Rozdział LV. Zarzuty przeciw wykształceniu kobiet

Ale kobiety mają na głowie sprawy gospodarskie. — Mój pułkownik, pan S. ma cztery córki wychowane wedle najlepszych zasad, to znaczy, że pracują cały dzień: kiedy przychodzę, śpiewają utwory Rossiniego, które im przywiozłem z Neapolu; poza tym czytają Biblię Royaumonta, uczą się po głupiemu historii, tzn. tablic chronologicznych oraz wierszy księdza Le Ragois; umieją sporo geografii, cudownie haftują. Liczę, iż każde z tych dziewczątek może zarobić swoją pracą osiem su dziennie. Na trzysta dni czyni to czterysta osiemdziesiąt franków rocznie — mniej niż pobiera płacy jeden z ich nauczycieli. Dla tych czterystu osiemdziesięciu franków rocznie tracą na zawsze czas, przez który dane jest człowiekowi nabywać myśli.

Jeżeli kobiety będą czytały z przyjemnością owych dziesięć lub dwanaście dobrych książek, które ukazują się co roku w Europie, zaniedbają niebawem dzieci. To tak jak gdybyśmy się bali sadzić drzew nad oceanem, aby nie wstrzymać ruchu jego fal. Nie w tym względzie wychowanie jest wszechpotężne. Zresztą od czterystu lat wyłania się ten sam zarzut przeciw wszelkiemu wykształceniu. Nie tylko paryżanka posiada więcej cnót w r. 1820 niż w r. 1720, za systemu Lawa i regencji, ale także córka najbogatszego ówczesnego finansisty otrzymywała wychowanie gorsze niż dziś córka najskromniejszego adwokata. Czy są przez to gorszymi gospodyniami? Z pewnością nie. I czemu? Bo bieda, choroba, wstyd, instynkt zmuszają do tego. To tak jakby ktoś powiedział o oficerze, który się robi zbyt światowy, że oduczy się jeździć konno; zapominacie, że złamie rękę za pierwszym razem, kiedy sobie pozwoli na coś podobnego.

Zdobycze myśli wydają u obu płci te same dobre i złe skutki. Próżności nie zbraknie nam nigdy, nawet przy najzupełniejszym braku podstaw; weźcie mieszkańców małego miasteczka! Zmuśmy tę próżność bodaj, aby się wspierała na prawdziwych przymiotach, na przymiotach miłych lub pożytecznych dla społeczeństwa.

Półgłupki porwane rewolucją, która wszystko zmienia we Francji, zaczynają się godzić od dwudziestu lat, że kobiety mogą coś robić; ale powinny się oddawać zajęciom właściwym swej płci: hodować kwiaty, układać zielniki, karmić kanarki, tzw. niewinne przyjemności.

Te niewinne przyjemności więcej są warte niż próżnowanie. Zostawmy to gąskom, jak zostawiamy dudkom chwałę układania kupletów na imieniny pana domu; ale czy szczerze chciałby ktoś zaproponować pani Roland lub mistress Hutchinson259, aby spędzały czas na hodowaniu bengalskich różyczek260?

Całe to rozumowanie znaczy po prostu, iż chce się móc powiedzieć o swoim niewolniku: „Jest za głupi, aby być złym”. Ale na skutek pewnego prawa zwanego sympatią, prawa natury, którego co prawda pospolite oczy nie spostrzegą nigdy, braki twojej towarzyszki życia nie szkodzą twemu szczęściu w tej proporcji, w jakiej mogą ci wyrządzić bezpośrednią szkodę. Wolałbym, aby moja żona w przystępie gniewu próbowała mnie pchnąć sztyletem raz do roku, niż aby mnie przyjmowała kwaśno co wieczór.

Wreszcie, między ludźmi, którzy żyją razem, szczęście jest zaraźliwe.

