ODSŁONA 2

U Dantona. Louise otworzyła drzwi na dzwonek Lucile, która stoi w drzwiach — rozpalona, wychudła, ochrypła.

LUCILE

Czy zastanę panią Danton?

LOUISE

obojętnie

Proszę. To ja.

LUCILE

przypatruje się jej z wyrazem przestrachu

Pani jest Louise Danton?... Żoną posła?!...

LOUISE

jak wyżej

I owszem. — Z kim mam przyjemność?

LUCILE

rozpaczliwie

Ileż pani ma lat?!

LOUISE

Szesnaście. — Kim pani jest?

LUCILE

bezdźwięcznie

Lucile Desmoulins... A cóż mi po tym podlotku! zawraca Przepraszam. zatrzymuje się i wraca Wszystko jedno. Pani musi mi pomóc.

LOUISE

wprowadza ją

Proszę usiąść.

LUCILE

siada

W jaki sposób chce pani ratować męża?

LOUISE

Wszelkie kroki z mojej strony byłyby bez celu.

LUCILE

po chwili oniemiałego milczenia

Czy pani zdaje sobie sprawę z sytuacji?!

LOUISE

Naturalnie.

LUCILE

Trzeba działać natychmiast. Jestem wolna. Mogę zrobić wszystko, co w ludzkiej mocy... a nie wiem, co!! — I nikt mi nie powie, nikt, absolutnie nikt!!! — O, jacyż ludzie są nędzni...

Straciłam już cały dzień. A Camille pisze... z więzienia... Przeczytałam pierwszy list. Dalszych nie otwieram. Bo mi nie wolno — bo mi nie wolno oszaleć!!!

LOUISE

Czy pani próbowała już coś przedsięwziąć?

LUCILE

Pytanie!... Naturalnie, że przede wszystkim chciałam przekupić ważniejszych przysięgłych. Kilku z tych w każdym razie wypadnie na ten proces... Co to jest?! Czemu oni nie chcą brać pieniędzy?! — Wyrzucono mnie za drzwi, jak psa, osiemnaście razy!

LOUISE

Oczywiście. To nie miało sensu.

LUCILE

Tłukłam się do drzwi wszystkich sędziów, oskarżyciela, prezydenta. Nie przyjęto mnie nigdzie. Na nic pieniądze, prośby, upór: gładka ściana i koniec!

LOUISE

Właśnie.

LUCILE

Ostatnia moja nadzieja, to Robespierre. Dlatego tutaj przyszłam. Panią wpuszczą do niego, bo nikt pani nie zna; ja wśliznę się za panią. — Staniemy przed drzwiami i nie ruszymy się z miejsca, nim nam nie ulegnie. Jeśli spróbuje nas wyrzucić albo odejść — przebiję się sztyletem w jego oczach. — Camille kochał go bardziej niż mnie... Prędzej: proszę się zebrać. — Niech pani nie bierze pudru!

LOUISE

spokojnie

Przed wrogiem Dantona nie upokorzę się za żadną cenę.

LUCILE

Dziecko! — A cóż znaczą upokorzenia, gdy chodzi o życie najdroższego człowieka?!

LOUISE

To absolutnie bezcelowe zresztą, pani Lucile. gniewny i rozpaczny okrzyk Lucile Ale proszę posłuchać, może mam sposób dla pani. Lucile zmusza się do uwagi Napisze pani do Robespierre’a, że mąż właśnie zamierzał wrócić na stronę rządu; a ponieważ teraz za późno, więc chciałby przynajmniej, żeby go Robespierre nie wspominał jako wroga. — Niech pani broń Boże nie prosi o łaskę! — Ten list musi mu zostać doręczony bezpośrednio, więc na ulicy. wstaje i zbiera przybory stojące na szafce Proszę pisać tu.

LUCILE

siada zgnębiona

No, spróbuję... O, ale to taki nędzny półśrodek...

LOUISE

Podaję pani jedyny sposób.

Lucile zwilżyła pióro; waha się.

