Rozdział LIII. Arabia
Pod czarniawym namiotem Araba Beduina należy szukać wzoru i ojczyzny prawdziwej miłości. Tam, jak gdzie indziej, samotność i piękny klimat zrodziły najszlachetniejszą namiętność ludzkiego serca, tę, która aby znaleźć szczęście, pragnie wzbudzić je w tym samym stopniu, w jakim je czuje.
Aby miłość mogła okazać, czym umie być w sercu człowieka, trzeba było możliwej równości pomiędzy dwojgiem kochanków. Ta równość nie istnieje na naszym smutnym Zachodzie: kobieta porzucona jest nieszczęśliwa lub zhańbiona. Pod arabskim namiotem nie można złamać raz danej wiary. Wzgarda i śmierć idą natychmiast w ślad zbrodni.
Hojność jest u tego ludu tak czczona, że wolno jest ukraść, aby dać. Zresztą niebezpieczeństwo grozi tam co dzień, a życie upływa całe, można powiedzieć, w namiętnej samotności. Nawet gdy są razem, Arabowie mówią mało.
Nic się nie zmienia u mieszkańca pustyni; wszystko tam jest wieczne i nieruchome. Szczególne obyczaje, których dla braku wiadomości mogę dać jedynie słaby zarys, istnieją tam prawdopodobnie od czasu Homera249. Opisano je pierwszy raz około 600 roku naszej ery, na dwa wieki przed Karolem Wielkim.
Okazuje się, że to my byliśmy barbarzyńcami w stosunku do Wschodu, kiedyśmy go niepokoili naszymi krucjatami250. A wszystko, co jest szlachetnego w naszych obyczajach, zawdzięczamy owym krucjatom oraz Maurom hiszpańskim.
Jeżeli się porównamy z Arabami, duma prozaicznego człowieka uśmiechnie się z politowaniem. Nasze sztuki są znacznie wyższe od ich sztuk, nasze prawodawstwo jest na pozór jeszcze wyższe; ale wątpię, abyśmy górowali nad nimi w sztuce domowego szczęścia: zawsze zbywało nam dobrej wiary i prostoty; w stosunkach rodzinnych ten, co oszukuje, pierwszy jest nieszczęśliwy. Nie ma już dla niego bezpieczeństwa: wciąż czyniąc krzywdę, wciąż się lęka.
W epoce najstarszych pomników historycznych widzimy Arabów podzielonych od najdawniejszych czasów na mnogość niepodległych plemion błądzących po pustyni. Wedle łatwości, z jaką szczepom tym przychodziło zaspokajać pierwsze potrzeby, obyczaje ich były mniej lub więcej wykwintne. Hojność była wszędzie jednaka; ale wedle zamożności szczepu objawiała się ćwiartką koźlęcia potrzebną dla wyżywienia się lub darem stu wielbłądów spowodowanym względami pokrewieństwa lub gościnności.
Bohaterski wiek u Arabów, ów, w którym te szlachetne dusze jaśniały prostotą wolną od wszelkiego wydwarzania myśli lub uczuć, to wiek, który poprzedził Mahometa, a który odpowiada piątemu wiekowi naszej ery, założeniu Wenecji i panowaniu Klodwiga. Błagam waszą pychę, aby porównała pieśni miłosne, jakie nam zostały po Arabach, oraz szlachetne obyczaje odbijające się w Tysiącu i jednej nocy, z okropnościami, które ociekają krwią na każdej stronicy Grzegorza z Tours, historyka Klodwiga, lub Eginarda, historyka Karola Wielkiego.
Mahomet był purytaninem, chciał wytępić rozkosze nieczyniące krzywdy nikomu; zabił miłość w krajach, które przyjęły islam251, dlatego jego religia mniej była przestrzegana w Arabii, jej kolebce, niż w innych mahometańskich krajach.
Francuzi przywieźli z Egiptu cztery tomy in folio zatytułowane Księga pieśni. Tomy te zawierają:
1. Życiorysy poetów, którzy ułożyli pieśni.
2. Same pieśni. Poeta opiewa tam wszystko, co go zajmuje, chwali swego rączego bieguna i swój łuk, opowiedziawszy wprzód o swej kochance. Pieśni te były często miłosnymi listami autorów; dawały ukochanej osobie wierny obraz ich upodobań. Mówili niekiedy o zimnych nocach, w czasie których musieli spalić swój łuk i strzały. Arabowie są narodem bez domów.
