ODSŁONA 3
Hala Konwencji. Głąb: estrada z trybuną, fotelem prezydenta, stołem sekretarzy i dwoma rzędami miejsc u stóp trybuny. Po bokach oba końce podkowy, jaką stanowią amfiteatralnie spiętrzone ławy. Grupa na lewo znaczona: 1, 2... Druga w środku, u stóp trybuny: I, II...
2
zagadnięty przez 1, 5 przysuwa się do nich
Tak — ja też coś zauważyłem, już po drodze...
5
cicho do nich
Panowie, czemu... reszty nie słychać, bo mówi
I (MERLIN DE THIONVILLE)
do III i IV
Tak jest, na pewno! Dziś o pół do czwartej rano!
3
zbiega ku środkowi. Krzyczy
Hej, wy coś wiecie?
2
przesuwa się z 1 i 5 na koniec ławki; 4 odsuwa się; 6 zostaje sam
Co to się stało?
III
zirytowany
Roznosisz babskie plotki!
1 (PANIS85)
Ba, kiedy wszyscy coś słyszeli...
5
Na ulicy, wszędzie...
II (LECOINTRE)
wstaje z boku, podchodzi
Mój stróż twierdzi, że widział...
I
Właśnie! Widział, jak go prowadzili...
Grupa zacieśnia się silnie.
1, 2, 3 i 5
Kogo? — Kogo? — Kogo prowadzili? — O co w ogóle chodzi?!...
III
Nie uwierzę nigdy.
VI
Ani ja. Nie!
VII
Nie śmieliby, do diabła.
Grupa pierwsza przesuwa się ku nim.
1 i 5
Ale co, co takiego? — Powiedzcież nareszcie!...
A (COURTOIS)
wpada; na cały głos
Koledzy: Desmoulins aresztowany!!!
I i II
O! widzicie?! — A nie mówiłem?!
4 i IV
Desmoulins?... Ależ nie! — Nie ten! Philippeaux!!
3, 5, VI i VII
Areszto... — Co, Camille?! — Kiedy?! — Skąd wiesz?...
B
wbiega
Panowie — co to się dzieje na mieście?...
IV
Ależ Philippeaux aresztowany, nie Camille!!
ZDUMIENI
A to co znowu? — Więc kto właściwie?...
SCEPTYCY
Nieprawda! — Niezgodne pogłoski! — Chcą rzucić popłoch, nic więcej!
A
Koledzy! Ależ widziałem go sam!
2 i IV
Kogo? — Camille’a?!
A
Tak, Camille’a! Pod eskortą, o pół do czwartej!
SZMER NIEPOKOJU
Camille’a... Pół do czwartej... to się zgadza! ...Więc jednak?...
I
To znaczy, że aresztowano kilku z nas!
1
Coraz lepiej! Gratulacje!
OKRZYKI NIEPOKOJU
Jak to... kilku?! — Bez słowa?... Nie wiadomo kogo — Nie wiadomo za co — Co to znaczy?... Cóż to się dzieje?! — To niemożliwe!
C
wpada zdyszany na czele większej garstki; na stopniach trybuny
Przyjaciele! Tej nocy, o pół do czwartej, aresztowano Delacroix, Philippeaux, Camille’a Desmoulinsa... i...
D (FRÉRON)
śpiewnym basem kradnie mu sensację I Dan-to-na!!!
Zrywają się
SZMER GROZY
Co?! — Kogo?! — Danton!... Ależ to być nie może! — Co, naprawdę?! — Dantona... — Danton — areszto... — Kiedy?! — Też dziś w nocy? — Sam Danton!... A cóż on zawinił?! Kto śmiał?!
I
To dzieło Komitetu Ocalenia!
KRZYKI
To wykluczone! — Byłoby bezprawie! — Nie, Komitet nigdy by... — Gdzie jego paczka? — Legendre! — Le-gendre!! — Delacroix — Bourdon! — Lacroix — Nie ma! — Wszystkich wzięli! — Całą partię naraz!!
1
O, panowie! To dopiero początek! Komitet rośnie!
SZMER OBURZENIA
Niewinnych... — Za naszymi plecami — Komitet nie miał prawa! — Tego doprawdy za wiele!
