy uwięzieni w odosobnieniu.

sensacja. Szalony śmiech

GŁOSY

Ten ci niezły! — Co to za dziwak? — Kto to taki? — Pss, to Philippeaux! — Który?... Ach, to ten?...

CHAUMETTE

Oto cały Philippeaux: sam pilnuje, aby przypadkiem nie przekroczono rozporządzeń przeciwko niemu wydanych.

Witają się.

RIOUFFE

porozumiał się z grupą regalistów i żyrondynów

Słuchajcie... oni powinni wiedzieć!...

okrzyki. Powszechne napięcie

HÉRAULT

wśród podnieconego szmeru

Bo u nas krąży uporczywa pogłoska, że podobno... aresztowano Dantona.

potwierdzenie, wyczekiwanie

PHILIPPEAUX

Chyba dziś w nocy; zresztą — nie wiem o niczym.

CAMILLE

przerażony

Co, jego też?! Ależ to niemożliwe!

MERCIER

Wiedziałem z góry, że to bajka.

potwierdzenie

RIOUFFE

zbliża się z swą grupą żyrondynów do Camille’a, którego otaczają w trzech

Za to mamy zaszczyt gościć samego Prokuratora Latarni95.

ŻYRONDYN I

W tym pokoju siedział Brissot!

ŻYRONDYN II

Ale on nie płakał — nawet nad twoim bezecnym pamfletem!

RIOUFFE

Dwadzieścia dwa trupy... to nie lada ciężar — na takie ramiona!

REGALISTA I

zbliżają się obaj

Dajcież mu spokój! „Vieux Cordelier’’ sowicie okupił błędy Prokuratora!

Ściska go.

REGALISTA II

wyciąga rękę

Camille, bez ironii: dziękujemy ci w imieniu Francji.

Camille, pocieszony, oddaje uścisk i uśmiecha się.

PHILIPPEAUX

Camille — to hrabia i vicomte d’Estaing.

Camille cofa się jak oparzony.

CAMILLE

szybko odzyskuje równowagę

Ale przede wszystkim — towarzysze niedoli. — Bracia: dziękuję wam za słowa pociechy.

uścisk dłoni

Wchodzą: Danton, Delacroix, Westermann, Fabre d’Eglantine (ciężko chory), Chabot, Dillon, Laflotte. Wszyscy się zrywają. Wstrząs zdumienia.

ŻYRONDYN

Co... faktycznie Danton!...

MERCIER

Więc to jednak prawda!

CHAUMETTE

Jakże się to stać mogło?!

Rzucają się ku niemu z wyjątkiem regalistów; równocześnie:

HÉRAULT

Nigdy bym nie był uwierzył, Georges... ściska mu ręce Nie powinienem się cieszyć, że cię tu spotykam...

RIOUFFE

Jeśli im się uda was zamordować — to Republika zginie wraz z wami.

FABRE

Jeśli można było Dantona uwięzić — to znaczy, że już zginęła.

DILLON

Dzieło dziesiątego sierpnia — zabawką w łapach dziewięciu chciwych prostaków!

CAMILLE

ignoruje Dantona

O, Dillon! — Witajże, kochany!

Ściskają się.

REGALISTA I

Słuchaj, bądźmy uprzejmi... bądź co bądź robił, co mógł...

REGALISTA II

Dla siebie... a kto wie, czy nie dla buntowników. — Zresztą: czy podajesz rękę swoim najemnikom?

DANTON

uwalnia się i zbliża się do czytającego Philippeaux, przed którym składa ukłon

Czy nie przeszkadzamy przypadkiem szanownemu panu?

PHILIPPEAUX

podnosi oczy

Ani trochę. Pan i pańska banda nie istnieją dla mnie.

RIOUFFE

Śledziliśmy wasze boje, panowie — lecz na wielki krach nie liczyliśmy przed końcem maja.

WESTERMANN

Koniec... maja? — Kiedyż to jest?

FABRE

Prawda! Wyście z jednej epoki geologicznej...

CHABOT

No a ty?

FABRE

Ja — siedzę już od trzynastego stycznia. Od czasów prehistorycznych, gdy liczono jeszcze na stycznie i maje...

REGALISTA II

do podłogi

Gdy afera Kompanii Indyjskiej była najświeższą sensacją...

CHAUMETTE

obliczył tymczasem

Koniec maja, Westermann, to początek prairiala96.