3. Życiorysy muzyków, którzy składali muzykę do tych pieśni.
4. Wreszcie wykaz formuł muzycznych; te formuły są dla nas hieroglifami: muzyka ta pozostanie nam na zawsze nieznaną, zresztą nie podobałaby się nam.
Istnieje inny zbiór zatytułowany Historia Arabów, którzy zginęli z miłości.
Te tak ciekawe książki są bardzo mało znane: nieliczni uczeni zdolni je odczytać mieli serce wysuszone nauką i akademickimi narowami.
Aby się rozeznać w dokumentach tak zajmujących przez swą starożytność oraz przez osobliwe piękno obyczajów, których pozwalają się domyślać, trzeba nam nieco sięgnąć do historii.
We wszystkich czasach, a zwłaszcza przed Mahometem, Arabowie udawali się do Mekki, aby odbyć procesję dokoła Kaaby, czyli domu Abrahama. Widziałem w Londynie dokładny model świętego miasta. Jest to siedemset lub osiemset domów z dachami w kształt terasy, wybudowanych w piaszczystej pustyni przeżartej słońcem. Na jednym krańcu miasta wznosi się olbrzymia budowla, mniej więcej kwadratowa; gmach ten otacza Kaabę; składa się z szeregu krużganków, nieodzownych pod tym arabskim słońcem dla świętego pochodu. Krużganek ten odgrywa wielką rolę w historii obyczajów i poezji arabskiej: było to, jak się zdaje, w ciągu wieków jedyne miejsce, gdzie mężczyźni i kobiety stykali się z sobą. Gromadnie, z wolna recytując chórem święte poezje, obchodzono Kaabę. Procesja ta trwała trzy kwadranse i powtarzała się kilka razy w ciągu dnia; był to ów święty obrzęd, dla którego mężczyźni i kobiety ściągali ze wszystkich okolic pustyni. Pod krużgankami Kaaby ogładzały się tedy obyczaje arabskie. Niebawem wytworzyła się walka między ojcami a kochankami; z pomocą ód miłosnych kochanek wyrażał miłość młodej dziewczynie surowo strzeżonej przez braci lub ojca, obok której odbywał świętą procesję. Szlachetne i tkliwe obyczaje tego narodu istniały już w obozie; ale zdaje mi się, że miłosna dworność Arabów zrodziła się dokoła Kaaby: to jest też ojczyzna ich literatury. Najpierw wyrażała ona miłość po prostu i gwałtownie, jak ją czuł poeta; i później poeta, miast myśleć o tym, aby wzruszyć ukochaną, troszczył się o piękny styl; wówczas zrodziła się przesada, którą Maurowie zanieśli do Hiszpanii i która dziś jeszcze kazi książki tego narodu252.
Wzruszający przykład czci Arabów dla płci słabszej widzę w formule ich rozwodu. Kobieta w nieobecności męża, z którym chciała się rozwieść, zwijała namiot i rozpinała go na nowo, bacząc, by wejście znalazło się po stronie przeciwnej niż przedtem. Ta prosta ceremonia rozdziela małżonków na zawsze.
Fragmenty
wyjęte i przełożone ze zbioru arabskiego pt.
Dywan miłości
Zebrane przez Ebn-Abi-Hadglat
(Rękopisy w Bibliotece Królewskiej, nr 1461 i 1462)
Mahomet, syn Dżafara Elahuazadi, opowiada, iż kiedy Dżamil zachorzał na słabość, z której umarł, Elabas, syn Sohaila, odwiedził go i zastał bliskim zgonu. „O synu Sohaila! — rzekł Dżamil — co myślisz o człowieku, co nie pijał wina, nigdy nie splamił się nieprawym zyskiem, nie uśmiercił niesprawiedliwie żadnej istoty, której Bóg zabronił zabijać, dającym oto świadectwo, że nie ma innego boga niż Bóg i że Mahomet jest jego prorokiem?” — „Myślę — odparł Ben Sohail — że ten człowiek będzie zbawiony i dostąpi raju; ale któż jest człowiek ów, o którym mówisz?” „To ja” — odparł Dżamil. „Nie sądziłem, że wyznajesz islam — rzekł na to Ben Sohail — a przy tym od dwudziestu lat miłujesz Bothainę i sławisz ją w swoich wierszach”. „Oto — odparł Dżamil — znajduję się w pierwszym dniu tamtego świata, a ostatnim dniu tego świata; i godzę się, niech łaska naszego pana Mahometa nie rozpostrze się na mnie w dniu sądu, jeślim kiedy ściągnął rękę na Bothainę dla jakiej nagannej rzeczy”.