Czy przyjaciółka twoja spędzi ranek — gdy ty byłeś na placu musztry lub w parlamencie — na malowaniu róży wedle pięknego dzieła Redouté, czy na czytaniu Szekspira, przyjemność jej będzie jednako niewinna; tylko że z myślami, jakie zaczerpnie ze swej róży, rychło cię znudzi za powrotem i tym bardziej będzie spragniona poszukać wieczór żywszych wrażeń. Przeciwnie, jeśli czytała Szekspira, jest równie zmęczona jak ty, miała tyleż przyjemności i będzie szczęśliwsza z samotnej przechadzki pod ramię z tobą niż z paradowania na najmodniejszym wieczorze. Przyjemności wielkiego świata nie istnieją dla kobiet szczęśliwych.

Nieucy są urodzonymi wrogami wykształcenia kobiet. Dziś zabawiają się z nimi, kochają się z nimi i są u nich w łaskach; cóż by się z nimi stało, gdyby kobiety zbrzydziły sobie bostona? Kiedy my wracamy z Ameryki lub Indii, opaleni i nasiąkli na pół roku pewną rubasznością, co mogliby przeciwstawić naszym opowiadaniom, gdyby nie mieli tej repliki: „Ba! kobiety są po naszej stronie. Podczas gdy pan był w Nowym Jorku, zmieniono kolor kabrioletów: modne są dziś czarne”. I my słuchamy z uwagą, bo ta wiedza jest użyteczna. Niejedna ładna kobieta ani spojrzy na nas, jeśli pojazd nasz będzie w złym guście.

Ciż sami głupcy, czujący się w obowiązku z racji wyższości swojej płci wiedzieć więcej niż kobiety, byliby zgubieni, gdyby kobietom zachciało się uczyć czegokolwiek. Trzydziestoletni głuptak powiada sobie, widząc na wsi u przyjaciela dwunastoletnie dziewczęta: „Oto będzie moje towarzystwo za dziesięć lat”. Można sobie wyobrazić jego zgorszenie i przerażenie, gdyby widział, że się uczą czegoś pożytecznego.

Zamiast towarzystwa i rozmowy mężczyzn-bab kobieta wykształcona, jeśli zdobyła rozum, nie tracąc wdzięku swojej płci, może być pewna, że znajdzie wśród najwybitniejszych ludzi swej epoki szacunek graniczący z uwielbieniem.

Kobiety stałyby się rywalkami, a nie towarzyszkami mężczyzny. — Tak, o ile zdołacie za pomocą edyktu wytępić miłość. Zanim się ukaże to piękne prawo, miłość nabędzie podwójnego uroku i smaku; oto wszystko. Podstawa, na której odbywa się krystalizacja, stanie się szersza; mężczyzna będzie mógł się cieszyć pełnią swej myśli przy ukochanej kobiecie, cała natura nabędzie nowych powabów w ich oczach, że zaś myśl wyraża zawsze jakiś odcień charakteru, lepiej się poznają i mniej będą popełniali niedorzeczności; miłość będzie mniej ślepa i sprawi mniej nieszczęść.

Chęć podobania się ubezpiecza na zawsze wstyd, delikatność i wszystkie uroki kobiece od niebezpieczeństw jakiegokolwiek wykształcenia. To tak jakby ktoś się lękał, że słowiki oduczą się śpiewać na wiosnę.

Wdzięk kobiet nie jest związany z ciemnotą: obacz godne małżonki naszych mieszczuchów, obacz w Anglii żony wielkich kupców. Pretensjonalność, która jest pedanterią (nazywam pedanterią np. mówić bez przyczyny o sukni od Leroy lub o romancy Romagnesiego, tak samo jak jest pretensjonalnością cytować Fra Paolo i sobór trydencki z powodu dyskusji o naszych zacnych misjonarzach); pedanteria sukni i dobrego tonu, przymus powiedzenia o Rossinim obowiązującego komunału, oto co zabija wdzięk paryżanek; a jednak, mimo groźnych objawów tej zaraźliwej choroby, czyż nie w Paryżu są najmilsze kobiety z całej Francji? I czy może nie dlatego, że właśnie w ich głowach los pomieścił najwięcej trafnych i zajmujących myśli? Otóż tych właśnie myśli żądam od książek. Nie będę im z pewnością radził czytać Grotiusa i Pufendorfa, odkąd mamy komentarz Tracy’ego do Monteskiusza.