LUCILE

Dziękuję pani... pisze parę słów; przerywa; opada o, mój Boże, jakżeśmy bezsilne!...

silny dzwonek

LOUISE

wstaje

Przepraszam. wychodzi otworzyć, Lucile próbuje pisać. Louise wraca, prowadząc Legendre’a ...Owszem. Właśnie przyszła.

Obejrzawszy się, Lucile się zrywa.

LEGENDRE

do niej

Obywatelko...

LUCILE

Nareszcie mężczyzna! — Słuchaj pan: jeśli Danton padnie, to Konwencja będzie zdana na łaskę Komitetu — a Komitet na łaskę Robespierre’a, który przecież wymusił ten proces. Czyż nie tak?

LEGENDRE

Tak, i właśnie...

LUCILE

Więc trzeba temu przeszkodzić!

LEGENDRE

Otóż to. Słu...

LUCILE

Posłuchaj mnie pan naprzód! — Legendre, pan umie zabijać... Legendre aż poskoczył naturalnie, jako rzeźnik — niechże się pan dziś w nocy zaczai na Robespierre’a i zabije go! Legendre cofa się oniemiały — potem uśmiecha. Louise wstrząsa powoli głową wpatrzona w stół On wraca nad ranem — ulice puste — nikt się nie dowie, że to pan — a Francja cała odetchnie! — Byle nie zwlekać: dziś w nocy! — Legendre, uratuje pan ojczyznę!!

LEGENDRE

klepie ją w ramię

Oszaleliśmy cokolwiek... no, nic dziwnego. gestem wstrzymuje jej wybuch A teraz proszę posłuchać.

siada. Louise uspokaja Lucile dotknięciem w dłoń; skłania ją, by też usiadła

Moje panie, mówiąc między nami, Konwencja się zbłaźniła. Robespierre zawrócił nam głowę dziś rano, daliśmy się porwać jak zwykle — no, a teraz zaczynamy rozumieć, cośmy sobie zadekretowali, i gorzko żałować. — Ot, wiecznie ta sama historia.

Za to więźniowie mądrzejsi. Wymyślili arcyciekawy plan... Obywatelko, czy pamiętacie generała Dillona? skinienie Lucile Otóż on pokłada w was nadzieje. Macie tu list od niego.

Lucile bez słowa chwyta list i odchodzi do okna. Po ruchach widać, że już odżyła.

LOUISE

Cóż to za plan?

LEGENDRE

Danton zamierza poruszyć opinię na swą korzyść z ławy oskarżonych. Jeśli mu się to uda — Trybunał nie waży się ich tknąć. A Komitet będzie bezsilny, bo mu już Konwencja na rękę nie pójdzie...

Chodzi teraz o to, żeby wesprzeć Dantona z wszystkich stron: więźniowie polityczni organizują się wszędzie, a wszyscy wolni malkontenci powinni się zjednoczyć w ligę zewnętrzną z komitetem naczelnym.

LOUISE

Jeśli chodzi tylko o zwolnienie — to na cóż organizacja więźniów? Albo ta liga... oj, Legendre: to mi jakoś pachnie zbankrutowanym planem hebertystów.

LEGENDRE

przestraszony

Obywatelko, miejcie rozum! Któż widział myśleć o takich rzeczach! ciszej No, a gdyby nawet: porównajcież okoliczności. Wtedy Paryż był zaspany; dziś trzęsie się z podniecenia. — Wtedy nikt nie miał poważniejszych pretensji do Komitetu; dziś, pani szanowna, despotyzm Komitetu zraził mu już połowę ludności — a przede wszystkim samą Konwencję! jeszcze ciszej Wierzcie mi: gdyby się dziś ktoś zdobył na odwagę... ale psst! Nie ma o czym gadać.

LUCILE

składa list i podchodzi

Nie zawiodą się na mnie. Dziś wieczór liga będzie istnieć i działać. — Czy ma pan listę adresów?

LEGENDRE

podaje

Proszę. Na pierwszej stronie przyjaciele Dantona.

LUCILE

przegląda uważnie

...czyli sami kapitaliści. To bardzo ważne: trzeba będzie przecie zebrać sporą garść ludzi na przedmieściach. — Trzeba opłacić agitatorów, obsadzić galerie — także w Klubie i Konwencji — a nawet otoczyć Trybunał.

