ODSŁONA 3

Przedsionek Trybunału Rewolucyjnego. Bariera przez środek odgradza wejście dla sądu — po lewej, od wejścia na galerię. Woźny I na lewo w głębi, II na prawo z przodu. W lewej ścianie trzecie drzwi do pokoju przysięgłych. Orientacja tłumu: wesołe podniecenie masowej rozrywki. Fouquier-Tinville102 czyta za zamkniętymi drzwiami akt oskarżenia. Cisza.

ŻURNALISTA I

wchodzi żywo po lewej, pokazuje dwa papiery

Redaktor „Latarni Wolności’’ z Versailles. Oto licencja.

WOŹNY I

Co, jeszcze jeden! kontroluje A toście się chyba z całej Francji zlecieli?!

ŻURNALISTA I

Spodziewam się! Prędzej!

WOŹNY I

oddaje papiery

Ale będziecie stać. Od północy wszystko zajęte.

z głębi:

GŁOS FOUQUIERA

gdy Żurnalista wchodzi

...na to, że w porozumieniu z wrogiem...

Nieuchwytny poszum zgorszenia. Stłumiony okrzyk Dantona. Na prawo: wbiega Partia 1, dwie osoby.

OBYWATEL I

do Woźnego II podczas kontroli kart

Akt oskarżenia skończony?

WOŹNY II

Prokurator właśnie kończy.

W głębi: głos Dantona zrywa się wśród spokoju.

OBYWATEL II

O! — Słyszysz go?!...

OBYWATEL I

wyrywa Woźnemu karty

Byleśmy się tylko zmieścili!...

Wtłaczają się z trudem. Przez otwarte drzwi, z głębi:

GŁOS DANTONA

...podły Saint-Just, odpowiesz przed potomnością za to bluźnierstwo!...

Następnie, przy zamkniętych drzwiach, spokojne napomnienie prezydenta Hermana103, który się potem zwraca do Fabre’a. Po słowach Dantona pierwszy, bardzo lekki szmer zajęcia; ustaje podczas przesłuchu Fabre’a. Spokój.

Na lewo:

ŻURNALISTA II

w ubraniu podróżnym, wbiega pospiesznie. Zatrzymany przez Woźnego I podaje mu kartę

Redaktor „Chorągwi’’ z Reims! Puśćcież!!

WOŹNY I

A licencja?

ŻURNALISTA II

Co takiego znowu?!...

WOŹNY I

Dekret Zgromadzenia: nie wolno notować przebiegu tych rozpraw bez licencji od Komitetu Bezpieczeństwa. Żurnalista bez słowa zawraca na prawo Na galerii aresztują piszących! Zresztą w całym gmachu szpilki by nie wetknął.

ŻURNALISTA II

na środku

Czy ten Komitet osz...

Wchodzą Billaud i Vadier. Żurnalista ulatnia się spiesznie pod ich niezbyt życzliwym spojrzeniem.

VADIER

do Woźnego I

Stańcie u wejścia: przyjdzie ich jeszcze mnóstwo. Gotowi by wywalać drzwi.

Woźny odchodzi w lewy korytarz.

DUMAS104

wbiega i zderza się z nim

Czy oskarżyciel jeszcze mówi?

WOŹNY I

Już skończył, obywatelu wiceprezydencie.

Znika. Dumas wita deputowanych spiesznym skinieniem.

VADIER

Niech Fouquier wyjdzie do nas, gdy tylko zdoła.

Dumas daje znak i wchodzi na salę.

z głębi:

GŁOS FABRE’A

...i Delaunay są mi kompletnie obcy. Z Chabotem nigdy słowa nie...

po lewej:

VADIER

Przecie wszystko w porządku? Też było o co się denerwować!

BILLAUD

złowróżbnie

Cierpliwości, kolego.

z głębi:

Herman zwraca się do Dantona; poruszenie oczekiwania. Potem szmer zajęcia, wyraźniejszy, wzrasta z wolna. Danton zaczyna donośnie, lecz stosunkowo bardzo spokojnie. Rozgrzewa się stopniowo.

po prawej:

Wpada Partia 2, pięć osób. Woźny II musi ich energicznie przytrzymać.

