ODSŁONA 2
Comité de Salut Public, 16 germinala 117 rano. — Barère, Carnot, Collot, Robespierre, Saint-Just.
CARNOT
Robespierre, to bezprawie.
COLLOT
Sąd zwrócił się do Konwencji, nie do ciebie!
CARNOT
Uzurpacja władzy zaczyna się stale w ten sposób!
COLLOT
Żądamy, żebyś nam wydał ten list. Najwyższy czas go przesłać.
Poparty przez Carnota wyciąga rękę.
BARÈRE
Robespierre, nie ma chwili do stracenia! Rozniosą Trybunał!
CARNOT
Na jakiej podstawie mielibyśmy odmawiać im świadków?!
COLLOT
Prędzej!
ROBESPIERRE
wstał, bardzo blady. Stłumionym głosem
Nie wydam tego listu, choćbyście użyli przemocy. Szczególnie dziś, gdy rząd zaczyna tracić głowę.
COLLOT
traci resztę cierpliwości
Człowieku!...
Przerywa mu Billaud.
BILLAUD
wchodzi szybko, rzuca płaszcz i siada
Robespierre, czy to prawda...
ROBESPIERRE
Żem przejął wasz list? Owszem.
BILLAUD
To całe szczęście. Trzeba go zniszczyć.
Tamci zrywają się oburzeni.
CARNOT
Cóż to znowu znaczy?!
COLLOT
Dlaczego?! Co się stało?
BARÈRE
No wiesz!!
BILLAUD
Byłem w Konwencji. — Robespierre, nie pokazuj się: galerie cię zlinczują. Akcje Dantona wznoszą się w całym mieście z każdą minutą. Jest gorzej, niż przypuszczałem. Bądźmy przygotowani, że nas każdej chwili aresztują.
BARÈRE
przerażony
Nas?! Za co?...
SAINT-JUST
podnosi się; do przyjaciela
Czy mam iść zaraz?
ROBESPIERRE
Poczekaj. — Więc Konwencja już po stronie Dantona? To nienaturalne! Pod tym kryje się czyjaś rozległa akcja.
BILLAUD
Tego nie wiem; w każdym razie galerie są jak opętane — a w Konwencji to dziś decyduje. Fouquier pisze, że nie wie, czy się w ogóle utrzyma. Publiczność żąda natychmiastowego zwolnienia. O wyroku śmierci mowy nie ma; w najlepszym razie proces i to niebezpieczne zawieszenie przeciągną się nie wiadomo dokąd.
Wzburzenie ogólne. Robespierre odsuwa krzesło, zaczyna niespokojnie chodzić.
BARÈRE
Słuchaj! Billaud! Czy oni nas faktycznie...
COLLOT
Ależ nie mogą nas przecie aresztować!
CARNOT
I znów mamy anarchię na karku!
BILLAUD
Robespierre, mów prędko: co robić?
ROBESPIERRE
zatrzymuje się, patrzy w ziemię
Trzeba by uzyskać dekret, na mocy którego prezydent mógłby wykluczyć Dantona od rozpraw.
Wzburzenie rośnie.
CARNOT
Wykluczyć! Sąd okryłby się hańbą!
BARÈRE
To dopiero znalazł radę! A on wszystkiemu winien!
COLLOT
z gestem
Proszę — idź i wyrób ten dekret. Proszę bardzo.
BILLAUD
zirytowany
Trzeba! O, mój drogi, wydać rozkaz to nie sztuka; ale powiedz no teraz, jak go wykonać?
ROBESPIERRE
podnosi głowę, bezradnie
Nie wiem, panowie. piekielny hałas Na razie sam wyjścia nie widzę. Musimy zapewnić sobie poparcie jakobinów, może nawet sekcji — i czekać. Wiem tylko, że nie możemy się cofnąć.
COLLOT
ciska pióro, którym się bawił
Nie! Tego już za wiele!
BARÈRE
frenetycznie
Robespierre, zrozum nareszcie, że nam grozi gilotyna!!
COLLOT
groźnie
A wyzywać jej nie mam zamiaru!
