ODSŁONA 3
U Dantona. Śpi na szezlongu przy świetle lampki. Nieznajomy — ubranie podróżne, cylinder nasunięty na oczy, twarz po nos ukryta w kołnierzu — wchodzi bez szmeru i przystaje u stóp śpiącego.
DANTON
budzi się; półgłosem
To ty, Westermann41? — Więc cóż?... Nieznajomy trwa bez ruchu. Danton unosi się na łokciu, zaniepokojony Kto to?!... znów mija parę sekund. Głośno Kto tu jest?!!
NIEZNAJOMY
Ciszej, C Three42. Danton skoczył na równe nogi. Podnosi lampkę ku zasłoniętej twarzy gościa, lecz ten wstrzymuje mu rękę Wybaczy pan: nie przedstawię się.
Siada. Danton stoi przez chwilę oszołomiony; budzi się nagle i stwierdza, czy oboje drzwi zamknięte i czy się naprzeciw nie świeci.
DANTON
zasłoniwszy okno, siada na brzegu szezlongu
No?
NIEZNAJOMY
wyciąga płaską paczkę i kartkę
Pi Two alias Twelve 43 przesyła panu to za dekret 18 nivôse’a44. Proszę o pokwitowanie.
DANTON
raz jeszcze obejrzał się ku oknu; otwiera paczkę przy lampce
Co... angielskie funty?! A któż mi je zmieni?
NIEZNAJOMY
To już pańska rzecz. Trzeba było przeszkodzić aresztowaniu Perrégaux.
DANTON
ignoruje docinek, bo zajęty
I kwit w dodatku! Po drodze mogą pana sto razy aresztować. Moje pismo zna cała Francja. — Kwitu nie dam.
NIEZNAJOMY
Jak pan woli. — W takim razie muszę oddać dziesięć tysięcy funtów temu, kto mi je powierzył. — Bo ja, wie pan — jestem nieco wrażliwy na punkcie buchalterii.
DANTON
ignorując wyciągniętą rękę, rzuca mu paczkę pod nogi. Wstaje sztywno
Żegnam.
Nieznajomy podniósł i schował paczkę. Nie rusza się.
NIEZNAJOMY
To nie wszystko. — C Three: Minister zna obecną pańską sytuację. Nie chcąc jej pogorszyć, zwalnia pana od zobowiązań. Central Office45 nie będzie nadal przyjmować raportów ani projektów od pana.
Podczas tej przemowy Danton z wolna pochylał się ku niemu. Opanowuje się z trudem. Prostuje się i wstaje.
DANTON
odwraca się i zaczyna chodzić. Ręce za plecami. Po krótkiej pauzie
Mówiąc prościej: Pitt ostrzegawczy syk Nieznajomego dziękuje mi za służbę.
NIEZNAJOMY
Nie ja określam rzecz w ten sposób...
DANTON
zatrzymuje się. ..
Bo Pitt gdzieś coś posłyszał, że moje akcje spadają; więc drży, że Danton mógłby go teraz poprosić o jakąś wzajemną przysługę... oddawszy mu ich tyle!
Uspokój pan Pitta: Danton nie zamierza jeszcze żebrać cudzej pomocy. Zapamiętaj pan sobie te słowa: Pitt przeleje łzy gorzkiego żalu za swą łatwowierność, nim trzy dni upłyną. odchodzi; przerwa
Nie tak to bezpiecznie wypowiedzieć Dantonowi służbę. Pitt nauczy się odróżniać Dantona od swoich lokajów i szpicli. Pitt dowie się, że umowy zawarte z Dantonem obowiązują dwie strony.
siada napuszony
NIEZNAJOMY
O to właśnie chodzi, C Three, że umowa obowiązuje dwie strony. Więc gdy jedna strona pieniądze bierze, a warunków nie spełnia...