WOŹNY II

Hallo! A karty?...

równocześnie, po prawej:

OBYWATEL I

Tylko prędko! Prędko!!

OBYWATEL II

No, teraz zacznie się heca...

po lewej:

DUMAS

wbiega z głębi; trzyma naprzód drzwi nie domknięte

Fouquier każe przeprosić: teraz ani na sekundę...

rozmawiają półgłosem

z głębi:

GŁOS DANTONA

coraz gwałtowniej

...mam wspólnego z tą kanalią? — Kto śmiał posadzić takiego złodzieja Chabota — tuż obok mnie?! Czyście doszczętnie z wstydu wyzuci?! Nas, awangardę Rewolucji — najczystszych...

Dumas zamyka drzwi, zostając w przedsionku.

po prawej:

OBYWATEL I

Ten ci ma tupet!

OBYWATEL III

A słusznie! Kto widział mieszać go z tymi pluskwami?!

OBYWATEL IV

No, no... Komitet już tam wie, co robi.

po lewej.

Dumas wraca na salę.

OBYWATEL V

Danton nie anioł, Poireau!

z głębi:

GŁOS HERMANA

bardzo spokojny

...wykażą, czy zestawienie oskarżonych jest uzasad...

Kontakt między Dantonem a tłumem nawiązany. Odtąd znać napięcie. Szmer rośnie. Stronniczy protest kiełkuje, lecz sąd panuje jeszcze nad masą.

po prawej:

OBYWATEL I

rewizja skończona

Nareszcie!!

Chwytają karty i biegną.

OBYWATEL IV

Oj... nie wtłoczymy się już!...

W otwartych drzwiach starcie wśród syków o ciszę. Obywatele II i IV wślizgują się, reszta pcha się daremnie.

z głębi:

GŁOS DANTONA

...za plecami, niechże się odważą stanąć tu przede mną i powtórzyć swe sromotne oszczerstwa! szmer już napiętego przyjęcia — stłumiony jeszcze Niechże się ważą, a w oczach ludu zetrę ich na miazgę faktami z ich własnej kariery! szmer zaczyna wyrażać zachwyt — po większej części z świetnej zabawy, po mniejszej — już i moralnej natury. Billaud przesyła ku Vadierowi sarkastyczny uśmiech Odsłonię w ich życiu taką bezdeń hańby, że już się nie ośmielą spojrzeć światu w oczy! tłum zaintrygowany; mimowolne pytające okrzyki, skierowane do nikogo Z nicości wypełzli, żeby mnie błotem obrzucić — w nicość ich zepchnę jednym słowem prawdy!

Pierwsze nieartykułowane wykrzykniki. Ogólne poruszenie. Dzwonek po raz pierwszy; hałas opada natychmiast, lecz szmer podniecenia już nie ustaje. U wejścia zajadła, cicha kłótnia.

GŁOS DUMASA

Poręcz pęknie! Zamknąć te drzwi na klucz!

Następnie: względnie spokojny dialog DantonFouquierHerman. Trzej wykluczeni nie stawiają oporu.

równocześnie, po prawej:

OBYWATEL I

Chodźmy do okna!

OBYWATEL III

U każdego cały tłum.

OBYWATEL IV

Od rana siedzą sobie na plecach...

OBYWATEL I

u płyty drzwi

Pssst!... Słychać wszystko...

Przylepiają głowy do drzwi.

po lewej:

BILLAUD

Wszystko w porządku... co?

VADIER

Niedorajda ten Fouquier...

BILLAUD

Obaj za słabi. — A będzie gorzej; to dopiero wstęp.