Wpadają Legendre i Bourdon.
OKRZYKI RADOŚCI
O, to oni! — Więc przecież przyszli! — Bogu dzięki! — Patrzcie tylko: są! — Naturalnie, że to bujda! — Zawracanie głowy! — Słuchajcie! Czy to prawda?! — że Danton... — Ależ skąd! — Czy Danton?... No a reszta gdzie?... Bourdon! Gdzie inni?...
BOURDON
oszalały
Każdej chwili mogą mnie aresztować!...
LEGENDRE
Koledzy, jesteśmy straceni!
A
na stopniach trybuny
Panowie! Nad rządem Francji zawieszono terror!!
KRZYKI
Złamanie prawa! — Bezprawie! — Komitet zagraża Konwencji! — Terror!! — Terror!!!
6 i VIII
Brawo, Komitet! — Niech żyje Komitet, precz ze zdrajcą Dantonem!
okrzyki wzmagającej się pasji, wrzawa dokoła tych dwu
PRZECIWNICY
Niech żyje Danton! — Człowiek Dziesiątego Sierpnia! — Obrońca Wolności!
I
Koledzy! Trzeba się bronić. Chodzi o nasze życie i o honor rządu!
3 i 5
Kres posłuszeństwa! — Precz z tyranią!
I
Słuchajcie!... Żądamy, żeby wysłuchano Dantona u poręczy86...
6 i VIII
Co?!!! Tego nigdy... Jakim prawem?!
POKLASK
Doskonale! — Tak, u poręczy! Dantona muszą... Muszą się zgodzić! podają sobie dalej Pamiętajcie: u poręczy! — Muszą go wysłuchać! — Żądamy wszyscy! — Jednogłośnie!!
I
Danton, jak się odezwie — to wygrał!
II
Cóż by mu mieli zarzucić?!
I
Wtedy Komitet musi odwołać to nikczemne nadużycie...
ZACHWYT
Dziś rano jeszcze! — Od razu! — Niech złoży władzę! — Odebrać mu!
KRZYKI FRENETYCZNE
Komitet zdradza! — To zdrajcy! — Chcą nas wyrżnąć, by zagarnąć rząd! — Tyrania! — Precz z tajną dyktaturą! — Precz z terrorem Komitetu! — Precz z Komitetem zdrajców! — Odebrać mu władzę!!
A
wskakuje o stopień wyżej niż Merlin
A gdy odwoła, rozwiążemy go natychmiast!
burza oklasków
6 i VIII
Zdrajcy!! — To zamach na rząd!!
Burza się wzmaga.
WRZASK
Rozwiązać! — Rozwią-za-ać!!! — Precz z tyranami! — Precz! Precz!!
D
Komitet stanie przed sądem!!
POKLASK
namiętny
Brawo! — Oskarżyć! — Wszystkich dziewięciu! — Komitet przed sąd — przed — sąd!! — Na gilotynę!!!
Wchodzą woźni. Stuk halabard. Deputowani spiesznie zajmują miejsca.
D
na górze po lewej
Dziś się rozstrzygnie, bracia: Wolność — albo grób!
II
Allons, enfants de la...87
Większość zaczyna nucić. — Z przodu po lewej:
A
Bourdon, musisz natychmiast wystąpić...
SZMER
Tak! — Tak! — Bourdon, na trybunę! — Odwagi, Bourdon! — My wszyscy z tobą! — Dalej! — Niech żyje Danton!
BOURDON
drży
Panowie — ja... ja — nie mogę... nie potrafię... ja nie...
SZYDERSTWO
Tfu, tchórz! — Trzęsie się cały! — Patrzcie go, jaki zielony!
II
Legendre: więc ty.
GŁOSY
rozkazujące
Legendre! — Na trybunę! — Musisz mówić! — Dalej!
Wchodzi prezydent — dantonista Tallien88.
LEGENDRE
Dobrze. Mówię w imieniu was wszystkich! udaje się do sekretarzy
I, A i D
Tak jest, wszystkich! — Cały kraj za tobą! — Cała Francja za nami!
