ODSŁONA 1
Sala posiedzeń w Comité de Salut Public. Prezyduje Collot d’Herbois. Barère, Billaud-Varenne, Carnot, Lindet, Robespierre, Saint-Just i sekretarz.
COLLOT
w odpowiedzi na żądanie Billauda
Mówcie.
BILLAUD
nie wstaje, nie natęża się. Mówi najpowszedniejszym tonem do swej ręki, bawiącej się piórem na stole
Koledzy: od trzech miesięcy pewne stronnictwo systematycznie dąży do obalenia rządu. Coraz częstsze, coraz zuchwalsze napaści podkopują nasz autorytet. Wiecie, że u Desenne’a znaleziono numer pewnego pisma, w którym autor wręcz wzywa do broni przeciw nam, Komitetowi Ocalenia. — A wczoraj posunięto bezczelność do tego stopnia, że usiłowano wyłudzić dekret paraliżujący Komitet Bezpieczeństwa.
Czas położyć temu koniec.
pauza. Nagle przestaje się bawić
Koledzy: oskarżam Dantona i jego fakcję54 jako punkt zborny kontrrewolucyjnego żywiołu we Francji. Musimy ich unieszkodliwić.
cisza bez tchu
ROBESPIERRE
natychmiast
Co?! Chciałbyś pozbawić Rewolucję jej najważniejszych działaczy?!
Czar prysnął. Zamieszanie po podwójnej sensacji.
LINDET
contra
Istotnie, to szaleństwo!
COLLOT
pro
Ależ Danton nie jest dzia...
BARÈRE
niezdecydowany
Billaud jak się rozpędzi, to miary...
CARNOT
pro, z sarkazmem
Najwyższy czas pozba...
BILLAUD
Koledzy!!! czeka aż się fale ułożą Robespierre, zdumiewasz mnie. Danton — działaczem rewolucyjnym! — Majaczysz chyba?
szmer protestu z strony Lindeta, Barère’a, Collota
ROBESPIERRE
Nie, Billaud. Tylko ja pamiętam, a tyś widocznie zapomniał.
SAINT-JUST
O, Robespierre, my też pamiętamy!
ROBESPIERRE
Przypomnijcie sobie działalność człowieka, któregoście dziś gotowi potępić...
COLLOT
Otóż to, dalej!
LINDET
Mów, Robespierre! Mów!
BILLAUD
wprost przestraszony
Kpisz z nas, czy co?
BARÈRE
No, ciekaw jestem...
ROBESPIERRE
Koledzy: Danton stworzył ognisko rewolucyjne z klubu kordelierów w dziewięćdziesiątym i dziewięćdziesiątym pierwszym, gdy rewolucja ust otworzyć nie śmiała pod presją monarchicznej przemocy. Pamiętacie, jak tośmy, jakobini, dali się wtedy prześcignąć?
COLLOT
z ogromnym gestem
Ho-ho!! Pamiętamy, pamiętamy rzeź na Polu Marsowym, na którą Danton spędził Paryż niby trzodę — za czym drapnął na wieś!
BILLAUD
zaciekle
I pamiętamy list z szafy żelaznej, w którym Mirabeau żali się na sumy, jakie pochłania prowokator Danton... sensacja, niedowierzanie, ciche oburzenie że można by doprowadzić rewolucję do absurdu o połowę taniej. — Lepiej nam nie przypominaj, Robespierre.
szmer
LINDET
To potwarz!
ROBESPIERRE
Cóż znaczy świadectwo zdrajcy Mirabeau? — Koledzy! nie myśmy powstrzymali paniczną ucieczkę rządu ze stolicy na wieść o zdobyciu Longwy...
BILLAUD
I nie myśmy sprowadzili na Paryż — rzeź wrześniową.
COLLOT
Nie myśmy zdefraudowali osiemset tysięcy podczas urzędowania w gabinecie...