Delikatność kobiet wynika z owego niebezpiecznego położenia, w jakim znajdują się tak wcześnie, z konieczności spędzenia życia wśród okrutnych i uroczych wrogów.

Istnieje we Francji może pięćdziesiąt tysięcy kobiet, które dzięki swemu majątkowi uwolnione są od wszelkiej pracy. Ale bez pracy nie ma szczęścia. (Namiętności same przez się zmuszają do prac, i to prac bardzo ciężkich, które zużywają całą energię duszy).

Kobieta, która ma czworo dzieci i dziesięć tysięcy franków renty, pracuje, robiąc pończochy lub suknie dla córek. Ale niepodobna uznać, że kobieta mająca własny powóz pracuje robiąc hafciki lub dywaniki. Poza jakimiś przebłyskami próżności nie może wkładać w to jakiegokolwiek zainteresowania, zatem nie pracuje. Zatem szczęście jej jest poważnie zagrożone.

Co więcej i szczęście despoty; kobieta bowiem, której serca nie ożywia od dwóch miesięcy żadne zainteresowanie poza haftem, będzie może na tyle zuchwała, aby dojść do wniosku, że miłostka, kokieteria lub wreszcie miłość fizyczna są wielkim szczęściem w porównaniu z jej zwyczajnym stanem.

Kobieta nie powinna ściągać na siebie uwagi. — Na co odpowiem znowu: o którejż kobiecie mówią dlatego, że umie czytać?

I któż broni kobietom, nim nastąpi przewrót w ich losie, kryć się z wiedzą, która stanowi ich codzienne zatrudnienie i która daje im co dzień uczciwą porcję szczęścia? Zdradzę im mimochodem pewien sekret. Kiedy sobie postawić jakiś cel, np. dokładne poznanie sprzysiężenia Fiesca w Genui w r. 1547, wówczas najsuchsza książka staje się zajmująca; to tak jak w miłości spotkanie osoby, która świeżo widziała drogą nam istotę; i to zainteresowanie zdwaja się z każdym miesiącem, póki nie poniechamy sprzysiężenia Fiesca.

Prawdziwym polem dla cnót kobiecych to pokój chorego. — Ale czy jest w naszej mocy uzyskać od dobroci bożej, by zdwoiła częstość chorób po to, aby dać zajęcie naszym żonom? To jest argument oparty na wyjątku.

Twierdzę zresztą, że kobieta powinna wypełniać sobie co dzień trzy lub cztery godziny wolne, jak rozumni mężczyźni wypełniają swoje wolne godziny.

Młoda matka, której syn ma odrę, nie mogłaby, gdyby nawet chciała, znaleźć przyjemności w czytaniu podróży Volneya po Syrii, tak jak jej mąż, bogaty bankier, nie mógłby w chwili bankructwa zastanawiać się z przyjemnością nad teorią Malthusa.

Jest to dla kobiet bogatych jedyny sposób, aby się odróżnić od pospólstwa: wyższość moralna. Ma się w ten sposób naturalnie inne uczucia261.

Czy pan chce zrobić z kobiet autorki? — W tym samym stopniu, jak ty masz zamiar kształcić córkę na primadonnę przez to, że jej dajesz nauczyciela śpiewu. Powiem nawet, że kobieta nie powinna nigdy pisać inaczej niż pani de Staël (de Launay), mianowicie z warunkiem ogłoszenia dzieł aż po jej śmierci. Drukować dla kobiety mniej niż pięćdziesięcioletniej znaczy stawiać swoje szczęście na najstraszliwszą loterię; jeśli jest na tyle szczęśliwa, że posiada kochanka, wnet go straci.

Widzę tylko jeden wyjątek: kobieta, która pisze, aby wyżywić lub wychować rodzinę. Wówczas mówiąc o swoich pracach powinna się zawsze obwarować interesem pieniężnym, mówiąc np. do majora: „Pańskie stanowisko daje panu cztery tysiące franków rocznie, a ja dzięki moim dwóm przekładom z angielskiego mogłam w zeszłym roku poświęcić trzy tysiące pięćset franków więcej na wychowanie synów”.