Po tym okrzyku śmiertelna, przyczajona cisza. Tallien zajmuje fotel, nie siadając od razu. Sekretarze rozmieszczają się u swego stołu; główny wpisuje Legendre’a. Za prezydentem jeszcze kilku deputowanych, między nimi Robespierre i Saint-Just, którzy siadają w głębi po prawej, najbliżej trybuny.
TALLIEN
uroczyście zdejmuje kapelusz i siada
Przedstawiciele: posiedzenie otwarte.
LEGENDRE
zapisany; do prezydenta
Proszę o głos.
TALLIEN
Mów.
LEGENDRE
zebrał siły
Przedstawiciele narodu! — Dowiaduję się właśnie — ze zdziwieniem — że dzisiejszej nocy aresztowano czterech członków Konwencji, obserwując się drapieżnie jeden drugiego, Robespierre, Merlin [I], Lecointre [II], Courtois [A] i Panis [1] wstają i podchodzą równocześnie do sekretarzy. Ubiegają się bez szmeru o pierwszeństwo; uzyskawszy następstwo głosu — nie wiadomo jednak w jakiej kolei — zbliżają się do trybuny, obierając strategiczne pozycje. Saint-Just czuwa Słyszałem, że jednym z tych czterech ma być Danton. Kim są pozostali — nie wiem. A zresztą: cóż nas nazwiska obchodzą? — Co do Dantona, koledzy — gotów jestem ręczyć życiem za jego rzetelność... bardzo stłumiony szmer poklasku; szeptane okrzyki zachęty, błyski spojrzeń, tajne znaki i stawiam wniosek, abyśmy — kimkolwiek są ci inni — wysłuchali wszystkich u poręczy. Skoro się ich oskarża — trzeba dać im się wytłumaczyć... wyraźniejszy, nerwowy szmer roznamiętnienia; cisza na znak mówcy. Ośmielony ...potem osądzicie, czy przypadkiem osobiste zatargi — że nie powiem zawiść — nie wpłynęły na rozporządzenie, które nas zdumiewa.
Schodzi wśród, nietłumionych już, namiętnych oklasków. Pięciu kandydatów do głosu rzuca się ku schodkom; zręczność Robespierre’a zapewnia mu zwycięstwo. Reszta przytrzymuje go, lecz zastawił sobą wejście i nie daje się ściągnąć. Saint-Just stara się wcisnąć między niego a napastników. Robespierre przerywa salwę oklasków ostrym krzykiem; napięta, nienaturalna cisza powraca.
ROBESPIERRE
Proszę — o — głos!
Mimo znaku zezwolenia ze strony prezydenta, tamci czterej nie myślą rezygnować. Panis stara się wdrapać z zewnątrz do trybuny.
MERLIN, COURTOIS, LECOINTRE
Ja pierwszy! nie twoja kolej! — Naprzód my! — Usuń się stąd! — Nie masz głosu!
TALLIEN
dzwoni delikatnie
Panowie!...
ROBESPIERRE
wykręca się wstecz
Citoyen89 Legrand: czyja teraz kolej?
SEKRETARZ
Wasza, Robespierre.
CZTEREJ DANTONIŚCI
puszczają go i biegną sprawdzić
Nieprawda! — Oszustwo! — To być nie może!
Konwencja czeka bez tchu. Robespierre czeka również, aż się przekonają. Czterej pochylają się nad listą, mruczą, odchodzą, wzruszając ramionami, by zająć miejsca u stóp trybuny. Teraz dopiero Robespierre wbiega na górę, a Saint-Just odchodzi.
ROBESPIERRE
głosem pełnym, lecz pod tłumikiem ze względu na dziwną ciszę
Obywatele...
Huragan wybucha.
CHÓR
Naprzód Danton! — Naprzód niech mówi Danton! — Danton do poręczy! — Nie! Na trybunę Danton! — Danton ma głos! — Danton!! — Chcemy Dan-to-o-na!!! — Nie twoja kolej! — Nie będziesz mówił! — Zejdź! — Precz z trybuny! — Precz! — Precz z Komitetem — Precz z tyranami! — Precz z dyktaturą!