CARNOT
Nie myśmy prowadzili zbrodnicze konszachty z wrogiem. Nie myśmy stracili rozmyślnie korzyść dwu zwycięstw...
ROBESPIERRE
rzuca się na to
To Dumouriez, nie Danton!
SAINT-JUST
To nie on, to tylko jego ręka!
BARÈRE
Nie myśmy przyrzekali koronę każdemu interesantowi w Europie...
BILLAUD
Nie myśmy doprowadzili Republikę do brzegu bankructwa nieudolną taktyką pierwszego Komitetu Ocalenia...
SAINT-JUST
I nie my wreszcie, Robespierre, staramy się teraz strzaskać Rewolucję — żeby ujść bezkarnie po tym wszystkim.
chwila ciszy
BILLAUD
No cóż, Robespierre? Czy minął już atak maligny?
ROBESPIERRE
zaczerpnął powietrza
Ani jedno z tych potwornych oskarżeń nie jest oparte na jurystycznie ważnym dowodzie.
protest i poparcie
BILLAUD
Adwokacki wykręt, Robespierre! Oto czego musisz się czepiać!
CARNOT
Każde z nich jest niezaprzeczonym faktem!
COLLOT
okrzykiem reminiscencji przerywa spór
Ach!... À propos dowodów. dzwoni miarowo. Wchodzi woźny Proszę zawezwać do nas obywatela Amar z Komitetu Bezpieczeństwa. zwraca się do kolegi Sądzę jednak, że już przestałeś się upierać przy swej... fantazji, Robespierre? Robespierre siedzi zamyślony; może faktycznie nie słyszy pytania Z drugiej strony, Billaud... unieszkodliwić Dantona to nie tak prosta rzecz. Nie możemy go aresztować z dnia na dzień.
poparcie, szczególnie Barère’a
BILLAUD
Rozumie się, że nie. Zorganizujemy kampanię. Trzeba go naprzód szczelnie otoczyć i zniechęcić mu opinię...
ROBESPIERRE
prostuje się
Koledzy: na stawienie Dantona przed Trybunał — żadną miarą nie mogę się zgodzić.
BILLAUD
drgnął tknięty strasznym podejrzeniem
Robespierre... ty się boisz!
ROBESPIERRE
wśród napiętej ciszy odpowiada przyjaźnie kpiącym uśmiechem
Koledzy: Danton — to jednostka. My — to Rewolucja. Zamiast pożerać się wzajemnie ku radości wrogów, chwyćmy go za łapy i zmuśmy, aby nam służył.
COLLOT
Oj, Robespierre! To poemat rycerski, nie plan taktyczny!
ROBESPIERRE
Przyznaję, że ściąć — łatwiej.
Słuchajcie: jestem przekonany, że Danton działał zawsze w dobrej wierze. wybuch śmiechu; oburzenie; poklask Fatalne jego pomysły dowodzą tylko braku zdolności taktycznych — nie zbrodniczej woli. — A teraz widzi z przerażeniem, że każdej z tych pomyłek można podsunąć sens potworny. Danton to natura pierwotna, moralnie słabo rozwinięta. Zagrożony — traci głowę i gotów życie okupić nawet zbrodnią. Dziś szaleje z strachu: stąd wszystkie jego wybryki. Koledzy: czymże on jest wobec nas? Przecież on tonie! — Ścinać go — teraz, gdy jest prawie bezbronny — to barbarzyński nonsens.
BILLAUD
nienawistnie
Piękną masz duszę, kolego.
SAINT-JUST
leniwie, jakby do siebie
Bezbronny jest... nieocenione.
ROBESPIERRE
Tak jest! Jedyną poważną jego bronią był „Vieux Cordelier”. Tym podbijał sobie umysł mas. — Skasowaliśmy pismo ruchem pióra. Danton jest bezbronny.
COLLOT
Zapewne. Jutro Camille zacznie wydawać „Młodego Jakobina”55. Bezbronny!