DELACROIX

podpiera drzwi — wybucha śmiechem

Ho, ho — ho! O tym czasie wapno strawi już i nasze szkielety!

nagła, zażenowana cisza — jak po nietakcie

FABRE

wzdycha

Może kto ma kawałek krzesła, panowie —?

równocześnie:

CAMILLE

zrywa się

Fabre!... A chodźże tu do nas, siądź na łóżku...

Umieszcza go po prawej, po lewej ma Dillona. Stygnie w połowie serdecznego powitania.

FABRE

O, dziękuję ci... zdziwiony Cóż... czy aż tak się zmieniłem?...

CAMILLE

Nie... to ja się zmieniłem. Otworzono mi oczy... przemocą.

Odtąd chłód wzajemny, który daremnie starają się rozgrzać z powrotem.

DANTON

rozgościł się z Héraultem na łóżku Philippeaux.

Hej! Postarajcie no się o parę krzeseł!

DELACROIX

Do usług wielmożnego pana. Kto mi pomoże?

Wychodzi z Chaumettem i Dillonem.

WESTERMANN

Danton jest niezrównany. Już go cały personel więzienny słucha.

FABRE

Mieliście przecie być izolowani. Ale on rozmówił się z nadzorcą, i... wskazuje pokój oto wasza izolacja.

DANTON

znacząco

Tak, przyjaciele: ja umiem trafić do duszy ludu.

HÉRAULT

O, gdybyś ty wiedział, co się tu działo dziś rano! Skąd wieść przyszła — nie wiadomo, lecz nagle cały pałac zaczął dudnieć. Nikt nie chciał wierzyć; nikt nie mógł dowieść; niektórzy znowu myślą za każdym hałasem, że to sygnał na nową rzeź — słowem wrzask, tłok i popłoch — wyglądaliśmy prawie jak Konwencja.

Trzej wysłańcy przynoszą krzesła. Wszyscy siadają półkolem dokoła Dantona.

DANTON

A teraz, panowie — pomówmy poważnie.

protest

DELACROIX

Hola! Wszystko w swoją porę, Danton. — Teraz możemy już dać sobie spokój.

WESTERMANN

Trzeba się było potrudzić dwa tygodnie temu!

HÉRAULT

Ech, śmierć przecie pewna... po co się tu głowić?

DANTON

Powoli, panowie. — Komitety — to też tylko ludzie.

FABRE

Ale oni mają władzę, nie my!

DELACROIX

Za późnoś to odkrył!

MERCIER

Nonsens. Opowiedz lepiej parę świeżych plotek...

REGALISTA II

widzi, że Philippeaux otwiera okno

Przejdźmy na salę. Dusimy się tu.

FABRE

Na sali roi się od baranków97.

DANTON

To jedyna obszerna cela. Musimy tu zostać.

DILLON

No, może przystąpimy nareszcie do rzeczy?

znów protest zniechęcony

DANTON

tłumi go

Otóż, moi drodzy, dostałem właśnie bilecik od Merlina. natychmiast napięcie Czy uwierzycie, że Robespierre i Saint-Just już o ósmej rano wymusili dekret oskarżenia przeciwko nam... przez aklamację?!

oburzenie i tłumiony przestrach

WESTERMANN

Ja bym tę Konwencję! Banda śmierdzących tchórzów!

FABRE

To już nie tchórzostwo: to jawna mania samobójcza.

DANTON

Czyli że nas jutro przewiozą do Conciergerie98...

nagła, straszna cisza

CAMILLE

krzyk w próżni

Chryste...

DANTON

...bo za jakie trzy dni rozpoczną nasz proces.

zawieszenie bez tchu. Nagle eksploduje

WESTERMANN i DILLON

poruszeni

O, toś dobrze powiedział! — Ale jakże to zrobić, Danton?!...

DANTON

Po drugie: to nieprawda, że musimy zginąć! Kimże jest ten rząd, ci sędziowie? — Szumowiny wczorajsze, dziś przybrane w togi!

Zebrani zaczynają się ożywiać i dzielić na sceptyków i stronników.

DELACROIX

Tylko bez blag, Danton! Dali ci bądź co bądź radę!

ŻYRONDYN I

Choć swoją drogą... teraz, gdy mamy Dantona?...

DILLON

O, Danton to nie lada wróg dla Komitetów!