Ów Dżamil i Bothaina, jego kochanka, należeli oboje do Benu-Azra, plemienia sławnego miłością wśród wszystkich plemion Arabii. Toteż ich sposób miłowania przeszedł w przysłowie i Bóg nie stworzył istot czulszych w miłości.
Sahid, syn Agby, spytał raz pewnego Araba: „Z jakiego narodu jesteś?” — „Jestem z narodu, w którym się umiera, kiedy się kocha”. — „Jesteś tedy z plemienia Azra?” — dodał Sahid. „Tak, na pana świętej Kaaby!” — odparł Arab. „Skąd pochodzi, że wy kochacie w ten sposób?” — spytał następnie Sahid. „Nasze kobiety są piękne, a młodzieńcy czyści” — odparł Arab.
Ktoś zapytał jednego dnia Arua-Ben-Hezama253: „Czy prawdą jest, jak o was mówią, że jesteście ze wszystkich ludzi najczulsi w miłości?” — „Tak, na Boga! — odpowiedział Arua. — Znałem w swoim plemieniu ze trzydziestu młodzieńców, których zabrała śmierć, a którzy nie cierpieli na inną chorobę prócz miłości”.
Arab z plemienia Benu-Fazarat rzekł raz do drugiego Araba ze szczepu Benu-Azra: „Wy, Benu-Azra, myślicie, że umrzeć z miłości to słodka i szlachetna śmierć; zasię to jest oczywista słabość i głupota; a ci, których bierzecie za ludzi wielkiego serca, to szaleńcy i niedołęgi”. — „Nie mówiłbyś tak — odparł Arab z plemienia Azra — gdybyś widział wielkie czarne oczy naszych kobiet, ocienione długimi rzęsami i puszczające spod nich strzały, i zęby ich błyszczące zza ciemnych warg!”
Abu-el-Hassan, Ali, syn Abdaui, Elzaguni, opowiada, co następuje: „Pewien muzułmanin kochał do szaleństwa chrześcijańską dziewczynę. Wypadło mu odbyć podróż do cudzoziemskiego kraju z przyjacielem, który był powiernikiem jego miłości. Gdy jego sprawy przeciągały się w owym kraju, przypytała się doń śmiertelna choroba; za czym rzekł do przyjaciela: «Oto zbliża się koniec; nie spotkam już na tym świecie istoty, którą kocham, a lękam się, jeśli umrę muzułmaninem, że jej nie spotkam na tamtym». Przyjął chrześcijaństwo i umarł. Przyjaciel udał się do młodej chrześcijanki, którą zastał chorą. Rzekła: «Nie ujrzę już mego przyjaciela na tym świecie, ale chcę się z nim spotkać na tamtym: zatem daję świadectwo, że nie ma innego boga niż Bóg i że Mahomet jest prorokiem bożym». Po czym umarła i niech miłosierdzie boże będzie nad nią”.
Eltemimi opowiada, iż w szczepie Arabów z Tagleb była dziewica chrześcijańska bardzo bogata, która kochała młodego muzułmanina. Ofiarowała mu cały majątek i wszystkie klejnoty, nie mogąc pozyskać jego miłości. Kiedy straciła wszelką nadzieję, dała sto denarów artyście, aby jej zrobił posążek ukochanego. Artysta zrobił ów posążek; dostawszy go, młoda dziewczyna ukryła go w miejscu, gdzie zachodziła co dzień. Przyszedłszy, najpierw ściskała posążek, potem siadała koło niego i resztę dnia trawiła we łzach. Kiedy nadszedł wieczór, kłaniała się przed posążkiem i odchodziła. Tak czyniła długi czas. Młodzieniec umarł; poszła go zobaczyć i uściskać po śmierci; po czym wróciła do swego posążku, oddała mu pokłon, uściskała go jak zwyczajnie i położyła się wpodle niego. Nazajutrz znaleziono ją martwą, z ręką wyciągniętą ku paru wierszom pisma, które nakreśliła przed śmiercią.