ROBESPIERRE
To nic! Danton sam nie umie ani myśleć, ani pisać; więc wystarczy...
COLLOT
ściszonym głosem, mrużąc oczy
... usunąć Camille’a.
napięcie. Cisza
ROBESPIERRE
któremu serce stanęło na tercję
...zdobyć Camille’a, Collot. — To niemowlę chwyta za każdy połyskliwy strzępek myśli. Stanie się fanatykiem naszych idei, jeśli mu je tylko potrafimy efektownie udramatyzować. A Camille jest bezcenny jako propagator! — Ale nie o tym cielęciu mowa.
COLLOT
Jak ty sobie wyobrażasz przeprowadzenie tych poetyckich zamiarów?
ROBESPIERRE
Aresztować pod błahym pozorem — jak niedawno Héraulta — wszystkich naczelników dantonistycznej opozycji w Konwencji: Delacroix, Bourdon, Merlin de Thionville etc. Camille sterroryzowany skutkiem swej swawoli nie odezwie się tak prędko; wobec czego Danton znajdzie się znienacka dosłownie sam. Uciec nie może, więc z konieczności przyjdzie do nas. Przyjmiemy go; a wiedząc, że całość jego bezcennej osoby zależy od dobrego sprawowania — będzie się wytężać na usługach rządu, aż schudnie.
SAINT-JUST
Przy czym skorzysta ze stanowiska, by sprzedawać Anglikom nasze tajne plany.
ROBESPIERRE
Już my go upilnujemy...
LINDET
wybucha
Stawiając Człowieka Dziesiątego Sierpnia na poziomie szpiclów i fałszerzy asygnatów, poniżacie samą rewolucję!
szmer wzburzenia
ROBESPIERRE
przecina go okrzykiem przeszywającym
O!!... Słyszysz, Antoine?!
WOŹNY
wśród zdumionego milczenia otwiera drzwi
Obywatel Amar.
COLLOT
Witaj, Amar. — Toczymy zaciekły spór o Dantona; Robespierre uparł się go bronić. Proszę, powtórz mu to, coś mi wczoraj wieczorem powierzył.
AMAR
zasiada. Uderzająco miły glos; typowe zachowanie wyższego urzędnika policji
A zatem, koledzy — jako kierownik śledztwa w sprawie szantażu Kompanii Indyjskiej komunikuję wam, że to właśnie Danton pośredniczył między deputowanymi a bankierami, co się podjęli szerzyć korupcję w Konwencji. Nie ulega już wątpliwości, że jeśli Fabre sfałszował dekret likwidacyjny na korzyść szantażowanej Kompanii — to nie kto inny jak Danton nawiązał apetyczną kabałę. Mamy dziś dowody.
ROBESPIERRE
zbyt gwałtownie
Znam twoje dowody. Trzy zdania wśród bredni Basire’a! Cudowny dowód!
AMAR
niewzruszony w swej łagodności
Otóż te trzy zdania, Robespierre, znalazły nadspodziewane potwierdzenie. — Mowa była, prawda, o podejrzeniu wśród bandy, że się Danton osobno z finansjerą umówił? uprzejmym spojrzeniem prosi o skorygowanie Dzięki przesłuchom służby okazało się, że Danton zaczął bywać u Batza z końcem sierpnia. Potem sprowadził Fabre’a — wreszcie przysłano drobne rybki, między które rozdzielono grubszą a ryzykowną robotę: Chabot, Basire, Delaunay etc.
BILLAUD
Z końcem sierpnia!...
AMAR
Tak jest; to znaczy, Robespierre, bezpośrednio po dzikim szturmie na Kompanię. Gdy już była wygotowana na miękko. Bezradna. Gdy się aż prosiła o tłusty szantaż.
Protokołami zeznań służę ci w każdej chwili.
Długa cisza. Robespierre podparł szczękę na pięści; nie rusza się.
BILLAUD
cichy, zmęczony, smutny — to u niego objawy tryumfu
Och, Robespierre! Twoja nieomylna niegdyś intuicja!...