Pozbawione wyrazu, uporczywe spojrzenie Robespierre’a onieśmiela go trochę; szybkie następstwo, prawie kanon:
CARNOT
Jesteśmy pobici, Robespierre. Musimy się poddać.
BARÈRE
Czemuż by sąd nie miał zwolnić Dantona, jak tylu innych?
CARNOT
Sam mówiłeś: co znaczą upokorzenia, gdy chodzi o rząd?
BARÈRE
Wycofamy się w nienagannie honorowy sposób!
COLLOT
Jeśli ulegniemy, Konwencja nie naruszy Komi...
ROBESPIERRE
podszedł i trzasnął pięścią w stół
Dość tego!! cisza niechętna. Drży. Stłumionym głosem Tchórze! Rewolucja wybrała was za wodzów!! Wycofać się? Z honorem, w sprawie Dantona! — A cóż wart zhańbiony rząd, choć mu zostawią życie? Co wart dla Francji lokajski Komitet?!
Gilotyna! Wielkie nieszczęście! — Ależ i owszem, moi drodzy, naturalnie, że pójdziemy pod topór w razie przegranej! Naturalnie, że poniesiemy konsekwencje! Jakby kogo obchodziło, co się z nami stanie, jeśli szajka Dantona dorwie się do władzy!
Saint-Just, pisz do jakobinów i sekcji. Ja idę uzyskać dekret. Za pół godziny dowiecie się, kogo tym razem gilotyna czeka.
COLLOT
uderza dłonią w stół
Nie. Na to się nie godzę.
BARÈRE
Rozporządzaj swoim życiem, nie naszym!
CARNOT
Teraz nie wiem już, co sądzić...
BILLAUD
wstał. Chwyta kolegą za ramię
Człowieku, miej rozum! Ciebie właśnie przeklinają w głos! Słowa ci pisnąć nie dadzą. Pogorszysz sytuację.
ROBESPIERRE
Ech, tak źle znowu nie może być.
CARNOT
Albo też chodźmy wszyscy.
Wstają; ostatni Barère.
COLLOT
To nie ma sensu — ale jeśli już...
Vadier wpada, roztrzęsiony, starczy.
VADIER
Czekajcie! Słuchajcie naprzód!
Zatrzymują się; wszyscy stoją.
COLLOT
Jeszcze coś?!
BARÈRE
Trybunał już się zawalił?
Wracają na miejsca z wyjątkiem Robespierre’a i Saint-Justa.
VADIER
złamany. Starczym głosem
Jesteśmy otoczeni spiskiem, który obejmuje cały Paryż.
znieruchomiałe zawieszenie
ROBESPIERRE
półgłosem
Przeczuwałem coś w tym guście...
SAINT-JUST
Kaczka alarmistów! Strzeżcie się!
VADIER
oburzony
Kaczka! Od trzech dni agenci z wszystkich więzień...
ROBESPIERRE
złowróżbnie
Aha, więzienia!...
Okrąża spiesznie stół i siada.
VADIER
biada
Ale nie połapaliśmy się, bo któż by śmiał przypu...
BILLAUD
ostro
Do rzeczy!
VADIER
siada ciężko
Komisarz policji Wichterich przyprowadził nam dziś rano więźnia z Luxembourgu, Laflotte’a — był przedstawicielem Republiki w Wenecji. Laflotte uzupełnił raporty agentów.
Panowie, żywioł kontrrewolucji jest daleko potężniejszy, niżeśmy sądzili. Aresztowanie Dantona popchnęło ich do tego zamachu. Wszystkie więzienia są zorganizowane, a żona Desmoulinsa i krewni dantonistów rozszerzyli ligę na miasto. Trzech bankierów i wielu prywatnych daje fundusze. Przekupują i podburzają lud na ogromną skalę. Spisek obejmuje podobno setki, może tysiące ludzi...
BILLAUD
niskim głosem
No, no, no!