DANTON
zrywa się
Ja... ja nie spełniam!!! Ja nie wiodę od pół roku Komitetu Ocalenia za nos, że walczy z wiatrakami, kroku naprzód zrobić nie może, a waszych manewrów nie widzi?! Ja nie stworzyłem, nie podszeptuję, nie rozsiewam „Vieux Cordeliera”?!
NIEZNAJOMY
Wszystko to poza umową; a pozostaje pytanie, dla kogo? Czy na pewno dla nas? — Czy też dla domu d’Orléans46, naszego wroga — któremu Danton obiecał koronę?...
DANTON
rzuca się ku niemu
Bezecna pot...
Gość wywinął się z niesamowitą zręcznością. Nagle stoi na środku pokoju.
NIEZNAJOMY
zbliża się z powrotem, mówiąc głośno
Czy też może dla sprzy...
DANTON
syczy
Ciszej, psie przeklęty!
NIEZNAJOMY
stoi przy stole, kantem od Dantona przedzielony
Aha!... znów półgłosem ...dla tajemniczego sprzymierzeńca na Wschodzie, z którym się pertraktuje przez Szwajcarię o wydanie dzieci Ludwika?
krótka pauza
Czy też po prostu dla siebie... bo Republika jakoś przestaje wam służyć? odchodzi; zatrzymuje się o krok dalej Ci właśnie, Danton, muszą najściślej przestrzegać zasad lojalności — co sobie za zawód — obierają — zdradę. Danton odpowiada piorunującym policzkiem. Nieznajomy pada bokiem o stół; szalonym wysiłkiem zapobiega runięciu na podłogę. Kapelusz mu spadł; Danton świeci mu chciwie w twarz. Nieznajomy prostuje się spokojnie Niezgrabne bydlę, jak zawsze — gdyby nie moja zręczność, huk by się rozległ na cały dom — sąsiedzi by się zbiegli... odchodzi; od drzwi Słowem, C Three: nie liczcie na pomoc Ministra, gdy wam przyjdzie nocą uciekać za granicę sztuczny nieco śmiech Dantona — dla Central Office przestaliście dziś istnieć.
otwiera sobie i wychodzi, cicho zamykając drzwi
Danton walczy przez chwilę z wzburzeniem, dysząc. Wreszcie udaje wybuch ciężkiego śmiechu — wzrusza ramionami, obraca się na obcasie i zaczyna szukać świecznika. Nie znalazłszy go, idzie do drzwi na prawo.
DANTON
otwiera je i woła
Louise!47 — Lou-ise!!
szybkie, ciche kroki
LOUISE
niewyraźna drobna postać w bieli
Czego chcesz?
DANTON
Czemuś mi znowu świecznik zabrała? Potrzeba mi światła. Louise idzie po światło; stawia je na stole i chce odejść. Danton chwyta ją niespodziewanie za obie ręce i przyciąga ku sobie Louison... przepraszam cię. obejmuje ją ramieniem Widzisz, jedyna... mam tyle zgryzot w ostatnich dniach, tyle niepokoju — że czasem wybuchnę; a potem mi żal. Nie gniewaj się na mnie.
chce ją pocałować
LOUISE
odpycha się od niego
Nie gniewam się, tylko daj mi spokój.
DANTON
A to co znowu? Przepraszam cię za bagatelę niby za Bóg wie jaką krzywdę, a ty mnie odpychasz jak zarażonego?! Dość już raz tej wiecznej komedii!
przyciska ją ciasno do siebie
LOUISE
patrzy mu w oczy od dołu
Może mnie uderzysz? To jedno z twoich praw.
DANTON
mięknie nagle; z smutnym śmiechem
Należałoby ci się, Bogiem a prawdą... przyciska ją do siebie mniej ostro a czulej Cudu mój kolczasty: wiem, że jestem paskudny jak sam diabeł... z pewnym trudem, nienaturalnie pobieżnie i wiem, że mnie nie kochasz... ale wstydu ci nie przynoszę, jedyna. Być żoną Dantona, dziecko, to nie byle co — poczekaj trzy dni jeszcze, a przekonasz się... ile wart ten twój poczwarny mąż... ujmuje twarz jej w obie ręce; cicho, intensywnie Louise... chcę cię widzieć panią całej Francji.