Zawieszenie. Patrzą na Robespierre’a.
BARÈRE
Cóż to panu? Modli się pan?
ROBESPIERRE
prostuje się i przechyla ku poręczy. Opuszczona na stół ręka chwyta jakąś kartkę i zaczyna ją torturować. Odzywa się do sekretarza, głową delikatnie wskazując drzwi
To, co teraz powiem, nie należy do protokołu.
sekretarz znika momentalnie. Coś w jego twarzy i ruchach zwraca uwagę Robespierre’a nawet w tej chwili. — Gdy się drzwi zamknęły
Kładę karty na stół, koledzy: w rzetelność Dantona — nie wierzę sam.
szmer agresywnego zdziwienia
GŁOSY
No więc?... O cóż ci zatem chodzi?! — Więc jak mogłeś...
ROBESPIERRE
Lecz choćby nawet był fałszerzem i zdrajcą... nie godzę się na jego stracenie.
wstaje. Odzywa się po raz pierwszy tonem i głosem mówcy
Masz słuszność, Collot: polityka to nie poemat rycerski. Sprawiedliwość, panowie — jest cnotą wszechmocnego Boga. Nam niedostępna; my musimy walczyć.
Trybunał Rewolucyjny nie jest sprawiedliwy dźwięki protestu i zdumienia z strony Collota, Carnota i Barère’a. To nie sąd: to broń. Ma tępić wrogów, a nie karać winnych. Trzeba znieść świadomość tego faktu, panowie — i poświęcić sumienie, jak poświęcamy życie. Fabre, Danton i Chabot popełnili zbrodnię. Za tę zbrodnię zgładzimy Fabre’a i spólników; Dantona, który najciężej zawinił — nie tkniemy.
pomruk
Stracenie Dantona pchnęłoby zamożnych w szeregi kontrrewolucji. A póki Europie praw nie dyktujemy — póty neutralność pieniądza jest nam kwestią życia.
Tracąc Dantona, jednoczymy przeciw sobie większość Konwencji. Wstrząsamy do podstaw niezachwianą dotąd wiarę ludu. A przede wszystkim wzniecamy pożar strachu — i skazujemy się na rządzenie terrorem.
Panowie: terrorem rządzi tylko rozpacz.
Wiecie, co to znaczy.
krótka pauza. Cisza doskonała
Tak jest, Billaud: boję się. Boję się terroru. Tak dalece, że jestem gotów na kompromisy, upokorzenia, bezprawia — byle go Francji oszczędzić.
Dobro kraju wymaga od nas — nikczemności. Łotr i zdrajca Danton musi korzystać z przywileju wyjątkowej amnestii. Nie wolno nam być sprawiedliwymi.
siada
BARÈRE
po długiej, pustej chwili
Co... Robespierre wyznawcą Machiavella? Chyba cię nie zrozumiałem...
słaby szmer zdziwionego ocknienia
ROBESPIERRE
szczerzy zęby
Machiavelli czeka was wszystkich, fanatycy wolności, towarzysze — jeden po drugim pójdzie tą drogą.
znów długa cisza
CARNOT
zrazu chwiejnie
Tak, ale, Robespierre... przecie otwieramy kampanię na trzech frontach! Tej wiosny musimy rozbić koalicję. Pomyśl, jakiej zwartości wysiłku nam trzeba! — A defetysta Danton poruszy niebo i ziemię, żeby sprowadzić pospieszny pokój za wszelką cenę!
SAINT-JUST
Maxime: rozstrzygająca ofensywa — rządy wewnętrzne — tworzenie nowych instytucji w każdym dziale społecznego życia. I mielibyśmy przy tym tolerować tego wściekłego buldoga u łydek? Skąd czas, skąd siły na odpieranie codziennych napadów?