VADIER

Cóż, kiedy Robespierre zawsze musi postawić na swoim...

po prawej:

PARTIA 3

siedem osób, wpada i odsuwa Woźnego

Będzie bitwa, zobaczycie! — Co za głos, psiakrew!

u drzwi konflikt z Partią 2

PARTIA 2 i WOŹNY II

Nie ma już miejsca. — Zamknięte!

Próbują. Nie śmieją się dobijać; naśladują trzech wykluczonych. Kłótnia, gdyż nie mogą się pomieścić.

PARTIA 3

Rzeczywiście! — Na klucz! — O psiamać, do pioruna! — A posuńcież się, do stu katów!

Dwu się zmieściło; ci już się nie ruszają.

NOWO PRZYBYŁY

odkrył drzwi po lewej

O... tędy!

Partia 3 biegnie za nim.

PARTIA 2 i WOŹNY II

Hola! Psst! Tędy nie! — Nie wolno! — Wejście dla Sądu!

po lewej:

BILLAUD

cicho

Obywatele, nie ma już miejsca: odejdźcie.

Śmiałkowie zatrzymują się natychmiast; jeden przelazł już barierę, więc wraca.

po prawej:

PARTIA 3

powstrzymana

Dla sądu... — co, nie wolno? — A czemu? — Daj pokój. — Trudno. — Chodźmy.

Odchodzą z wyjątkiem dwu u drzwi.

w głębi:

Głos Dantona, bardzo poważny, rozlega się z szczególnym naciskiem. Na sali szmer zamilkł, ustępując ciszy głębokiego skupienia uwagi.

po prawej:

OBYWATEL III

z satysfakcją

Ten Fouquier posiwieje do wieczora, jak B...

OBYWATEL I

naraz intensywnie zajęty

Cicho!! — Słu...

Skupienie i napięcie udziela się wszystkim. Wszędzie niezwykła, nieruchoma cisza. Słuchają.

po lewej:

VADIER

przysunął się do drzwi; podnieconym szeptem

Hej, Billaud! Chodź no, posłuchaj...

Słuchają w skupieniu. Chwila zupełnego zawieszenia.

po prawej:

OBYWATEL IV

półgłosem

Hallo!... Co to znaczy...

OBYWATEL I

szeptem, z pasją

Stul pysk!...

znów doskonała cisza

w głębi;

Danton skończył. Szmer wybucha, pełniejszy i gwałtowniejszy: tłum nawiązał już i wewnętrzny kontakt. Nerwowe konferencje, domysły, pytania, twierdzenia i negacje. Podniecenie wzrasta: dzwonek coraz częstszy, coraz krócej działa. Oskarżeni ożywili się również i rozprawiają między sobą; nie można ich oczywiście wyróżnić. — Zakłopotana odpowiedź Hermana tonie w tym nerwowym — lecz wciąż stłumionym — poruszeniu. Tłum zaczyna się dzielić na strony: poparcie dla oskarżonych przeważa. Lecz wesoły ton zasadniczy nie ulega zmianie.

po lewej:

BILLAUD

gwałtownie

Właśnie tego się spodziewałem! Wiedziałem, że na to wpadnie!

po prawej:

OBYWATEL IV

natarczywie

O co mu chodzi? Jakich świadków?

NOWO PRZYBYŁY 2

Dla obrony...

OBYWATEL III

Swoich kolegów z Konwencji... wiecie, to byczy pomysł!

OBYWATEL I

Będziesz ty cicho?!...

w głębi:

Pierwszy wyraźny głos z tłumu wyskakuje ponad szmer ostrym potwierdzeniem. Budzi wesoło-oburzony protest — pisk kobiecy — i znacznie silniejsze poparcie innych głosów, potwierdzających, żądających. Dzwonek już ledwo pomaga. Herman podnosi po raz pierwszy energicznie głos i wywołuje — lecz już tylko stopniowo — onieśmielenie i względną ciszę. — Herman i Fouquier zwracają się do Héraulta; dialog znów spokojny. Lecz Hérault rozśmiesza tłum, wpadłszy w dobry humor. Śmiech galerii, na razie silnie stłumiony, milknie zawsze na dzwonek.

zewnątrz, po prawej:

Na końcu długiego korytarza powstaje hałas.

na prawo:

OBYWATEL IV

zluźnienie uwagi, gdyż Danton skończył

No... jeśli tak ma być dalej!...