LOUISE
drgnęła przerażona; nuta plebejskiego rozsądku w jej okrzyku
Czyś ty oszalał?!!
DANTON
Co, boisz się? Boisz się przy mnie?! Miej odwagę oszaleć i ty też! całuje ją avec fougue48 Cóż — przebaczyłaś mi? ona wzrusza ramionami z rezygnacją. Danton wyciąga lewą rękę po lichtarz No to chodź... zgasimy światło, żebyś mnie nie widziała...
LOUISE
stygnie i bezwładnieje mu w rękach
Georges... jestem tak zmęczona... czuję się coraz gorzej od kilku dni... Georges, proszę cię, z... przerywa jej spazm gardła. Kończy, odwracając głowę zlituj się nade mną!...
DANTON
trzyma ją bardzo delikatnie, zaniepokojony
Dziecko jedyne, czemużeś mi nie powiedziała wcześniej? — A rzeczywiście wyglądasz gorzej... Louison, najdroższa moja, co tobie jest? Louise wzrusza ramionami na znak, że nie wie. Twarz Dantona rozjaśnia się naglą radością Ach... więc to może?!!... namiętnie, trzęsie nią Louison! Mów!!
LOUISE
bliska pasji
Nie szarp mnie! Nie wiem!
DANTON
zmrożony, bardzo łagodnie
Wybacz, kochanie — idź, śpij spokojnie.
Puszcza ją, całując we włosy tak delikatnie, że ona nie czuje dotknięcia. Stojąc zamyślony przy stole, poprawia krawat wśród grymasów. Słychać czyjeś skrzeczące buty na schodach. Danton prostuje się w nowym napięciu.
WESTERMANN
wchodzi bez pukania, niezgrabny, jakby lekko oszołomiony
Dobry wieczór.
pada na fotel, ale dźwiga się na widok karafki na stole
DANTON
czeka chwilę, podczas gdy gość nalewa sobie — wreszcie zły
No więc?
WESTERMANN
z kieliszkiem w ręce
To ty jeszcze nie wiesz? pije Spałeś znowu, jak dziesiątego sierpnia?
DANTON
Będziesz gadał?...
WESTERMANN
nalewa sobie drugi
Klapa na całej linii. odstawia i siada Tfu, babskie wino.
DANTON
miał czas przemóc wstrząs; spokojnie
Cóż to znaczy?
WESTERMANN
Co ma znaczyć? Komitet wywęszył, bestia. — Już trzy sekcje były rozruszane; szkoda. — Ale co zrobić,
wzdycha, rozkłada się wygodniej
DANTON
stoi zamyślony
Hm... choć teraz to by się i tak na nic już nie zdało... zaczyna spacerować Kto wie... może tak nawet lepiej, zwraca się do gościa Co się właściwie stało? Mówże nareszcie!
WESTERMANN
Godzinę temu aresztowano ich tam coś piętnastu — Vincent, Danton przystaje i opiera się o stół Ronsin, Hébert — czy ja wiem? Całe towarzystwo49. Danton siada i podpiera głowę Słuchaj, Wielki Sędzio: nie masz ty czego lepszego? Danton wyjmuje mu bez słowa inną flaszkę z szafki, stawia na stole, siada z powrotem i bębni palcami po płycie. — Westermann skosztowawszy O wiesz — to rozumiem, pije z uznaniem. Ocierając usta Robespierre wrócił dziś. Danton przestaje bębnić Widziałem go w parku zamkowym chwilę temu — bo Konwencja ma teraz posiedzenie.
DANTON
wstaje
Spodziewam się, że ma... przechadza się przez chwilę. Naraz stwierdza To znaczy, że rozwiążą Armię Rewolucyjną.