Ueddah z krainy Yamen słynął wśród Arabów z piękności. Ueddah i Om-el-Bonain, córka Abd-el-Aziza, będąc jeszcze dziećmi, kochali się już tak, że nie mogli ścierpieć najkrótszej rozłąki. Kiedy Om-el-Bonain została żoną Ualid-Ben-Abd-el-Maleka, Ueddah oszalał od tego. Przybywszy długi czas w męczarni i szaleństwie, udał się do Syrii i zaczął krążyć co dnia koło domu Ualida, syna Maleka, nie mogąc zrazu znaleźć sposobu na to, czego pragnął. W końcu spotkał jakąś dziewczynę, którą zdołał pozyskać siłą wytrwałości i starań. Kiedy sądził, iż może jej zaufać, spytał, czy nie zna Om-el-Bonain. „Oczywiście, to moja pani” — odpowiedziała dziewczyna. „Wybornie — odparł Ueddah — twoja pani jest moją krewną i sprawisz jej z pewnością przyjemność, jeśli zechcesz jej zanieść nowiny ode mnie”. — „Zaniosę chętnie” — odparła dziewczyna. Za czym pobiegła natychmiast do Om-el-Bonain, aby jej udzielić nowin o Ueddah. „Uważaj, co mówisz! — wykrzyknęła pani. — Jak to, Ueddah żyje?” — „Z pewnością” — odparła dziewczyna. „Idź, powiedz mu — odparła na to Om-el-Bonain — aby się stąd nie oddalał, póki nie otrzyma wiadomości ode mnie”. Postarała się następnie, aby Ueddah mógł wejść do jej mieszkania, gdzie go trzymała w skrzyni. Wypuszczała go, aby z nim być, wówczas gdy sądziła, że jest bezpieczny; kiedy ktoś nadchodził i mógł go zobaczyć, wpuszczała go z powrotem do skrzyni.
Zdarzyło się jednego dnia, że przyniesiono Ualidowi perłę, on zaś rzekł do sługi: „Weź tę perłę i zanieś mojej Om-el-Bonain”. Sługa wziął perłę i zaniósł, gdzie kazano. Nie każąc się oznajmić, wszedł w chwili, gdy była z Ueddahem, tak iż mógł zapuścić wzrok w komnaty Om-el-Bonain bez jej wiedzy. Sługa Ualida spełnił zlecenie i poprosił Om-el-Bonain o jakiś datek za klejnot, który przyniósł. Odmówiła surowo i połajała go. Służący wyszedł pogniewany i oznajmił Ualidowi, co widział, opisując skrzynię, do której schował się Ueddah. „Kłamiesz, pieskie nasienie! kłamiesz!” — rzekł Ualid. I pobiegł żywo do Om-el-Bonain. Były w komnacie różne skrzynie; siada na tej, w której wedle opisu niewolnika siedział Ueddah, i mówi do Om-el-Bonain: „Daj mi którą z tych skrzyń”. — „Wszystkie są twoje, zarówno jak i ja sama” — odparła Om-el-Bonain. „Zatem — rzekł Ualid — chcę tej, na której siedzę”. — „Są w niej rzeczy potrzebne dla kobiety” — rzekła Om-el-Bonain. „Nie tych rzeczy pragnę, ale skrzyni” — powiedział Ualid. „Jest twoja” — odparła. Ualid kazał natychmiast zabrać skrzynię i zawołał dwóch niewolników, aby wykopali dół aż do głębokości, w której znajduje się woda. Następnie zbliżywszy usta do skrzyni zakrzyknął: „Powiadano mi coś o tobie. Jeśli mi powiadano prawdę, niech ślad twój będzie zatarty, niech wszelka wieść o tobie będzie pogrzebana. Jeśli skłamano, nie czynię nic złego, grzebiąc skrzynię: zakopię tylko drzewo. Kazał następnie zepchnąć skrzynię do dołu i zasypać ją kamieniami i ziemią, którą wprzód wygrzebali. Odtąd Om-el-Bonain nie przestała chodzić na to miejsce i płakać, aż jednego dnia znaleziono ją bez życia, twarzą do ziemi.
Rozdział LIV. O wychowaniu kobiet
Obecne wychowanie dziewcząt, owoc przypadku i najgłupszej pychy, zostawia w nich odłogiem zdolności najświetniejsze i najbogatsze w szczęście dla nich samych i dla nas. Ale gdzież jest roztropny człowiek, który by wykrzyknął bodaj raz w życiu:
... że taka jest stworzenia kolej
I że kobieta doszła swych rozumów miary,
Gdy pozna, co opończa, a co szarawary.