OBYWATEL III

Ależ! Jeszcze ani się nie zaczęło!

na lewo:

Fouquier wchodzi, czerwony, spocony, zły.

z głębi:

GŁOS DANTONA

przerwał cudzy przesłuch. Odtąd przerywa coraz częściej.

...kategorycznie odmawiamy, dopóki tu nie staną nasi...

Następnie: poparcie tłumu — który, jak na igrzyskach, z ożywienia popada w histeryczną rozwiązłość — krótkimi, podniecającymi okrzykami, na przykład: „Otóż to! — Masz rację! — Dobrze mówi! — Dalej! Nie daj się! — Słusznie! — To ich prawo!’’

Oczywiście przy zamkniętych drzwiach nie słychać słów, lecz mimo gwałtowności poparcie nie przybiera agresywnego charakteru: brak poważnej politycznej orientacji; brak namiętnego oburzenia, tej magicznej dźwigni wszelkich masowych poruszeń. Krótkie starcie między Dantonem — wspieranym przez Héraulta, Desmoulinsa i Westermanna — a dobitnym, lecz jeszcze spokojnym, głosem Hermana.

po lewej:

FOUQUIER

do wykluczonych

Na korytarzach stać nie wolno. Proszę wyjść.

po prawej:

OBYWATEL I

jeszcze niepewnie

Ale jak w środku nie ma miejsca...

OBYWATEL III

coraz zuchwałej

To trudno! Musimy tu zostać!

NOWO PRZYBYŁY 2

Mamy prawo stać choćby na dachu!

po lewej:

FOUQUIER

Proszę — natychmiast — wyjść!

Woźny II podchodzi, niezbyt skwapliwie.

po prawej:

WYKLUCZENI

Niby czemu? — Też nowy dekret, co? — A może Konwencja zniosła jawność rozpraw? — O, czemuż by nie!

po lewej:

FOUQUIER

Precz, nim was każę wyrzucić!!

po prawej:

WYKLUCZENI

jednak znacznie ciszej — cofają się z wolna, popychani przez Woźnego. Mszczą się, kpiąc półgłosem

Aha, odbija sobie na nas. — Tutaj, to pan. — Tutaj to nosa zadziera. — A tam schował się pod stół! — Właśnie wylazł, patrzcie tylko, jaki czerwony!

Wychodzą.

po lewej:

BILLAUD

Obywatelu Fouquier...

FOUQUIER

w rozpaczy zatacza się na poręcz

Za-raz!!! — Jezus Maryja, dajcie mi wytchnąć albo szlag mnie trafi!

Ociera twarz chustką.

VADIER

To wcześnie.

zewnątrz, po prawej: silniejszy zgiełk

po lewej:

VADIER

Cóż się tam znowu dzieje?!

Dwóch Woźnych z sali biegnie w stronę zgiełku.

w głębi:

GŁOS HERMANA

zirytowany, lecz wciąż opanowany

...że nie wasza kolej, Danton?! — A was, obywatele, ponownie ostrzegam...

Następnie: odpowiedź Dantona, poufała i drwiąca, pod koniec zwraca się do tłumu wprost; część galerii wpada w ton kpiący; Danton zachęca ten nastrój — lecz jeszcze znać tłumik.

po lewej:

FOUQUIER

do Woźnych

Wy dokąd?

WOŹNY III

Prezydent kazał pilnować tego wejścia, bo zaczynają szturmować.