LEGENDRE

Na miłość boską! Nie tak głośno!

LUCILE

Bogaci krewni oskarżonych muszą poświęcić połowę ruchomego majątku...

LEGENDRE

przychyla się wstecz

Ho, ho, ho! Spróbujcie no im to powiedzieć!

LUCILE

składa i chowa listę

Już ja im powiem, Legendre. A skąpcom wytłumaczę, że upadek Dantona to dyktatura nieubłaganego terroru i olbrzymie ciężary fiskalne. Żeby temu zapobiec — wszyscy otworzą kiesy. odchodzi; przez ramię Legendre, do samej śmierci będę panu wdzięczna.

LEGENDRE

Psst, obywatelko! Lucile zatrzymuje się u drzwi Znają was; jeśli zaczniecie uganiać się po całym mieście — szpicle się do was przylepią. Niechże pani Danton obejmie połowę adresów. Louise spokojnie wstrząsa głową Cóż to?!...

LUCILE

To strata czasu. Ta kobieta nie ma serca.

LEGENDRE

Zaraz, zaraz. — I czemuż to nie chcecie pomóc? Przecie chodzi o waszego męża!

LOUISE

Wiem. — Ale po pierwsze, plan wasz jest absurdem...

LEGENDRE

rozgniewany

A to czemu, proszę pani?

LOUISE

Czemu? — Bo Komitet jest zbyt mądry, by się dał podejść w tak dziecinny sposób, i zbyt potężny, by mu bandy przekupionych obdartusów mogły zaszkodzić. — Po drugie, spisek gniewne haut-le-corps101 Legendre’a musi się wydać bardzo rychło i przyspieszy zgubę wszystkich oskar...

LUCILE

Chryste Panie! Jak można coś podobnego powiedzieć!!

LOUISE

Lucile, niech pani pójdzie za moją radą. Niech się pani nie da wciągnąć w to szaleństwo.

LUCILE

zachwiana na chwilę

Nie. Tu nie czas na półśrodki. — A jeśli przegramy, no — to przynajmniej zginiemy wszyscy razem.

LOUISE

Skoro tak, to co innego. — Mnie natomiast życie teraz właśnie znów się uśmiecha, więc nie wyrzucę go przez okno ze strachu przed sądem bliźnich. Nie wezmę udziału w waszych spiskach i nie poświęcę ani franka.

LUCILE

łagodnie, z ręką na klamce

To się nazywa nikczemność, szanowna pani.

LOUISE

I owszem.

Lucile wychodzi.

LEGENDRE

przysuwa się poufale

Oj, mądra, mądra główka! — Więc jużeśmy znaleźli pocieszyciela po mężuniu? — To wcześnie... ale nic dziwnego przy takiej buzi...

Chce ją objąć. Louise wstaje spokojnie i odkłada przybory do pisania. Niszczy rozpoczęty list.

LOUISE

Zdaje mi się, że pan też nie płonie głodem poświęcenia.

LEGENDRE

spokojnie siedzi dalej, z uśmiechem

Hm... no nie. — Dzielnej pani Lucile z całej duszy życzę powodzenia — i będę diabelnie rad, a ze mną cała Konwencja, jeśli im się uda. — Na razie jednak wolę nie włazić Komitetom w paszczę.

LOUISE

zamyka szafkę

Właśnie. — A teraz proszę mnie opuścić.

LEGENDRE

podnosi się w nagłym przestrachu

Żebyś mogła lecieć prosto do Comsuru i donosić, co? — Waż no mi się, ty ma...

LOUISE

Donosiciele kiepsko wychodzą na swym rzemiośle, Legendre! Los Chabota nie zachęca do naśladownictwa!

LEGENDRE

Toteż radzę siedzieć cicho! — Słuchaj no, mała: jeśli piśniesz jedno słowo — poświadczę, żeś to ty ten plan wymyśliła. — A wówczas dobranoc, piękne oczęta!...

LOUISE

Ach, więc to pan chce ich zdradzić? — Nie przeszkadzam. Tam są drzwi.

Legendre wychodzi, wściekły i nieufny.