Uczone białogłowy, II, 7.
W Paryżu największą pochwałą dla panny na wydaniu jest zdanie: „Ma wiele słodyczy”, i siłą owczego pędu nic skuteczniej nie działa na głupców szukających żony. Zobaczcie ich w dwa lata później przy śniadaniu sam na sam z żoną w pochmurny czas, w czapce na głowie, w otoczeniu trzech dryblasów lokajów.
W r. 1818 wniesiono w Stanach Zjednoczonych prawo skazujące na trzydzieści cztery batogi tego, kto by nauczył czytać Murzyna z Wirginii254. Konsekwentne i rozumne prawo!
Czyż same Stany Zjednoczone użyteczniejsze były matce ojczyźnie wówczas, gdy były u niej w niewoli, niż od czasu gdy stały się jej równe? Jeżeli praca człowieka wolnego warta jest dwa lub trzy razy więcej od pracy tegoż człowieka w niewoli, czemu nie miałoby być tak samo z myślą owego człowieka?
Gdybyśmy śmieli, wychowywalibyśmy młode dziewczęta wręcz jak niewolnice; dowodem tego jest, że z rzeczy użytecznych umieją jedynie to, czegośmy ich nie chcieli nauczyć.
Ale tę odrobinę wykształcenia, które na nieszczęście uszczkną, obracają przeciw nam — powiedzą pewni mężowie. Bez wątpienia. I Napoleon miał słuszność, że nie dał broni Gwardii Narodowej; reakcja też ma słuszność, że tępi „wzajemne nauczanie255”. Uzbrójcie człowieka, a potem uciskajcie go dalej: ujrzycie, iż będzie dość przewrotny, aby o ile zdoła, obrócić broń przeciw wam.
Nawet gdybyśmy mogli wychowywać dziewczęta na idiotki znające jedynie zdrowaśki i rozwiązłe piosenki, jak w klasztorach z r. 1770, zostałoby jeszcze kilka drobnych wątpliwości:
1. W razie śmierci męża powołane są do opieki nad dziećmi.
2. Jako matki dają chłopcom, młodym przyszłym tyranom, pierwsze wychowanie, to, które kształtuje charakter, które wdraża duszę do szukania szczęścia na drodze takiej lub innej, co rozstrzyga się w czwartym lub piątym roku życia.
3. Mimo całej naszej pychy w drobnych sprawach domowych, tych, od których zwłaszcza zależy nasze szczęście (ile że w braku namiętności szczęście opiera się na oszczędzaniu drobnych codziennych utrapień), rady nieodzownej towarzyszki życia mają największy wpływ. Nie abyśmy jej chcieli przyznać ów wpływ w jakiejkolwiek mierze, ale dlatego że powtarza to samo przez dwadzieścia lat z rzędu; gdzie jest dusza, która by miała rzymską moc oparcia się tej samej rzeczy powtarzanej całe życie? Świat jest pełen mężów, którzy dają sobą powodować, ale przez słabość, nie z poczucia sprawiedliwości i równości. Ponieważ poddają się z musu, zawsze druga strona ma skłonność do nadużycia: niekiedy trzeba nadużyć, aby zachować.
4. Wreszcie w miłości, w owej epoce, która w południowych krajach obejmuje często ledwie dwanaście lub piętnaście lat, i to najpiękniejszych w życiu, szczęście nasze jest całkowicie w rękach ukochanej kobiety. Chwila niewczesnej pychy może nas unieszczęśliwić na zawsze, a w jaki sposób niewolnik posadzony na tronie nie miałby pokusy nadużycia swej władzy? Stąd fałszywe drażliwości i duma kobieca. Nic bezcelowszego niż te roztrząsania; mężczyźni są despotami, a widzimy, co sobie robią inni despoci z najroztropniejszych rad: człowiek, który może wszystko, smakuje tylko w jednym rodzaju rad, tych mianowicie, które go uczą pomnożyć swą władzę. Gdzież znajdą młode dziewczęta swego Quirogę lub Riega zdolnych despotom, którzy je gnębią i poniżają, aby je gnębić tym skuteczniej, udzielić owych zbawiennych rad, które nagradza się łaskami i orderami w miejsce szubienicy Porliera256?