Przebiegają na prawo, przeskoczywszy barierę.

w głębi:

Wśród znów przytłumionego szumu — przesłuch Desmoulinsa. Ton Camille’a, zrazu wesoło wyzywający, przechodzi stopniowo w histeryczne zdenerwowanie, w kobiecy krzyk. Tłum coraz swobodniej okazuje — po części sympatię, po części (szczególnie pod koniec) lekceważenie. Kobiety litują się i wyśmiewają go piskliwie. Czyli że sąd stracił wprawdzie autorytet, ale Camille gotów ściągnąć zabójczy francuski śmiech i na swoje stronnictwo. Dlatego Danton przerywa coraz częściej, zwracając się wprost do tłumu. Za każdym razem budzi gwałtowniejszą reakcję. Hérault, Westermann i Delacroix naśladują go. Gwałtowny dzwonek Hermana działa teraz na maksimum trzydzieści sekund.

zewnątrz, po prawej:

Hałas cichnie na pewien czas.

na lewo:

FOUQUIER

podnosi się

Panowie: donieście Komitetom, że Konwencja musi wysłać natychmiast, jako świadków na żądanie oskarżonych, deputowanych: Cour...

BILLAUD

Wiemy. — A wam, oskarżycielu, Komitety donoszą, że czas najwyższy okazać nieco energii.

FOUQUIER

oburzony

Nieco — energii!!... Więc niby co?! Mam robić z siebie widowisko, tak jak on?!

VADIER

Właśnie! Daliście mu się rozwyć na całe miasto!

w głębi:

Teraz właśnie Desmoulins zaczyna krzyczeć. Dialog między nim a sędzią Dobsenem — wspieranym przez Hermanna — grozi przejściem w kłótnię. Słysząc śmiech tłumu, Danton — z poparciem kolegów — wtrąca sarkastyczne uwagi, coraz częściej wprost do galerii, by skierować śmiech ten z powrotem na głowy sądu. Galerie reagują aprobacyjnie, podejmują i podbijają żarty. Związek taki jest groźny dla sądu, który go jednak na razie ignoruje.

po lewej:

FOUQUIER

A jakże ja mu pysk mam zamknąć?! Czyście oszaleli?! — W ogóle: do czego wy mi się wtrącacie? Nie jesteście obecni, a wydajecie sądy?! — Jakim prawem?!

BILLAUD

Komitety mają was na oku, Fouquier. Wiemy o każdym słowie.

FOUQUIER

głosem stłumionym z gniewu

Mnie, oskarżycielowi publicznemu, śmieliście nasłać szpiclów na kark?!!...

VADIER

A jakże, Fouquier! Pańska chwiejność nie wzbudza zaufania!

zewnątrz, po prawej:

Hałas wznawia się silniejszy. Woźny II idzie pomóc.

po lewej:

BILLAUD

Wiedz pan, żem żądał pańskiego aresztowania.

FOUQUIER

dławiony, zatacza się prawie

Mo... mojego a... oniemiała przerwa

w głębi:

Pierwszy grzmiący wybuch śmiechu Dantona. Wtórując mu, galerie zrzucają nareszcie tłumik. Herman reaguje pierwszym wybuchem: zdradza zasób energii, który daje tłumowi do myślenia. U jednych wzbudza szacunek, drugich onieśmiela. Mimo sarkastycznej odpowiedzi Delacroix i prowokacyjnego śmiechu Camille’a, galerie trzeźwieją. Za to — budzi się pomruk wrogi.

po lewej:

BILLAUD

Już by pan siedział, tylko Robespierre odradził...

VADIER

Żeby nie odwlekać procesu... rzekomo.

zewnątrz, po prawej:

Hałas się wzmaga. Woźny I przebiega z przeciwległego korytarza.

w głębi:

Wśród tego nowego pomruku, który w następstwie cichnie, Herman rozpoczyna przesłuch Delacroix. Gdy widzi, że napięcie opadło, powierza Dumasowi zastępstwo i wychodzi.

po lewej:

FOUQUIER

wybucha. Głos, zrazu ściszony, podnosi się stopniowo

Do stu tysięcy par milionów diabłów, a prowadźcież go sobie sami, ten wasz zatracony proces! A radźcież sobie sami z tym bydlęciem, co ryczy i ryczy jak słoń zarzynany! — Mówię wam: przyślijcie mu świadków i to na gwałt; inaczej diabli wiedzą, co się stanie!