COURTOIS
wstał; obraca się; ramieniem i palcem wskazuje od dołu na Robespierre’a. Głosem jak bizon
Precz — z dyk-ta-to-o-rem!!!
Tymczasem Tallien dzwoni pracowicie, nieco znużony, jak zblazowany ministrant. Lecz okrzyk Courtois przestraszył Konwencję. Nastaje zdziwiona pauza, a ponieważ Robespierre czeka cierpliwie i widać, że gotów czekać dłużej, aż się pomęczą — więc po przerwie wznosi się już tylko pomruk pełen ressentiment90, który wnet ustaje. Następująca po nim cisza ma nieco osowiały charakter.
ROBESPIERRE
westchnął
Dawno już, panowie, nie zaczęliśmy posiedzenia od takich wybuchów temperamentu. Niezwykłe nawet tutaj wzburzenie zebranych dowodzi, że ma się rozstrzygnąć rzecz ważna.
Dziś się okaże, co cenimy wyżej: Republikę — czy kilka jednostek.
Dziś się okaże, panowie — czyśmy godni rządzić.
FRÉRON
Dziś się okaże, czego wy jesteście godni, tyrani!
ROBESPIERRE
ogniskuje mu na czole promienie swego wzroku
Poruszę i ten punkt... za chwilę.
Legendre żąda, aby Konwencja wysłuchała aresztowanych u poręczy.
OKRZYKI
Żądamy tego wszyscy! — Wszyscy!! — Cały kraj!!!
ROBESPIERRE
poczekał, aż wróciła zupełna cisza
Lecz gdy aresztowano przedstawicieli Chabota, Basire’a, Delaunaya, Fabre’a, Klotza, Heraulta — nikomu na myśl nie przyszło żądać dla nich podobnych względów. Więc chcielibyście nagle przyznać tym czterem, czegoście odmówili tylu innym? — Na jakiej podstawie?
opozycja, przyparta do ściany, reaguje bezradnym szmerem
Legendre twierdzi, że posłyszał nazwisko samego tylko Dantona. Cała Konwencja zna pozostałe trzy. Czemuż się Legendre tej wiedzy wypiera? — Bo wie, że wśród tych trzech jest taki Delacroix na przykład; i że, chcąc bronić Delacroix — trzeba być bezwstydnym.
znów bezradny, silniej zirytowany szmer
Za to — wymienił Dantona. Bo Legendre sądzi, że to nazwisko uprzywilejowanej osobistości. Tak sądzi wielu. — Wyprowadźmy ich z omyłki, panowie: przywilejów nie przyznajemy nikomu.
6 i VIII
porwani radością
Brawo! — Właśnie!
zajadły syk opozycji
FRÉRON
Człowiek Dziesiątego Sierpnia zasłużył chyba na pewne względy!
głośny szmer namiętnej aprobacji
ROBESPIERRE
głośniej
Otóż to — Dziesiątego Sierpnia. Panowie: przede wszystkim dziesiątego sierpnia, olbrzymi przewrót z jednego ustroju w przeciwny — to dzieło dwudziestu pięciu milionów ludzi w maksymalnym wytężeniu sił; dzieło zjednoczonej woli całego narodu, dokonane nakładem geniuszu, wysiłków i ofiar, których myślą objąć niepodobna. tym razem już pięć — sześć par rąk wyraża uznanie. Opozycja milczy oczywiście Któż by śmiał przyjąć, sam jeden, tytuł Człowieka Dziesiątego Sierpnia? — Któż by się odważył skupić na swą jedną lichą osobę — chwałę za milion ofiar, milion czynów, milion twórczych myśli?!
Ponadto: udział Dantona w procesie przewrotu nie był nawet szczególnie wybitny.
OKRZYKI
przestrachu, zgorszenia, oburzenia
Co?! — Udział Dantona... nie był wybit... dziesiątego sierpnia! — Co on jeszcze powie?! — Co za oszczerstwo! — Jak śmiesz! — Podła zawiść!
ROBESPIERRE
nie czeka. Wytęża głos
Za to, po zwycięstwie, on jeden zbierał laury za wszystkich. — Tak powstają legendy dokoła niegodnych. — Przyznaję chętnie, że Danton nie jest bez zasług — ale cóż stąd?