WESTERMANN
zdziwiony
Skądże ty wiesz? opryskliwy śmiech Dantona Bo rzeczywiście tak powiadają... ja się tam na tym nie znam.
nalewa sobie
DANTON
przystaje przed nim znienacka
Wiesz, West... to cud, żeś ty jeszcze wolny. pauza; na wpół do siebie Podejrzany cud. zamyśla się, patrząc w podłogę. Nagle wybucha jasnym śmiechem Pah! Przecież to jasne! — Skądże by mieli się ważyć!
Siada, w dobrym humorze. Westermann uderzony pewną myślą nagle odstawia kieliszek.
WESTERMANN
po chwili
A może po prostu... nie wiedzą?! Danton wzrusza obojętnie ramionami. Znów mija chwila Konwencja właśnie zebrana w komplecie... naprężona przerwa. Zrywa się sprężyście; opiera się, stojąc, łokciami o płytę i zaczyna przemawiać poprzez stół cicho a szybko Człowieku... czyż ty nie widzisz, że fiasko Vincenta, to dla nas istna Opatrzność?! Zważ tylko: cały Paryż, przygotowany do puczu, jak beczka prochu; Konwencja aresztowała Vincenta i już się cieszy, że wszystko w porządku — tymczasem ja zostałem, a ja też umiem podpalić lont!...
Wiesz, co trzeba zrobić? Zadzwonić na trwogę teraz, o, w środku nocy. Insurekcja jak piorun z jasnego nieba — nie będzie nawet próby oporu. Nie dam im czasu. Spędzę na gwałt zaspane sekcje — bractwo z sociétés wypuści kontrrewolucję z więzień na ulice — zrobi się galimatias, jakiego świat nie widział. Rozjuszony motłoch przypadkowo zaleje Konwencję i uśpi na wieki wszystkie grubsze ryby z Komitetami na czele.
Nazajutrz, Danton — Paryż przyjdzie cię błagać, byś raczył objąć władzę. Wiesz, jak to jest... w tobie ujrzą jedyny ratunek. Dasz się uprosić; ale prędzej niż za pięć dni nie uporasz się przecie z chaosem — a przez pięć dni York zdąży otoczyć Paryż, aż miło. wyczekująca pauza; Danton milczy Wiemy przecież, że Jourdan na północy chętnie przepuści Anglika. — My, generałowe Republiki, mamy też już serdecznie dość tego rządu adwokatów50, co nami pomiata jak szeregowcami... Danton, ja ci ręczę, że mi się uda! A taka sposobność zdarza się tylko raz!
DANTON
przychyla się wstecz ku poręczy, wsuwa ręce w kieszenie, mierzy Westermanna przez zmrużone oczy
Wzywać Anglika!... Odwiecznego wroga wpuszczać w samo serce Francji! — Płatnym satelitom takiego Pitta na łup wydawać Miasto Dziesiątego Sierpnia! — Ty Judaszu!!
WESTERMANN
patrzy na niego z lekko rozchylonymi ustami. Gdy nieco ochłonął
Dan-ton... przecie nie dawniej jak tydzień temu rozważałeś, jak by Yorka sprowadzić po puczu...
DANTON
Głupcze! Tydzień temu zbawienie ojczyzny zależało od natychmiastowego porozumienia z najpotężniejszym jej wrogiem! — Dziś... sytuacja doszczętnie zmieniona. Teraz Francja może i musi dążyć nieubłaganie do całkowitego unicestwienia tego narodu żmij. — Ani słowa więcej! Powiedziałem.
Wstaje wzburzony i chodzi. Westermann oniemiały siada z powrotem.
WESTERMANN
nieśmiało
Widzisz, Danton... ja wiem dobrze, żem dureń skończony, gdy chodzi o politykę... i żeś ty bez porównania mądrzejszy. O, wiem... Ale... gdy się ma na sumieniu tyle, co ty, a już zaczy...