Chce biec. Billaud wstrzymuje go.

BILLAUD

ruchem ręki powstrzymał Fouquiera

Nasza odpowiedź: albo doprowadzicie proces do wiadomego wyniku, albo — następny wytoczą wam.

u wejścia krzyki

Środki to wasza rzecz.

Świadków odmówicie. Fouquier poskoczył Nie przesyła się wrogowi posiłków. — To wszystko.

Zamierza odejść.

FOUQUIER

dygoce z furii

Świadków mu-si-cie...

zewnątrz, po prawej:

U wejścia walka wśród wrzasku.

po lewej:

Wpada Herman i zatrzymuje się. Za nim czterech Woźnych, którzy biegną kolegom na pomoc.

z głębi:

GŁOS DELACROIX

...Miączyński105 kłamał! Nie mówiłem o łupie wojennym! — Zresztą Danton był zawsze...

Napięcie znowu wzrasta — a brak energii i umiejętności Hermana. Następnie: Danton wtrąca się gwałtownie; Dumas, wpadając w pasję, traci resztę powagi i władzy nad tłumem. Między nim a Delacroix wybucha coraz gwałtowniejsza kłótnia. Biją pięściami w stół; Danton wtrąca czasem krótki okrzyk jak spięcie ostrogą, podejmowany przez towarzyszy i galerie. Tłum zachwycony zanosi się od śmiechu i krzyczy, lecz ciekawość powstrzymuje go od krzyku powszechnego lub wycia. Wrogi pomruk — groźny symptom poważnego przejmowania się — raz wzbudzony nie ustaje już. Wnet Delacroix i Dumas starają się wzajemnie przekrzyczeć.

po lewej:

HERMAN

bez tchu — podaje Billaudowi papier, którego ten nie bierze

Panowie, oto lista świadków dla obrony. Proszę was, spieszcie się bardzo; słyszycie, co się dzieje.

VADIER

Do tego nie wolno wam było dopuścić!

Fouquier zawrócił i podszedł między nich.

zewnątrz, po prawej: pertraktacje; zawieszenie, lecz nie spokój

na lewo:

HERMAN

zdumiony, wyniosły

Nie wie pan, co pan mówi. — Nie chcą odpowiadać, dopóki nie wezwiemy...

BILLAUD

Choćby mieli gmach rozsadzić — odmawiacie!

FOUQUIER

Przecie nie mamy prawa!!!

HERMAN

cofa się o krok

Co!! — Wykluczone. Mają przecie prawo za sobą. Tłum rozzuchwalony popiera ich już jednogłośnie. Odmówić nie możemy.

w głębi:

Dumas zwyciężył. Na nieopanowany jego krzyk podnosi się nagle namiętny, poważny protest innego pierwiastka w tłumie: tego, który nie dla samej tylko orgii, lecz — nieświadomie — dla zbawienia duszy brał udział w każdej z licznych grandes journées106 ostatnich lat. To żywioł o najwyższym napięciu żywotnym; zgodnie zatem z prawem natury wszyscy podejmują nutę, jaką ci ludzie nadali. Protest jest tak głośny, że prawie słychać słowa: „Daj mu mówić! — Nie przerywać oskarżonym! — Wolność słowa w sądzie!’’ — krótkie zawieszenie, podczas którego Delacroix kończy zdanie przerwane przez wiceprezydenta.

po lewej:

HERMAN

Proszę, osądźcie sami.

Widać, że Billaud, wstrząśnięty, zachwiał się.

FOUQUIER

A ciągle grożą rewelacjami przeciwko wam!

VADIER

Billaud, tych świadków trzeba będzie przysłać.