Poza tym kobieta powinna drukować tak jak baron d’Holbach lub pani de La Fayette: najlepsi przyjaciele nie wiedzieli o tym. Wydać książkę jest rzeczą niegroźną jedynie dla kurtyzany; gardząc jej stanem, będą ją wynosili pod niebiosa za jej talent, będą nawet chętnie przeceniali ten talent.

Wielu mężczyzn we Francji, z tych, którzy mają jakieś sześć tysięcy rocznej renty, czerpie swoje codzienne szczęście w literaturze, nic zgoła nie drukując; przeczytać dobrą książkę to dla nich jedna z największych przyjemności. Po dziesięciu latach zdwoili zasób swej inteligencji, a nikt nie zaprzeczy, że im więcej ktoś ma rozumu, tym mniej ma namiętności sprzecznych ze szczęściem drugich262. Nie sądzę, aby ktoś jeszcze przeczył, że synowie kobiety, która czyta Gibbona i Schillera, będą wyżsi duchem niż synowie tej, która klepie różańce i czyta panią de Genlis.

Młody adwokat, kupiec, lekarz, inżynier mogą wejść w życie bez żadnego wykształcenia, nabywają go co dzień sami, wykonywając swój zawód. Ale jakie środki mają ich żony, aby nabyć szacownych i potrzebnych przymiotów? Dla nich, zakopanych w zaciszu domowym, wielka księga życia i konieczności jest zamknięta. Wciąż w jednaki sposób, sprzeczając się z kucharką o rachunek, wydają trzy ludwiki, które mąż wręcza im co poniedziałek.

Powiem w interesie despotów: ostatni cymbał, byle miał dwadzieścia lat i rumiane pyski, niebezpieczny jest dla kobiety, która nic nie umie, gdyż wówczas cała jest instynktem; na kobiecie inteligentnej robi tyle wrażenia co przystojny lokaj.

Pocieszne w obecnym wychowaniu jest to, że nie uczy się dziewcząt niczego, czego nie miałyby szybko zapomnieć, raz wyszedłszy za mąż. Trzeba czterech godzin dziennie przez sześć lat, aby dobrze grać na harfie; aby dobrze malować miniatury lub akwarele, trzeba połowy tego czasu. Większość panien nie dochodzi nawet do znośnej mierności; stąd tak prawdziwe przysłowie: amator znaczy niedouk263.

Przypuśćmy nawet dziewczynę z pewnym talentem; w trzy lata po ślubie nie weźmie harfy lub pędzli do ręki ani raz na miesiąc; owe zdobycze tak wielkiej pracy sprzykrzyły się jej, chyba że traf dał jej duszę artystki, rzecz zawsze bardzo rzadka i mało usposabiająca do zajęć gospodarskich.

Tak to pod błahym pozorem przyzwoitości nie uczy się młodych panien niczego, co by im mogło dać oparcie w okolicznościach, jakie spotkają w życiu. Czyni się nawet więcej — zataja się, przeczy się istnieniu tych okoliczności, aby wzmocnić ich siłę: 1° zaskoczeniem, 2° nieufnością dyskredytującą wstecz całe wychowanie jako jedno wielkie kłamstwo264. Twierdzę, że powinno się mówić o miłości dobrze wychowanym pannom. Kto się ośmieli z dobrą wiarą twierdzić, iż przy naszych obecnych obyczajach szesnastoletnie dziewczęta nie wiedzą o istnieniu miłości? Kto je zapoznaje z tym tak ważnym i tak trudnym do oświetlenia pojęciem? Posłuchajcie, jak Julia d’Étanges skarży się na wiadomości, które zawdzięcza pokojówce. Należy się Russowi wdzięczność, że ośmielił się być wiernym malarzem w wieku fałszywej obyczajności.

Wobec tego, iż obecne wykształcenie kobiet jest może najpocieszniejszą niedorzecznością nowożytnej Europy, im mniej mają one wykształcenia w ścisłym znaczeniu tego słowa, tym więcej są warte265. Dlatego może w Hiszpanii, we Włoszech kobiety o tyle są wyższe od mężczyzn, powiedzmy nawet, wyższe od kobiet innych krajów.