DANTON
obraca się majestatycznie
Co na przykład?...
WESTERMANN
czym prędzej
Ależ... oczywiście, że nic złego... nic we właściwym sensie... tylko przy tych zwariowanych rewolucyjnych prawach... gwałtownie a cicho No niechże się chociażby dowiedzą, żeś to ty nawiązał u Batza całą tę hecę z Kompanią Indyjską! — Ale to jeszcze nic... pomyśl za to, jak łatwo może się teraz wydać, żeś właśnie ty miał zostać Wielkim Sędzią!! — Przecie dążenie do dyktatury to dla nich najstraszniejsza z wszystkich zbrodni — zdrada stanu to żart w porównaniu! — Jeśli to wyjdzie na jaw... to po tobie.
DANTON
siada w dobrym humorze
Co ty mówisz? No a któż by mnie to miał zgładzić?
WESTERMANN
Jak to kto? — Komitet przecie! — Robespierre wrócił, Danton!...
DANTON
wpada w gniew
Ten ich śmieszny Komitet mnie by miał tknąć?! Albo Robespierre! A niechże sobie wraca, niech przesiaduje w Komitecie dniem i nocą, niech się sam stanie Komitetem! To anemiczne chuchro nie przedstawia dla mnie najdrobniejszej przeszkody.
WESTERMANN
zamyślony
No... skoro tak uważasz... tyś mądrzejszy...
DANTON
West, miejże rozum: za mną stoi przecie kapitał; za mną, Człowiekiem Dziesiątego Sierpnia, stoi ludność stolicy! — A Robespierre? Cóż on ma za poparcie? Swoich jakobinów. Kropka. W Konwencji musi uważać, żeby ze mną nie zadzierać, bo wie, że Centrum — olbrzymia większość — zawsze i wszędzie stanie po mojej stronie! — Wiesz, czemuś ty jeszcze wolny? — Bo Komitet nie śmie aresztować mojego przyjaciela!
WESTERMANN
z wahaniem
Tylko... Ale proszę, nie gniewaj się, Danton... widzisz, Robespierre umie zastraszyć jak nikt inny. Jeśli zastraszy Konwencję... to cię nikt nie poprze. Nikt. — Ponadto — jeśli ty masz Paryż, to on ma prowincję, a...
DANTON
podnosi się z tryumfalnym śmiechem
Ha ha! Niechby spróbował! — Niechżeby spróbował zmobilizować społeczeństwo przeciwko mnie!
Westermann: ja stworzyłem sobie talizman, wobec którego mesmeryczna technika Robespierre’a traci wszelkie znaczenie: to „Vieux Cordelier”. Dzięki niemu ja zapanowałem nad mózgiem Francji. Przez niego wywieram wpływ sto razy silniejszy niż ten szarlatan. Dziś już kilka milionów ludzi myśli, jak ja myślę, i chce, czego ja chcę: bo kilka milionów ludzi czyta „Vieux Cordeliera”. West: gdyby Robespierre dziś ważył się mnie wyzwać — to znaczy, że jest niepoczytalny.
Wpada wzburzony Desmoulins.
DESMOULINS
przeszywającym głosem
Georges!!... trochę ochłodzony Och, masz gościa...
WESTERMANN
nie rusza się
To tylko ja, Camille — przeszkadzam ci?
DANTON
Zostań. — Więc cóż, Camille? — Masz, napij się. — No? Cóżeś znów zbroił?
CAMILLE
chciwie wypił kieliszek wina. Odstawia; półgłosem
Desenne aresztowany, Georges.
DANTON
po kilku sekundach.
...co ty pleciesz, chłopcze?...
zawieszenie
WESTERMANN
podnosi się, żeby nalać nowy kieliszek
I tak „Vieux Cordeliera” diabli wzięli. Razem z Wielkim Sędzią.
CAMILLE
histerycznie
Danton: co ja mam teraz począć?