BILLAUD

nie przeczy

Trzeba będzie gmach wojskiem otoczyć.

przestrach

FOUQUIER

To szaleństwo! Lud...

w głębi:

Danton wpada jak bomba w zawieszony chór, który momentalnie wybucha w nieosiągniętej dotąd pełni. Przebudzony pierwiastek fanatyczny nie występuje już jawnie po raz drugi, lecz towarzyszy wyczuwalnie, niepokojąco, pierwiastkowi uciechy. Powstaje orgia. Ryk Dantona płynie w tryumfie na spienionych bałwanach wrzasku, śmiechu, histerycznego pisku kobiet, świstu i podziemnego pomruku. Wszystko na tle oszalałego dzwonka.

zewnątrz, po prawej:

Tym podsycona na nowo walka wtacza się za chwilę w korytarz.

po lewej:

HERMAN

Będę zmuszony przerwać rozprawy, panowie!

zewnątrz, po prawej:

Już są w korytarzu. Cały gmach dudni. Hałas strojony.

po lewej:

FOUQUIER

poskoczył na zbawczą myśl. Krzyczy jak przez tajfun

Słuchajcie!! pociąga ich ku przodowi Niechże Konwencja sama rozstrzygnie kwestię świadków, skoro chodzi o jej członków!

ulga powszechna, ale Vadier niespokojny

BILLAUD

po sekundzie — z ulgą

Dobrze. — Fouquier, idź i powiedz im pan. Vadier ciągnie go ku wyjściu na lewo List prześlecie jednak na ręce Komitetu Ocalenia!

Obaj zatrzymują się króciutko mimo pośpiechu i przesyłają mu ostre spojrzenie, które on ignoruje. Fouquier wchodzi w głąb.

z głębi:

GŁOS DANTONA

szyderczy wśród hałasu

...ludu francuski? Jak sędziowie prawo wykręcają? sarkastyczna i oburzona aprobacja Świadków obro...

Pod wściekłym dzwonkiem i — zapewne — znakami Fouquiera hałas cichnie; na razie jako wyraźne zawieszenie, potem definitywnie.

zewnątrz, po prawej i lewej:

W korytarzu na prawo szturmujący zwyciężyli; lecz słychać, że i na lewo, u końca dłuższego korytarza, lud szturmem zdobywa wejście. Od prawej wpada zwycięska Partia 4, dziewięć osób. W odstępach po kilka sekund dochodzą cztery, dwie, pięć osób.

po lewej:

Billaud od przodu na lewo, Herman od drzwi w głąb, zawracają ku środkowi. Vadier chce uciec na lewo, lecz cofa się, słysząc i tam oblężenie. Stara się ukryć, nieco roztrzęsiony.

po prawej:

PARTIA 4

w świetnym humorze

Słychać go aż za mostem... Ściany się trzęsą, patrzcie tylko! — On jeszcze gotów wygrać, słowo daję! — No, którędyż to?

po lewej:

HERMAN

Hola! Czego wy chcecie?

Vadier trzyma się za kolegami.

po prawej:

PARTIA 4

rzuca się na drzwi na prawo

Wejść! — Chcemy wejść i słuchać! dobijają się Hej, otwórzcie! — Otworzyć tam! — Wywalimy drzwi!!

po lewej:

HERMAN

Nie ma — już — miejsca! Proszę wyjść!

Billaud spiesznie zastawia sobą drzwi po lewej. Vadier wtula się w kąt po jego prawej, gdyż...

po prawej:

Partia 4 odkryła te drzwi i rzuca się ku nim z krzykiem tryumfu.

po lewej:

HERMAN

Wejście wzbronione! Poszanowania dla sądu!

Odsuwają go dobrodusznie.

PARTIA 4

To nas nie obchodzi! — Wszędzie wolno! — Chcemy wejść! szyderstwo Poszanowania, hę? — Dajcie naprzód Dantonowi radę! — Niedołęgi! — Uciekli przed więźniami! — Tchórze! do Billauda Na bok!

BILLAUD

głosem niespodziewanie potężnym

Jestem przedstawicielem narodu!