VADIER
Powtarzam, com słyszał — na galeriach Konwencji, w sądzie, u jakobinów — wszędzie wśród publiczności pełno płatnych podżegaczy. Trybunał jest otoczony podobno całym kordonem. Publiczność ma wymusić zwolnienie oskarżonych; jeśli się to nie uda, porwą ich. — Wśród zamieszania inni mają otworzyć więzienia, uzbroić politycznych i puścić ich na Tuileries.
BILLAUD
po chwili, wśród ciszy
Vincent redivivus118.
SAINT-JUST
Podniesiony do kwadratu.
Znów osowiała cisza. Robespierre z wolna opiera łokcie o stół, a czoło o złączone ręce.
COLLOT
No, Robespierre. Tym razem już się nie podniesiesz.
CARNOT
A będziesz miał katastrofę państwa na sumieniu!
BARÈRE
I nasze życie.
znów cisza
BILLAUD
Więc co teraz, Robespierre? Co teraz??
ROBESPIERRE
z wolna odsłania twarz nieco błędną
Co... o co wam chodzi?...
Collot, Vadier i Barère wybuchają śmiechem nienawistnie szyderczym.
BARÈRE
O co nam chodzi!
COLLOT
chwyta go boleśnie za przegub
Tyś przeforsował ten wariacki proces, ty! Tyś na nas nieszczęście sprowadził! Ratujże nas teraz, ty z twoją przeklętą ambicją!
VADIER
sarkazm fosforyzuje poprzez próchno
No? — Cóż teraz, dyktatorze, co?...
ROBESPIERRE
w nagłej pasji przypomina zjeżonego kota. Palce mu się zakrzywiają
Co teraz? — Jesteście uratowani, durnie, cieszcie się! Gilotyna was ominęła! — Wygraliśmy sprawę Dantona, wielki, święty Boże!!
zrywa się
SAINT-JUST
podczas gdy Robespierre, stojąc u okna, wyjmuje chustkę i szarpie zębami, walcząc z łkaniem — żeby odwieść od niego uwagę
Oczywiście, koledzy, teraz Konwencja jest zagrożona, więc musi nas słuchać. Wszelki opór ustanie, gdy tylko się dowiedzą, ręczę wam. A wspólny front Konwencji z jakobinami pod wodzą Komitetów zgniecie z łatwością ten bunt.
przełomowa ulga
BARÈRE
zrywa sią z radości
Ależ, naturalnie! O, błogosławiony spisek!
VADIER
prostuje się
Nareszcie oddycham.
CARNOT
Tak. Rząd uratowany. — Oh!...
COLLOT
wstaje
Prędko, chodźmy im powiedzieć!
ruch ku drzwiom
BILLAUD
powstrzymuje ich rozpęd
Hm... Saint-Just, jeśli ci ludzie mają krztę rozumu, to zapewnili sobie przede wszystkim współudział większości w Konwencji.
Zatrzymują się i spoglądają po sobie, niespokojni.
ROBESPIERRE
odwraca się
Człowieku, to nie spisek, to dziecinny odruch popłochu! Słyszałeś: żona Camille’a! Starcy i kobiety!
Inni zbliżają się z powrotem.
BILLAUD
Więc tym bardziej, Robespierre, o co ci chodzi?
BARÈRE
Sam mówisz, że nas ten spisek ratuje, a tu...
VADIER
chytrze
Aż tak bardzo ci Camille’a żal?
ROBESPIERRE
z politowaniem ku niemu
Camille’a! — Koledzy, czyż wy nie widzicie, co ten spisek znaczy? Cóż stąd, że nas na razie ratuje?
BILLAUD
opuszcza oczy. Trochę ponuro
Tak... rozumiem.
BARÈRE
obejrzał się na niego
No, to ci zazdroszczę.
ROBESPIERRE
Jeszcześ pan nie pojął, Barère? Weszliśmy na drogę terroru. Nasz pierwszy krok! Sam wstęp dopiero, a co za skutki!...
Setki ludzi, mówicie... set-ki — ludzi...
wybucha stłumionym krzykiem
Nie! — Tego nie wiedziałem... tego nie przewidziałem... Boże mój!!! — Nie... Nie!!...