DANTON
wciąż nieruchomy
Wstydzić się przede wszystkim. Zachowujesz się jak panienka.
CAMILLE
Pomyśl: ten przeklęty siódmy numer leży u Desenne’a! — No, jak go Komitet przeczyta — to po mnie. pada na krzesło, kryje twarz w rękach O Georges, Georges! I po coś ty mi kazał pisać takie okropne rzeczy!...
DANTON
rad, że ma się na kim rozpędzić
Bom nie wiedział, że mam do czynienia z rozlazłym tchórzem! — Proszę bardzo: idź do Robespierre’a, rzuć mu się do nóg, przysięgaj, żem cię batem zmuszał do...
CAMILLE
zrywa się
Georges! Jakże możesz obrażać mnie w ten sposób!... ochłonął Wiesz doskonale, że ci jestem bezwzględnie oddany — a że Robespierre’owi ręki nie podam, póki żyję. — Ale poradźże mi!...
WESTERMANN
wstaje
Danton: osioł ze mnie, zgoda — ale teraz to już i ostatni kretyn zrozumie, że trzeba skończyć z Komitetem. Widzisz... nie znałeś jednak Robespierre’a. — Idę prosto do sekcji; dobrze?...
CAMILLE
zaciekawiony
Co?
DANTON
Nie. Twój plan jest dziecinny. Ani jednej szansy powodzenia. Sekcje drapnęłyby ci spod palców, a my byśmy osiągnęli tyle, że by nas wyjęto spod prawa jako buntowników i stracono bez sądu. — Nie. Dziękuję.
WESTERMANN
Danton, taka sposob...
DANTON
out of all patience51
Stul pysk nareszcie! — Więc taka to wasza karność?! I cóż się takiego stało właściwie? Desenne aresztowany! — Czyż wy, idioci, nie widzicie, że Robespierre próbuje ocalić sobie w ten sposób jakąś resztkę powagi?! Pojutrze wypuszczą Desenne’a i na tym się skończy. A ty, Camille, wydasz nowe pismo u kogo innego.
U Camille’a odruch protestu; lecz energiczne pukanie przerywa mu. Nie czekając na odpowiedź, wchodzi Delacroix.
DELACROIX
Nic z twojej dyktatury, przyjacielu... pogardliwy znak Dantona Już wiesz — tym lepiej. A teraz, na Boga, bądźcie ostrożni! — Szczególnie ty, poeto! — Przyprowadziłem ci czystego głupca, Danton. Jeśli go sobie złowić potrafisz — zyskasz nieocenioną broń przeciw Konwencji. Bo zapamiętały jest jak furiat; a czułego punktu nie ma na nim w ogóle. Najmniejszej defraudacji, nadużycia, spekulacji — dosłownie nic! — Zaraz go Bourdon przyprowadzi.
Wchodzą Bourdon i Philippeaux. Ten wita wszystkich ryczałtowym, niemym ukłonem.
CAMILLE
wstaje i podchodzi
Witamy pana, Philippeaux! Chwali się, że pan nareszcie do nas przyszedł!
PHILIPPEAUX
zimno
Jeszcze do was nie należę, panowie.
DELACROIX
Przyprowadziłem go, bo przecież sprawę mamy wspólną; on uparł się chodzić własnymi drogami...
DANTON
podaje gościowi rękę; serdecznie
A w polityce to wielkie ryzyko i jeszcze większy błąd. — Czemuż by się pan nie miał do nas przyłączyć?
PHILIPPEAUX
cicho i sucho
Bo nie znam waszych celów.
DANTON
Jak to?! Zwalczamy bezprawną dyktaturę Komitetów...
CAMILLE
Jak to?! Dążymy do zniesienia terroru, co kraj torturuje...
PHILIPPEAUX
rzeczowo
Tak twierdzicie publicznie. — Przyłączę się, jeśli się przekonam o rzetelności waszych zamiarów.