Jeżeli taka rewolucja wymaga kilku stuleci to dlatego iż żałosnym trafem wszystkie pierwsze doświadczenia z konieczności muszą być sprzeczne z prawdą. Oświećcie młodą dziewczynę, ukształtujcie jej charakter, dajcie jej wychowanie w prawdziwym znaczeniu słowa: widząc prędzej lub później swoją wyższość nad innymi kobietami, staje się pedantką, to znaczy najnieznośniejszą i najbardziej wynaturzoną istotą pod słońcem. Nie ma mężczyzny, który by nie wolał spędzić życia ze służącą niż z sawantką.
Posadź młode drzewo w gęstym lesie, pozbawione powietrza i słońca przez sąsiednie drzewa, a liście jego zmarnieją, ono samo przybierze wysmukły i niedorzeczny kształt, nie będący kształtem natury. Trzeba sadzić od razu cały las. Któraż kobieta pyszni się, że umie czytać?
Pedanci powtarzają nam od dwóch tysięcy lat, że kobiety mają umysł żywszy, a mężczyźni tęższy, że kobiety mają w myśleniu więcej subtelności, a mężczyźni więcej skupienia. Dudek paryski, przechadzając się niegdyś w Wersalu, wnosił też ze wszystkiego, co widział, że drzewa rodzą się strzyżone.
Przyznaję, że małe dziewczynki mają mniej siły fizycznej niż chłopcy; można z tego wyciągnąć wnioski co do intelektu, wiadomo bowiem, że Wolter i d’Alembert byli w swojej epoce pierwszymi zapaśnikami na pięści. Każdy przyzna, że dziesięcioletnia dziewczynka ma dwadzieścia razy więcej sprytu niż mały urwis w tym wieku. Czemuż w dwudziestym roku staje się dużą idiotką, niezręczną, nieśmiałą i lękającą się pająka, urwis zaś inteligentnym mężczyzną?
Kobiety umieją tylko to, czego ich nie chcemy uczyć, to, co wyczytają w księdze życia. Wielką też dla nich szkodą jest urodzić się w bogatym domu: zamiast się stykać z istotami naturalnymi w obcowaniu, otoczone są pokojówkami lub damami do towarzystwa, już skażonymi i wynaturzonymi bogactwem257. Nic głupszego od księcia krwi.
Młode dziewczęta, czując się niewolnicami, wcześnie otwierają oczy; widzą wszystko, ale są zbyt ciemne, aby widzieć dobrze. We Francji kobieta trzydziestoletnia mniej ma wiadomości niż piętnastoletni chłopiec; kobieta pięćdziesięcioletnia ma rozum dwudziestopięcioletniego mężczyzny. Obacz panią de Sévigné podziwiającą najgłupsze postępki Ludwika XIV. Obacz dziecinne rozumowania pani d’Épinay.
Kobiety powinny karmić i pielęgnować swoje dzieci. — Odrzucam pierwszy punkt, godzę się na drugi. — Powinny, co więcej, robić rachunki z kucharką... — Zatem nie mają czasu dorównać piętnastoletniemu chłopcu w nabywaniu wiadomości. Mężczyźni mają być sędziami, bankierami, adwokatami, kupcami, lekarzami, księżmi etc. A mimo to znajdują czas, aby czytać Foxa i Luzjady Camoesa.
W Pekinie258 sędzia biegnący rankiem do trybunału, aby obmyślić sposoby zamknięcia pod klucz i zniszczenia legalnymi środkami biedaka dziennikarza za to, że się naraził podsekretarzowi stanu, u którego pan sędzia miał zaszczyt być poprzedniego dnia na obiedzie, jest z pewnością równie zajęty jak jego żona, która robi rachunki z kucharką, uczy córeczkę robić pończochę, asystuje lekcjom tańca i fortepianu, przyjmuje wikarego, który jej przynosi „Quotidienne”, wreszcie idzie wybierać kapelusz na ulicę Richelieu i na przechadzkę do Tuilerii.
Wśród swych szlachetnych zajęć sędzia ów ma jeszcze czas myśleć o tej przechadzce żony; i gdyby był równie dobrze z władzą rządzącą wszechświatem jak z tą, która włada państwem, błagałby niebiosa, aby użyczyły kobietom, dla ich dobra, osiem lub dziesięć godzin snu więcej. W obecnym stanie społeczeństwa wolny czas, który jest dla mężczyzny źródłem szczęścia i bogactwa, nie tylko nie jest dla kobiet korzyścią, ale jest to jedna z owych zgubnych swobód, od których zacny sędzia rad by je oswobodzić.