VADIER
No a któż to nas pchnął na tę drogę, co? — Czyja w tym wina?...
ROBESPIERRE
Death and damnation!!!119 Pięć lat krwawej pracy całego narodu czarci biorą, a ten szuka winy! Nikt nie jest winien, you blubbering idiot120, musieliśmy zgładzić Dantona, a teraz musimy iść dalej, choć nas odtąd każdy krok będzie od-da-lać od celu!
SAINT-JUST
niespokojnie
Maxime... licz no się ze słowami!...
ROBESPIERRE
Wiedzcie i wy, co was czeka! — Teraz trzeba będzie zmasakrować kilkudziesięciu głupców, co nawiązali ten spisek z komedii. Tą rzezią wprawimy tysiące w szał. Zamachy się posypią. Trzeba będzie zabijać, zabijać, zabijać przez cały boży dzień. Staniemy się katami. Naród nas przeklnie. Rewolucja stanie się torturą... dla ludu!!
Świat cofnie się przez nas. Wszystkie plagi przeszłości powrócą. My je przywrócimy, właśnie my! Trzeba będzie skupiać i skupiać władzę, aż...
BILLAUD
słuchał w najwyższym napięciu. Przy ostatnich słowach zerwał się bez szmeru
...aż dokąd?...
COLLOT
podstępnie
Aż do dyktatury.
Robespierre milczy, wykręcając ręce.
BILLAUD
wśród martwej ciszy — jak wystrzał, poprzez stół do Robespierre’a
Kłamiesz!!! Saint-Just wstaje, mierzy go groźnie Chcesz zabić w nas wiarę, przeklęty Judaszu...
SAINT-JUST
szpicrutą
Milcz!
BILLAUD
...byśmy ci nie przeszkadzali sięgać po koronę! Czym Danton wobec ciebie, podły trucicielu?!
CARNOT
spokojnie
Jeśliś uległ rozpaczy, to strzel sobie w łeb, z łaski swojej, boś niebezpieczniejszy od wściekłego psa.
SAINT-JUST
trzęsie się
Histrioni! Zrozumcie naprzód, co się do was mówi! Każde bydlę lubi się oburzać. Każda pusta pałka eksploduje, jak tylko przestanie pojmo...
ROBESPIERRE
ściąga boleśnie brwi
Ccci-cho, Antoine! — Macie słuszność. To zbrodnia tak mówić. Zbrodnia tak myśleć...
nagle
Słuchajcie. Wyznaczcie komisję. Może jednak — może przecież ja jestem winien, a w takim razie dałoby się zawrócić! Sądźcie mnie! Przeszukajcie moją działalność — moje mowy — znajdźcie ten punkt, gdzie się zaczął mój błąd! — Billaud, Saint-Just, Carnot — jesteście równie zdolni jak ja. Sądźcie mnie! Naprawcie szkodę, jaką wyrządziłem! Da się na pewno, musicie tylko...
BILLAUD
podnosi rękę, żeby mu przerwać
Zbyt ci na gilotynę spieszno, mój drogi. Opamiętaj się. Jeśliś popełnił błąd kardynalny — w każdym razie teraz za późno. A jeszcześmy bitwy nie wygrali...
VADIER
podnosi się jak przebudzony
Za to straciliśmy mnóstwo czasu. — Robespierre, idź pan do Konwencji powiedzieć o spisku.
ROBESPIERRE
pada na krzesło
Nie mogę. Jestem nagle śmiertelnie zmęczony. Brak mi głosu.
SAINT-JUST
To nic, zostań. Ja im doniosę — i zażądam odrazu tego dekretu.
VADIER
Jakiego?
BILLAUD
Że Trybunałowi wolno wykluczyć oskarżonego od rozpraw. wstał Chodźmy razem.
VADIER
podnosi się za nimi
Mmm... ale genialny pomysł. — Idę z wami. Sam go zaniosę do sądu.
ROBESPIERRE
podnosi głowę, dotąd opartą na ręce
A o tym, że dantoniści żądają świadków, nie warto w ogóle wspominać...
Reszta zamienia znaczące spojrzenia.