DANTON

Otrząśnijcie się tylko z apatii — a wszyscy wyjdziemy cało!

CAMILLE

podniecony

Łotr z ciebie, Georges... ale masz rozmach!

PHILIPPEAUX

poza półkolem — spokojnie, znad książki

Desmoulins, nie daj się pan zwieść! My nie mamy ani jednej szansy!

oburzenie powszechne

GŁOSY

A to co za kruk?! — Prorok nieszczęścia! — Znamy takich wiecznych krakaczy! — Ostrożnie... może to baran! od szeptu do krzyku: Wyrzućcie go! — Wynoś się pan! — Precz stąd! — Precz!

CAMILLE

słabo

Ależ nie...

LAFLOTTE

podchodzi

Nie potrzeba nam szpiclów. Precz stąd!

Philippeaux zamyka książkę na palcu, wstaje i odchodzi.

Od drzwi:

PHILIPPEAUX

Nie mogę iść na salę, to by was zdradziło — czy cele obok wolne?

GŁOSY

Idź pan do diabła! — Patrzcie go, jaki troskliwy! — Prędzej, wynosić się!

Philippeaux wychodzi spokojnie.

REGALISTA

wskazuje nieznacznie na Laflotte’a, cicho

Tak... ale kto to jest?

GŁOSY

stłumione

Czy go kto zna?... — Nie znam go... — Kto wie, co to za jeden? — Baranów tyle... lepiej wyrzucić? — To pójdzie donosić...

DILLON

wstaje i kładzie mu rękę na ramię

Nie obrażajcie mego towarzysza. Ręczę za niego.

LAFLOTTE

kłania się

Laflotte, były przedstawiciel rządu w Wenecji99.

CAMILLE

Przestańcież nareszcie przeszkadzać!

FABRE

Twoja pewność siebie, Danton, nasuwa mi pytanie, jak też mogą nas zestawić. — Że Delaunaya, jego (Chabota) i mnie do was przyłączą, to w każdym razie rzecz pewna...

szmer zażenowania, kpin, zdziwienia; „hm” od Delacroix

CAMILLE

Jak to? Dlaczego?

Regaliści pochrząkują i zamieniają uśmiech.

HÉRAULT

No a mnie? Albo Westermanna?

CHAUMETTE

Jakim cudem? Przecie wy dwaj jesteście pokłosiem hebertystów...

DELACROIX

demonicznie

Właś-nie!...

Znów prąd porozumienia. Danton życzy mu nagłej a niespodziewanej śmierci.

DANTON

Tak, moi drodzy: to nawet bardzo możliwe. Radzę wam: gotujcie się wszyscy! szmer niedowierzania i protestu Och, przyjaciele, dyplomaci poczciwego starego reżimu! Czym jest prawdziwa perfidia — pokaże wam dopiero Komitet Robespierre’a! — Zwali na mnie wszystkie zbrodnie świata. — Lecz ja mam mocne bary.

FABRE

Tak... ale pozwól. Co innego zbrodnie ideowe, a co innego... hm... polityczno-finansowe. Jeśli się dacie wplątać w aferę... dekretu likwidacyjnego — to was opinia bardzo chłodno przyjmie...

CAMILLE

Na taką potwarz nie możesz zezwolić, Danton!

Uśmiechy, delikatne potrącenia. Chabot kraśnieje stopniowo i zaciska pięści.

DANTON

zamyślony

Tak jest. widzi uśmiech Fabre’a Ty, Fabre, należysz oczywiście do nas — wiadomo przecie, że nie otarłeś się nawet o to fał... tę sprawę. — Za to zwraca się do Chabota bardzo mi przykro, ale pan, ci dwaj Żydzi etc. jesteście nam przecież najzupełniej obcy...

napięcie

CHABOT

podnosi się z wolna, trzęsąc się z pasji

Ob-cy!!! A kto nas do Batza sprowadził? — Kto pomyślał pierwszy o szantażu?! — Kto nas namówił do udziału w fałszerstwie?!! Kto?!! — A teraz chcą się nas wyprzeć jeden z drugim!!!

Towarzystwo śledzi uważnie przebieg starcia. Intensywna uciecha.

DANTON

wyniośle

Pan chyba zmysły postradał?

Chabot bliski apopleksji

GŁOSY

zniecierpliwione

Tylko bez kłótni! — Mniejsza o to! — Do rzeczy!