To działa. Rozmach się łamie, nie ważą się go tknąć. Masa zatrzymuje się, uspokaja — zrazu mruczy i kpi, lecz wnet słucha uważnie, w milczeniu.

w głębi:

Wśród coraz chłodniejszej — trzeźwiejszej — ciszy Fouquier ogłasza zamiar zwrócenia się do Konwencji. Następuje rzeczowa dyskusja i zgoda.

zewnątrz, po lewej:

Masa wyłamała zamek i rozsypała się z hałasem po korytarzu.

na lewo:

BILLAUD

Obywatele! Kto zakłóca porządek publiczny, oddaje wrogom przysługę — dzisiaj ważniejszą niż zwykle! Partia 5, cały tłum, wpada od lewej. Lecz zatrzymuje się na widok kościelnego zachowania poprzedników i cichnie również. Tylko pierwsze z następnych słów są przygłuszone Cofnijcie się! Inaczej Konwencja otoczy Trybunał wojskiem i nikt nie dostanie się nawet do okien!

NAJEŹDŹCY

szmer oburzenia, lecz bez przekonania

Wojskiem... On mówi wojskiem... Co, chcą otoczyć?! poszczególne głosy Jak to, przecie rozprawy są jawne! — Mamy prawo słuchać! — Jeszczeście gotowi strzelać! — Akurat jak za tyrana!...

BILLAUD

Ale nie macie prawa ubliżać sądowi! — Ludzie, za tyrana byliście motłochem... lwi pomruk; coraz głębsza uwaga dziś jesteście wolnymi obywatelami. Wy jesteście dziś panami miasta parę zadowolonych potwierdzeń i dlatego wy odpowiadacie za jego spokój. Rząd wasz służy wam, nie wy rządowi; wspierajcież go, zamiast mu przeszkadzać! inteligentniejszy wyraz aprobacji u kilku osób Idźcie zatem i sami pilnujcie porządku.

w głębi:

Oskarżeni wyrażają zgodę. Ożywienie, lecz spokój zupełny.

na środku:

NAJEŹDŹCY

pomruk dziecinnego uporu

Ech, gadanie! — Ładne mi panowanie, jak nam nic nie wolno! — Co mi tam! — Ja chcę słuchać i koniec! stanowcze poparcie Cicho bądź, dobrze mówi! — Tak, tak! Słusznie! — Mądrze powiedział! — Dalej, wychodźmy!

Cofają się, po części dobrowolnie, po części ciągnieni przez energiczniejszych.

GŁOS

podjęty przez wszystkie. Unoszą czapki

Niech żyje Konwencja!

Dzielą się na prawo i lewo i wychodzą.

po lewej:

HERMAN

Billaud — Trybunał składa wam podziękowanie.

Billaud przyjmuje uścisk ręki chłodno, z lekceważącym wzruszeniem ramion dla własnej zasługi.

FOUQUIER

wraca

Uff! — Zgodzili się...

w głębi:

Stłumiony szmer ożywienia; oskarżeni rozmawiają, pełni otuchy.

GŁOS CAMILLE’A

szalenie podniecony, lecz prywatnie

...wobec tego pewne, bo Konwencja wyśle ich nam zaraz. wybuch nerwowej radości O, przyja...!!

na lewo:

FOUQUIER

zamyka drzwi za sobą

Zyskaliśmy może kwadrans spokoju. — Idę pisać; do Hermana podpiszesz na sali.

Otwiera drzwi w środku lewej ściany prowadzące nie tylko do pokoju przysięgłych, lecz i do rodzaju foyer.

BILLAUD

przez ramię

Na ręce naszego Komitetu, pamiętajcie!

sekunda zawieszenia, przeszywających spojrzeń

VADIER

przystaje, tonem jak igła

Dlaczego?

Billaud ignoruje go.

FOUQUIER

od swoich drzwi

Tylko niech się na miłość boską pospieszą z odpowiedzią!

HERMAN

od drzwi na salę, z uśmiechem o charakterze bezwiednie heroicznym

Bo to jak podróż na płonącym statku, panowie!

Exeunt omnes107