Poeta
— Pan jest poeta, panie Pinkierton?
— A czym mam być? Kupcem?
— Nie przesądzam. Handel w dzisiejszych czasach to już też jest czysta poezja. Ale nie wiem jednak, czy bądź co bądź pański zawód dobrze się rentuje26.
— To nie jest bankierska kariera, ale rozumie pan, panie Szmelkes, widmo sławy, upajające rymy, te rzeczy robią swoje.
— No, dobrze, napisze pan wierszyka i co? Płacą od razu?
— Wcale nie płacą. W ogóle mnie nie drukują. Należę do zapoznanych pisarzy.
— A jak wygląda finansowo taka pozycja? Wybaczy pan, panie Pinkierton, poziome pytanie zwykłego śmiertelnika.
— Taka pozycja wygląda nad wyraz ponętnie, panie Szmelkes. Ja piszę wierszyk na temat jakiejś firmy: z konfekcją damską, mogą być opony albo nożyki do golenia. Ten wierszyk jest bardzo brzydki.
— No, a za co pieniądze?
— Biorę wierszyka i umieszczam w gazetach jako ogłoszenie.
— To jeszcze pan dopłaca?
— Dopłacam. I z tego żyję. Mam nawet samochód.
— Nic nie rozumiem.
— Bo pan nie zna tych wierszyków. Jak wydział reklamy firmy, o której się pisze, z przerażeniem odczyta owe wiersze w pismach, to zaraz wynajmuje detektywa. Detektyw wyszukuje autora. Autorem jestem ja. Oni mnie wzywają i proszą na kolanach, żebym tylko przestał. Zwracają mi koszty i umawiamy się, że będę pisał wierszyki reklamowe o ich konkurencyjnej firmie. Ja reklamuję konkurencyjną firmę. Wtedy jej wydział reklamy wynajmuje detektywa, znajduje winowajcę i płaci mi, żebym już przestał, bo klienci się skarżą, że reklama ich jest na tak niskim poziomie. I tak w kółko. Z jednej branży można spokojnie żyć przez rok.
— A koszty własne?
— Minimalne.
— Mniej więcej ile?
— Sześć miesięcy z zawieszeniem. Rok i dwa miesiące. Trzy. Różnie bywa.
— Czy nie mógłby mi pan przytoczyć takiej reklamy?
— Pod dostatkiem: „Występują siódme poty, gdy używasz pudru »Koty«”.
— Jakie „Koty”, Cotti po prostu.
— Tym gorzej dla nich. Albo:
„Jeśli chcesz przejechać chłopa,
bierz opony od Dunlopa”.
Albo...
— Przestań pan! Przestań! Mnie to wystarcza w zupełności.
Sądowi wystarczyło także i pan Mieczysław Maciej Pinkierton, agent reklamowy, został skazany na sześć miesięcy więzienia za szantaż dokonany na szeregu firm w formie niechlujnych i dyskredytujących ogłoszeń. Po wyjściu z więzienia pan Pinkierton ma zamiar oddać się wyłącznie reklamom filmowym.