Koledzy: każdy z was dokonał rzeczy wybitnych. Ale każdy z was wie, że najświetniejsza „zasługa” jest tylko punktem zadania, dla którego żyjemy i giniemy: więc prostym obowiązkiem. Spełnienie obowiązku, panowie, rozumie się samo przez się, nie stanowi tytułu ani do wdzięczności, ani do wyróżnienia, cóż dopiero do jakiejś nagrody! — Wiemy wszyscy, że nikt z nas, i za nic, przywileju pozyskać nie może.
Żądanie przywileju dla Dantona byłoby ostatecznie tylko... naiwnością, gdyby ten człowiek był bohaterem bez skazy.
A ponieważ wiemy wszyscy — z wyjątkiem kilku zwiedzionych — że kariera Dantona jest łańcuchem przestępstw społecznych...
SZMER
grozy
Aaach!... Dantona... — Danton!... — Jak to?! — Przestępstw!... Łańcuchem prze... — co to znaczy?!...
ROBESPIERRE
w pełni natężenia
...więc żądanie to staje się również — dowodem bezwstydu. martwa cisza
To wylakierowane bożyszcze, błyszczące z zewnątrz, a zgniłe od dawna, wprowadza społeczeństwo w błąd; szerzy moralną zarazę. Zobaczymy, czy Konwencji starczy sił, by je strącić, a bałwochwalców ocucić z transu adoracji — czy też dopuści, że ją ten kolos z gliny ze sobą pociągnie — i padając, pozbawi Francję rządu. — Zobaczymy.
POKLASK
znacznie liczniejszy
Dobrze mówi! — Precz z bałwanem! — Strącimy go! — Starczy nam sił, Robespierre!
OPOZYCJA
przebudzona i powołana do akcji
Nie dajcie się zwieść! — To kłamstwo! — To bezecna potwarz! — Danton to nasz wódz!
LECOINTRE
Robespierre! Wysłuchać oskarżonego u poręczy to nie przywilej, to prosta sprawiedliwość!
Poklask gwałtowny, ale liczbowo topnieje.
ROBESPIERRE
rzuca się w tę stronę
Co?! Sprawiedliwość?! Więc odmawiacie zaufania Trybunałowi Rewolucyjnemu?
cisza jak po gromie
PROTEST
onieśmielony
Nie... nie... tego nigdy... tego nikt nie... Trybunał jest nienaganny — sąd ma nasze pełne zaufanie...
ROBESPIERRE
Więc nie wkraczajcie w obręb jego funkcji, bo to obelga!
POKLASK
namiętny
Doskonale! A to im dociął! Brawo, Maxime! — Mów, mów, Robespierre! Otwórz im oczy nareszcie!
OPOZYCJA
już bliska spazmów
Sofistyka! — Frazesami chce nas odurzyć! Nie dajcie sobie głowy zawrócić! — My jesteśmy rządem!
MERLIN
przeraźliwie
Brońmy się, do stu diabłów!!
zwykły dzwonek prezydenta
ROBESPIERRE
odetchnął tymczasem
Ale to nie wszystko. — Widzę, że niektórzy wśród panów kwestionują nawet rozporządzenie aresztowania. Jeśli tak...
Cała Konwencja się zrywa.
POKLASK
choć znacznie przeważa, tonie wśród wrzasków protestu
Nie! — Nigdy! — Dobrzeście zrobili! — Zatwierdzamy! — Brawooo!!!
OPOZYCJA
w paroksyzmie
Tak jest! — Nie pozwalamy! — Cała Francja podnosi protest! śmiech i świst stronników mówcy. Groźby To cynizm przemocy! — Nadużycie władzy! — Tyrania! — Bezwstyd! — Pójdziecie pod sąd!!
Coraz dzikszy świst i tupanie. Już ktoś dostał w głowę notesem, ktoś inny kulą papierową — za co, przeskakując rząd, idzie się mścić. Zamieniono już kilka ciosów pięścią. Woźni rozdzielają walczących. Prezydent wstaje i wkłada kapelusz; wobec tego wrzawa ustaje, lecz stopniowo.
