„Za zaliczeniem”

Co to oznacza „za zaliczeniem”? Nie wszyscy wiedzą. Na przykład dwaj wojskowi mieli na ten temat sprzeczkę, którą warto zanotować.

— Słuchaj, co to znaczy „za zaliczeniem”? — spytał elegancki ułan swego kolegę z artylerii.

— To bardzo proste. Wyobraź sobie, że idziesz do sklepu i kupujesz sobie pas.

— Kiedy ja mam nowy pas.

— No to wyobraź sobie, że kupujesz jeszcze jeden nowy pas.

— Mój drogi, jeszcze jeden nowy pas posiadam także.

— Ach! Mój Boże. Przecież ja mówię tylko tak dla przykładu. Wobec tego wyobraź sobie po prostu, że kupujesz jedwabny pas galowy, no...

— Kiedy nie potrzebuję nabywać sobie galowego, bo mam zupełnie nowy.

— E... nie można z tobą. Więc wyobraź sobie, że kupujesz jeszcze jeden jedwabny pas galowy, żeby mieć dwa.

— Kiedy ja już mam dwa galowe pasy.

— No więc idziesz do sklepu i kupujesz sobie trzeci...

— Dobrze, ale po co mi trzy galowe pasy? Przecież na bale chodzę najwyżej parę razy do roku. To byłaby zwykła lekkomyślność... Ty mi po prostu wyjaśnij, co to znaczy „za zaliczeniem”?

— Właśnie to chcę uczynić. Więc wyobraź sobie, że kupujesz sobie, no kupujesz sobie pas.

— Ale po co mi pas?

— Chociażby, żeby się powiesić.

Nie wiemy, jak się skończyła ta rozmowa, ale jesteśmy pewni, że ów wojskowy do końca życia nie dowiedział się, co to może znaczyć „za zaliczeniem”.

A w przeciwieństwie do niego pewien niepokaźny cywilny pan, nazwiskiem Abram Fiszbin, aż za dobrze się orientował w tym wszystkim i rozsyłał paczki „za zaliczeniem”.

Wiele osób otrzymywało takie kartki z poczty. Wynikało z nich jasno, że po opłaceniu jednego złotego można otrzymać przesyłkę zawierającą „odlew z brązu przedstawiający godło państwowe, wykonane w mennicy państwowej”.

Łatwowierni, którzy wykupowali przesyłki, zostali naciągnięci sposobem starym jak świat.

W niewielkim opakowanym pudełku znajdowała się jednogroszówka.

Wszczęto dochodzenie i pan Abram Fiszbin został skazany na sześć miesięcy więzienia.