ROBESPIERRE
Koledzy: jeśli Danton jest przy zdrowych zmysłach, to musiał pojąć, że Komitet obalić się nie da. Kapitulacja Dantona jest kwestią kilku dni.
BILLAUD
z wolna
A jeśli... nie, Robespierre?
ROBESPIERRE
po krótkiej przerwie bez tchu
To pójdzie pod topór. Ale wtedy... głosem trochę zmienionym Koledzy, tej ostateczności musimy zapobiec.
WOŹNY
pospiesznie
Obywatel Vadier w bardzo pilnej...
COLLOT
Prosić!
Nie czekając na odpowiedź, Vadier odtrąca Woźnego i wbiega. Czerwony z irytacji przystaje u stołu.
VADIER
Znów zaczynają! Tego już doprawdy za wiele! — Godzinę temu był nowy atak na Comsur...
BILLAUD
Gdzie?!
VADIER
No w Konwencji przecie! Moi drodzy, ale to już pachnie zamachem stanu! Dziś postawili na swoim: aresztowano nam Hérona!
Robespierre zastygł, blednąc śmiertelnie. Okrzyki oburzenia i zaskoczenia.
LINDET
Kto to taki?
AMAR
Héron?! Ależ kierownik policji politycznej, jedyny pewny agent, jakiego mamy. Bez niego jesteśmy bezsilni. Tracimy kontrolę nad Paryżem.
VADIER
To tak, jakby Konwencja rozwiązała nasz Komitet.
SAINT-JUST
Kto zaczął?
VADIER
A któż by, jeśli nie Bourdon de l’Oise?
Cisza. Patrzą na siebie.
COLLOT
Twój bezbronny Danton, Robespierre.
BILLAUD
Oto jego kapitulacja.
ROBESPIERRE
zerwał się. Wypieki pod oczami. Cicho
Chodź, Saint-Just.
COLLOT
A wy dokąd?
ROBESPIERRE
w pasji
Pogadać z Konwencją! Każę im odszczekać każde słowo tego idiotycznego dekretu. Odstawię ci twojego Hérona, Vadier, never fear 56.
wybiegają
VADIER
Co? On broni Dantona?
BARÈRE
H-hoj, ale to jak! — Jeszcze mi gorąco.
AMAR
Jeśli nie oszalał — to chyba płonie grzeszną miłością do tej nieprzystojnej mordy.
COLLOT
zamyślony, z opuszczonymi oczami
Hm... Moi drodzy: w gruncie rzeczy nikt z nas nie zna Robespierre’a. Bóg jeden wie, co się kryje za tymi zawsze agresywnymi oczami...
BARÈRE
Nie, panowie. Zapomnieliście, że zguba Dantona — jest zgubą Camille’a Desmoulinsa. Zapomnieliście, z jakim uporem Nieskazitelny57 kompromitował u jakobinów swą popularność w obronie tego małego wariata. — Dla mnie — zagadki nie ma.
BILLAUD
Podobne brednie mógłbyś pozostawić historykom. — A Robespierre ma rację, panowie; to fatalna sprawa. Jeśli strącimy Dantona — trzeba się będzie potem trzymać terrorem, to fakt.
COLLOT
Trzeba być histerykiem, żeby się terroru obawiać.
BILLAUD
znużony
Trzeba być durniem, żeby go lekkomyślnie sprowadzać. Stworzymy sobie ponadto straszliwy precedens. — Ale... nie mamy wyboru.
BARÈRE
Swoją drogą... ten, co wymusi na Konwencji dekret oskarżenia — weźmie na siebie odpowiedzialność potworną...
LINDET
Ponad ludzkie siły.
BILLAUD
Od tego nas właśnie wybrano.
COLLOT
No — kontynuujmy obrady, panowie. Korespondencja Barthélémy’ego z Genewy na porządku dziennym. — Za pół godziny dwu z was zechce przejść do hali. Może delegatom trzeba będzie pomocy.
dzwoni. Ukazuje się Woźny
Zawołaj pan którego z sekretarzy.