ROBESPIERRE
odczekał
...jeśli tak — jeśli uważacie, że Dantona trzeba sądzić według innego kodeksu niż nieznanego Basire’a — to rzućcie na Komitet votum nieufności, rozwiążcie go, a nas, członków, stawcie pod sąd.
szmer oburzenia u stronników; opozycja mruczy ponuro, bezradna wobec tego posunięcia
Inna rzecz, jak to później uzasadnicie wobec opinii narodu, którego wola jest wam prawem.
milczenie — znużone i nieco sheepish91
GŁOSY POWAŻNE
Nie mamy Komitetom nic do zarzucenia. — Wyrażamy wam bezwzględne zaufanie. rozgrzewają się Górą Komitety! — Niech żyją Komitety! — Brawo! — Bra-wooo!?
posępny pomruk rezygnacji
ROBESPIERRE
A zatem, koledzy: przekonaliście się, że dekret w myśl wniosku Legendre’a przyniósłby wam ujmę: byłby dowodem tchórzostwa. Rząd społeczeństwa tak zagrożonego jak nasze — nie może narażać swej powagi. Co czeka Francję, gdy straci do nas zaufanie?
POKLASK
Słusznie! — Dobrze mówisz! — Nie poniżać Konwencji! — Dbajmy o honor rządu! — Zatwierdzamy! liczne glosy naraz Zatwierdza-my! Wniosek Legendre’a padł! — Odrzucony!
oklaski
COURTOIS
Czyście oszaleli?! Jak Danton padnie, to po nas!!
syk, świst, krzyki
MERLIN
w rozpaczy
Durnie, wydajecie się sami na rzeź!!!
hałas milknie, ucięty przestrachem wobec tak silnego wyrażenia
ROBESPIERRE
wśród tej ciszy
Ci dwaj panowie złożyli wyznanie współwiny.
MERLIN
zrywa się
Coś ty powiedział?...
ROBESPIERRE
Zgromadzenie przyznało Komitetom i Trybunałowi pełne zaufanie. okrzyki aprobacji A przed ochroną społeczną drżą tylko przestępcy.
Silny poklask. Courtois i Merlin wstają uroczyście, przechodzą halę.
COURTOIS
od drzwi po przeciwnej stronie
Dokonasz dzieła zawiści, Robespierre. — Ale biada ci, gdy Danton padnie! Ciężar tej zbrodni zmiażdży cię na proch!
Wychodzą.
ROBESPIERRE
Oto najpowszedniejszy argument.
No dobrze; a gdyby nawet, na mocy mistycznego prawa, zniszczenie przestępcy miało się stać moją zgubą — czyżby to było klęską społeczną? — Co kogo z nas obchodzi niebezpieczeństwo prywatne?
Jest wśród was wielu ludzi o wysokim poziomie moralnym — świadczą o tym dzieła i czyny Konwencji. — Jestem pewien, że ci ludzie przyznają mi słuszność.
GŁOSY
żarliwe
Wszyscy! — Wszyscy, Robespierre! — Cały kraj!
gwałtowny wybuch śmiechu, szybko stłumiony
ROBESPIERRE
Stawiam wniosek, aby zatwierdzono nasze rozporządzenie pierwsze oklaski. Podnosi rękę i aby odrzucono wniosek Legendre’a.
Burza oklasków. Robespierre schodzi.
LECOINTRE i FRÉRON
wśród oklasków
Nigdy! — Lepiej zginąć!
TALLIEN
znużony
Panowie, kto głosuje za wnioskami mówcy? wstają prawie wszyscy Kto przeciw? Lecointre i Fréron Oba wnioski zadekretowane większością głosów.
Saint-Just załatwia formalności dostępu.
LEGENDRE
wstaje wybladły
Robespierre! Nie zamierzałem stawiać Dantona ponad dobro powszechne!
ROBESPIERRE
siada zmęczony
Wcale pana o to nie posądzam.