DANTON

Ja jeden — słyszy pan? — Ja jeden mogę wszystkich ocalić. Więc nie przeszkadzajcie mi lepiej, bo utoniecie ze mną!

zmienia ton

Przyjaciele, proces polityczny to nie proces, lecz pojedynek. I tak trzeba sprawę od razu postawić. Rząd nas oskarża? Dobrze; więc my jego też. Jedna tylko potęga ma prawo sądzić obie strony: tą jest lud.

Wobec tego będziemy parować każde oskarżenie — kontroskarżeniem w formie aluzji. — Ale tymi półrewelacjami musimy sterroryzować Komitet do tego stopnia, by był zmuszony przerwać proces za wszelką cenę...

DELACROIX

...wykluczyć nas od rozpraw i stracić bez sądu. Bajeczny plan!

FABRE

wzburzenie powszechne

Istotnie, Danton. To najkrótsza droga pod topór.

CHAUMETTE

Wykluczyć?! Niemożliwe. Za coś podobnego zlinczowano by Trybunał i Komitety.

DILLON

Właśnie! Zapominacie, jak głos Dantona działa na masy!

DANTON

Tak jest. Mój głos, to nasz niezawodny talizman. On w mgnieniu oka zelektryzuje posp... publiczność na galerii, a wtedy rząd nie będzie już mógł zaryzykować bezprawia.

HÉRAULT

Danton miewa gigantyczne pomysły. — Ale to dziś właściwa miara.

DELACROIX

Ależ moi mili, deklamować nie wystarczy. Zhisteryzujesz od razu część galerii swoim rykiem, Danton — lecz nie całą! — A od czasu do czasu jednak trzeba będzie odpowiedzieć na zarzut... uzasadniony?...

WESTERMANN

To trzeba odmówić odpowiedzi!!

śmiech

FABRE

Dajcie spokój — to nawet niezły pomysł. Czy wiecie jak? Odpowiadacie tylko w obecności oskarżycieli, czyli Komitetów. To sposób pewny; bo gdy Danton nastroi masę odpowiednio — to Komitety nie pójdą zmierzyć się z nim publicznie, zapewniam was.

szmer zajęcia

MERCIER

Tak — ale to ryzykowne. Masa jest tak nieobliczalna...

DANTON

Już wiem. Dla pewności dodamy drugi warunek: muszą nam naprzód sprowadzić świadków dla obrony. aprobacja Wybierzemy ich wśród deputowanych: Courtois, Legendre, obu Merlinów i tak dalej. — I tego trzeba się będzie trzymać pazurami, bo: albo Konwencja nie zechce ich stawić, a wtedy zwalnia nas od odpowiedzi — albo ich stawi, i da nam w ten sposób straszną broń przeciwko sobie. Ponadto ustępstwo tak znaczne równa się kapitulacji; a pierwszy symptom przewagi wywiera na tłum wpływ cudotwórczy.

poklask

RIOUFFE

Tak... to wam się rzeczywiście może udać.

CAMILLE

Musi się udać!

FABRE

No, no, moi drodzy — jesteśmy bądź co bądź w fatalnych opałach!...

DANTON

W każdym razie — albo zginę, albo uwolnię was wszystkich!

podniecenie wzrasta

REGALISTA I

Danton! Czy wiesz, żeś nawet w nas wskrzesił nadzieję... po dwu latach zupełnej rozpaczy?

Podniecenie przechodzi we wzburzenie.

MERCIER

Twój proces, Danton — to wybuch świętej wojny z tyranami!

accelerando100

CHAUMETTE

zrywa się

W której wszyscy musimy brać udział!

ŻYRONDYN I

Więźniów politycznych jest dziś tyle, że zjednoczeni mogą potężnie zaważyć...

Prócz Dantona i Fabre’a nikt już nie siedzi.

DILLON

robi odkrycie

Otóż to... zjednoczeni!...

MERCIER

Zorganizować więźniów wszystkich partii...

REGALIŚCI

Rozumie się! — Mamy wspólną sprawę!

RIOUFFE

I z wszystkich więzień!...

REGALISTA II

Połączyć się potem z tłumem podejrzanych, zagrożonych, malkontentów na wolności...

MERCIER

Wystarczy organizacja, byśmy się stali potęgą równą rządowi!