DANTON
A jakiż jest w takim razie pański cel?
PHILIPPEAUX
z naciskiem
Unieszkodliwić Komitet Ocalenia. Aresztując Desenne’a — naruszając wolność prasy — dopełnił zaiste miary swych nadużyć.
CAMILLE
tryumfalnie
A widzi pan, że mamy wspólną sprawę!
WESTERMANN
W jaki sposób zamierza pan unieszkodliwić Komitet?
PHILIPPEAUX
To kwestia wymagająca wielkiego taktu i przezorności. Komitet stał się sercem państwa: nie można go zatem tknąć. Trzeba mu odjąć — bez najmniejszego wstrząsu — zasób władzy przerastający jego kompetencje; rozdzielić tę władzę z powrotem między właściwe organy — i zostawić go przy pierwotnym, legalnym zakresie funkcji.
WESTERMANN
w napięciu
No dobrze, ale w jaki sposób chce pan to osiągnąć?
PHILIPPEAUX
z pewnym wahaniem
W razie ostateczności... nawet przy pomocy sekcji zbrojnych. Bo wobec woli ogółu wyrażonej bezpośrednio — Komitet nie może stawiać oporu. — Ale w tym celu sekcje musiałyby przejść gruntowne przygotowanie moralne i dać gwarancję, że powaga rządu nie dozna ujmy.
WESTERMANN
podniecony
Akurat ten sam plan przedłożyłem Dantonowi. Słowo w słowo ten sam. A właśnie mam środki pod ręką: Vincent przygotował kilka sekcji dla swoich celów — wystarczy schylić się i podnieść!
CAMILLE
Co za okazja! Trzeba natychmiast...
PHILIPPEAUX
ściąga brwi
Ależ generale! Przecie w takim razie brak wszelkiego moralnego przygotowania! Wbrew woli przeprowadziłby pan... zamach stanu.
DELACROIX
Bynajmniej! Za zachowanie oddziałów odpowiada wódz. Więc...
PHILIPPEAUX
zamyślony
N-no tak... jeśli wodzowi można zaufać, że nie dopuści do nadużycia sytuacji...
DELACROIX
Sposobność jedyna! Byle śmiało!
BOURDON
cicho
A czas doprawdy najwyższy...
CAMILLE
Trzeba od razu! Jeszcze dziś!
PHILIPPEAUX
przekonany
Tak. Macie rację.
WESTERMANN
No widzicie: tymczasem Danton nie chce.
powszechne zdumienie
CAMILLE
Zmiłuj się, Georges! A to czemu?
DELACROIX
Wiesz... zdumiewasz mnie.
BOURDON
No... Danton musi mieć dobre powody...
DANTON
Powiedziałem: nie.
chwila pauzy
PHILIPPEAUX
A zatem tchórzysz pan.
DANTON
poderwany
Coś ty powiedział?...
PHILIPPEAUX
Że tchórzysz.
Danton rusza ku niemu. Philippeaux czeka bez ruchu. Rozdzielają ich.
DANTON
opanowuje się
Podobna insynuacja nie może mnie dotknąć: jest zbyt zabawna. — Philippeaux jest zacnym uczonym, ale z masą nie stykał się nigdy. Nie wie zatem, że insurekcji nikt opanować nie może. Sekcje, raz wysłane na Tuileries — mogłyby znienacka zalać Konwencję, roznieść Komitety — a wódz patrzyłby na to bezsilny.
PHILIPPEAUX
Rzuca pan potwarz na świetną dyscyplinę i świadomość obywatelską sekcji paryskich!
DANTON
łagodnie
Nie: znam masę. — Słowem, towarzysze: nie godzę się na zamach stanu, jak to słusznie określił Philippeaux. Musimy natomiast skoncentrować siły w ofensywę czysto parlamentarną. Musimy otworzyć oczy ogółu i Konwencji na wykroczenia Komitetów. Musimy powracać do ataku dzień w dzień — aż osiągniemy jeden krzyk oburzenia ze stu tysięcy piersi, aż przebudzony przez nas naród powali nowego tyrana.