SAINT-JUST
wśród uroczystej ciszy
Przychodzę oskarżyć ostatnich partyzantów monarchii. — Przed złożeniem ścisłego raportu streszczę wam sprawę w kilku słowach. Rewolucja — to niesłychany czyn narodu, który dowiódł, że duch ludzki zdoła przełamać wszechmoc natury — na mocy wyższego prawa. Znacie tę historię rewolucji. — Istnieje wszakże inna, która nie jest dziełem całego narodu. Ta druga przedstawia się jako długi splot zdrad, szachrajstw, płatnych intryg, spisków o brudnych podstawach i prowokatorskich zamachów.
Komitety zarządziły aresztowanie głównego bohatera tej drugiej epopei.
Celem Dantona nie była nawet władza: tej pokusie ulegają czystsze natury. Jego — pociąga pieniądz.
Danton trzymał się konsekwentnie królów i magnatów, bo to najobfitsze źródła złota. Za pośrednictwem swego szefa, Mirabeau, służył dworowi jako prowokator... okrzyki zaskoczenia Czyście zapomnieli rzeź na Polu Marsowym? Danton sprowokował petycję dwudziestu tysięcy, bo dwór szukał sposobności do represalii! — Pamiętacie, jak Robespierre ostrzegał klub? szmer potwierdzający Dwór się chwiał, więc Danton służył równocześnie domowi d’Orléans, zaciekłemu wrogowi króla. Danton narzucił nam Filipa Égalité92 i jego syna: usłał tym członkom najwyższej arystokracji bezpieczne gniazdko w samym centrum rewolucji!
Od dziesiątego sierpnia Danton dąży do zagarnięcia władzy nad państwem — by ją sprzedać temu wśród wrogów, kto ofiaruje najwięcej. Od księcia von Braunschweig do księcia York, reflektantów nigdy nie brakło! — A dążył do tego celu wszelkimi środkami. — Istnieją takie środki, panowie, jak na przykład sztucznie wywołany głód. Tak hebertyści przygotowywali swój pucz. — A gdy się zważy, że ich Wielkim Sędzią miał być — Danton!...
silne, choć ciche, wzburzenie
Wreszcie coś, co by się wolało przemilczeć z prymitywnego wstydu: Danton, on, Człowiek Dziesiątego Sierpnia — był tym, kto wprawił w ruch szantaż Kompanii Indyjskiej. W wynikłym stąd fałszerstwie dekretu nawet brał pośrednio udział.
zdumienie przechodzi w gniew
Każde z tych oskarżeń jest poparte dowodami. Wysłuchajcie raportu; potem osądzicie.
Wzbierający dotąd szmer wybucha w krzykach.
OKRZYKI
Nie potrzeba! — Górą Komitety! szalony poklask Teraz znamy Dantona! — Precz ze zdrajcą! — Spiskowiec! — Szantażysta! — Prowokator! — Wystawić dekret! ogólnie: Dekret oskarżenia!!
BOURDON
troszkę nieswój wchodzi na estradę i podnosi rękę
Panowie! Sam byłem przez czas dłuższy ofiarą przewrotności Dantona. Zrozumiałem swą fatalną pomyłkę. — Sądzę, koledzy, że powinniśmy dać Komitetom nieodparty dowód zaufania; w tym celu proponuję wydanie dekretu oskarżenia zaczyna się poklask przeciw tym czterem łotrom — nie czekając na raport Saint-Justa.
powszechny poklask. Znów wybuch śmiechu, tym razem nieukojonego
TALLIEN
groźny szmer wśród oklasków
Z czego się pan śmieje?
PANIS
wstaje czerwony; oczy mu tańczą
Przepraszam Zgromadzenie... to u mnie objaw nerwowy... gryzie wargi W szcze-gólnie... dławi się ur-uro-czystych... chwi-iii-lach...
Chustką knebluje nowe parsknięcie i chowa się wśród nieżyczliwego mruczenia.
TALLIEN
przygnębiony
Kto głosuje przeciw wnioskowi Bourdona? nikt się nie rusza. Ponurym głosem Dekret oskarżenia uchwalony przez aklamację.
Z przyjacielem, który pozostaje na trybunie, by rozpocząć raport, Robespierre zamienia przelotne spojrzenie, pozbawione widzialnego wyrazu.