DANTON

wstaje

Słuchajcie! cisza Nasi krewni muszą założyć ligę zewnętrzną. Trzeba wymyśleć system korespondencji. Niech Dillon natychmiast napisze do żony Camille’a...

CAMILLE

Na miłość boską! Nie wciągajcie mi Lucile!!

DANTON

Nie bądź egoistą, chłopcze! Ona może poruszyć cały Paryż! — ...aby rozpoczęła propagandę ligi. Wystawię listę ewentualnych członków...

LAFLOTTE

A ja przedostanę wam listy. Mam oddanego sobie dozorcę, ten to załatwi!

HÉRAULT

Na zwycięstwo nie ma co liczyć... ale gdyby...

WESTERMANN

Gdyby — no to koniec Konwencji, Komitetów, całej tej sromotnej adwokackiej tyranii!

CHAUMETTE

To nowy Dziesiąty Sierpnia!...

ŻYRONDYN I

Nareszcie jutrznia Wolności!...

DELACROIX

Panowie — panowie. Nie egzaltujmy się.

Wchodzi po cichu niespokojny dozorca.

DOZORCA

drżącym szeptem do Camille’a

Obywatelu... gość na was czeka...

CAMILLE

chce biec

Kto?... Moja żona?! Gdzie?...

DOZORCA

wstrzymuje go

Nie... nie... o, proszę posłuchać!... Tylko niech pan, proszę, nie mówi... powiedziałem, że pan przez pomyłkę do innej celi...

CAMILLE

O czym nie mam mówić? O co chodzi?

Obstępują ich ciasno.

GŁOSY

O co mu idzie? — Któż to taki? — Co się stało? — Co on tak kręci?...

DOZORCA

Panowie... ciszej, na Boga!...

Zniecierpliwienie przechodzi w niepokój.

PHILIPPEAUX

wchodzi

Desmoulins, Robespierre czeka na pana w celi trzydziestej piątej. obecni rozskoczyli się i drętwieją To korytarz na prawo. Camille śmiertelnie blady utkwił w Dantonie długie spojrzenie — wyrażające rzeczy, na które nie ma słów. Philippeaux wraca na swe miejsce Idź pan czym prędzej.

CAMILLE

wśród martwej ciszy — na wpół wyje, na wpół rzęży

O-ooo... Dan-ton.

DANTON

Na cóż czekasz, Camille? Idźże się ratować!

FABRE

Nikt cię nie wstrzymuje, Camille...

CAMILLE

wyłamuje ręce. Szeptem

Co ja mam począć?!...

PHILIPPEAUX

Idź pan czym prędzej, Desmoulins!

DANTON

Jeszcze tej nocy chciałeś go błagać o łaskę, a nie zdążyłeś — idźże teraz!

Camille obraca się ku niemu, osłupiały.

WESTERMANN

My wszyscy zginiemy — po cóż byś miał ginąć z nami?

DELACROIX

Wolisz chyba zajechać za tydzień do domu... niż na Plac Rewolucji?

DANTON

usuwa się uprzejmie

Proszę, przejdź, Camille...

CAMILLE

prostuje się

Proszę powiedzieć temu panu, że nie życzę sobie jego wizyt.

DOZORCA

Ależ panie... ja tego nie mogę...

PHILIPPEAUX

Desmoulins: to szantaż moralny, a pan przed nim tchórzysz!

CAMILLE

bliski szału

Powiedz mu, co chcesz! Nie wyjdę do niego i koniec!

FABRE

Powiedz mu, że Camille’a nie ma w domu!

Śmiech. Wypędzają Dozorcę.

DOZORCA

rozpaczliwie

Panowie!!...

WSZYSCY

bez Philippeaux

Dalej, dalej! — Wykręć się, to twoja rzecz!

Wypychają go.

DANTON

No, Camille — raz jeden przecież umiałeś postąpić po męsku. — Chodźmy!

Wychodzą wszyscy prócz Desmoulinsa i Philippeaux.

CAMILLE

stoi osowiały

Ostatecznie... honor stanowczo wymagał...

PHILIPPEAUX

podnosi oczy

Panu nie tylko na miłość — lecz i na prostą chciwość życia sił nie starczy.

Zapada ponury zmrok.

CAMILLE

rzuca się na łóżko

Ech, chciałbym już raz być pod ziemią...