DELACROIX
ostrzegawczo
Oj, Danton... ostrożnie! Jeden fałszywy krok wystarczy, żeby przegrać przewagę nad Centrum! Przecież to nasz główny atut! Jak go stracimy... co wtedy?
WESTERMANN
gorączkowo
Właśnie to samo mówiłem!...
Danton piorunuje ich obu zaciekłym spojrzeniem.
DANTON
Tak jest! Philippeaux ma rację: Comsalu52 naruszać nie można... na razie. Dlatego, przyjaciele, nie będziemy go atakować wprost — lecz pośrednio poprzez Komitet Bezpieczeństwa. Plan kampanii mam gotowy. Bourdon: jutro otworzysz ogień. Żądaj ścisłej rewizji personelu w Comsurze53. Musisz osiągnąć aresztowanie ich głównego agenta, Hérona.
O, przyjaciele — nie tak łatwo despotyzm zdławi nasz głos. Lud nas popiera — bo wie, że w nas Wolność znalazła ostatnich obrońców. — Odwagi, towarzysze!
BOURDON
mruczy
Tak, odwagi... my mamy się narażać, atakować Komitety w oczy... a on sam, jak się raz kiedyś odezwie w Konwencji... to stale w myśl tychże Komitetów.
DANTON
mruży oczy
Tyś coś powiedział, Bourdon?... Nie dosłyszałem?...
BOURDON
zmieszany
Nie... Ja nic...
DANTON
Chciałbyś, żeby każde dziecko przejrzało naszą akcję? zmienia ton; do wszystkich Gdy tylko Konwencja się ocknie i zrzuci sromotne jarzmo kilku samozwańców — Republika będzie ocalona. Wówczas wolno nam będzie powrócić w cień bezimiennej, skromnej egzystencji. Cisza i spokój wśród powszechnego szczęścia będą nam jedyną, lecz słodką, nagrodą.
Podczas peroracji mrugnął znacząco ku Westermannowi. Goście gotują się do wyjścia.
PHILIPPEAUX
bierze kapelusz, podaje Dantonowi rękę
Może się pomyliłem. Gdyby tak było — odwołuję, com powiedział.
DANTON
mocno wstrząsa podaną dłoń
Szanuję was i cieszę się, żeśmy zyskali tak dzielnego towarzysza.
Odprowadza go do drzwi. Za nimi wychodzi Camille; na końcu Delacroix i Bourdon.
DELACROIX
cicho
Oj... coś mi się nasz Wielki Sędzia zaczyna nie podobać...
BOURDON
Daj pokój. Już on tam lepiej od nas wie, czego mu trzeba.
DELACROIX
potrząsa głową
Ale narażać swoje stanowisko w Konwencji!... naraz podejrzliwie Aach... chyba że...
Wychodzi z nieufnym spojrzeniem na Dantona.
WESTERMANN
gorliwie podbiega do wracającego Dantona
No?... Rozmyśliłeś się?!...
DANTON
Nie. — Słuchaj za to: zapoznaj się bliżej ze zdolniejszymi oficerami Armii Rewolucyjnej, choć ją rozwiążą. Z byłych żołnierzy tej Armii zorganizujecie powolutku garstkę ludzi pewnych — posiadających pewien trening wojskowy. Mogę opłacać kilku agentów... I nie trać kontaktu ze stowarzyszeniami ludowymi, choć je też pewno skreślą...
WESTERMANN
Aha, więc jednak nie rezygnujesz z...
DANTON
Z dyktatury? Owszem. Tego mam dość. Znudziło mi się. pauza Ale dobrze jest mieć garstkę zbrojną pod ręką... na wszelki wypadek.
WESTERMANN
po chwili, zamyślony, z wolna
Na wszelki... wypadek...