I
Była raz sobie mała i grzeczna dziewczynka imieniem Alicja. Gdy pewnego dnia siedziała latem wraz ze swoją starszą siostrą w ogrodzie, przystanął przy ich ławce Biały Królik w tużurku33 i wyciągnął z kieszeni kamizelki srebrny zegarek. Sprawdziwszy, która godzina, Biały Królik szepnął do siebie z niepokojem:
— O, to niedobrze! O, to bardzo niedobrze! Na pewno się spóźnię! — I podreptał do jamy ukrytej pod żywopłotem.
Alicja zeskoczyła z ławki i śmiało wsunęła się za nim, ale potknęła się w ciemności i zaczęła spadać w bezdenną przepaść. Wreszcie wylądowała szczęśliwie na kupie zeschłych liści i rozpoczęła przedziwną wędrówkę po cudownej Krainie Czarów, w której gąsienice paliły tureckie fajki, żółwie żałośnie łkały, zachwalały żółwią zupę i tańczyły z gryfami34, a zła królowa skazywała na śmierć swoich poddanych, których ułaskawiał dobry król. W tej szalonej krainie Alicja zaopiekowała się niemowlęciem, które na jej ręku przemieniło się w prosiaka; rozmawiała ze śmiejącym się Kotem, który rozpłynął się na gałęzi; uratowała od śmierci karcianych ogrodników, którzy białe róże chcieli przemalować na czerwono; grała w krokieta35 z samą Królową Kier, używając zamiast kijów flamingów o długich szyjach; omalże nie rozpędziła karcianych sędziów, którzy usiłowali dowieść przestępstwa niewinnemu Waletowi.
Grzeczna i rozumna Alicja umiała oprzeć się bezsensowi, głupocie i niedorzeczności rządzących Krainą Czarów, ale nie znając świata rzeczywistego, myślała chwilami, że jest on podobny do tej cudacznej krainy gąsienic, królików i kart.
Oto w sądzie przesłuchują przerażonego Kapelusznika, który nagle wezwany na rozprawę, nie zdążywszy zjeść śniadania, zjawił się na sali z filiżanką herbaty i nadgryzionym chlebem w ręku.
— Cóż więc powiedział Suseł? — zapytał jeden z ławników.
— Nie mogę sobie przypomnieć — odrzekł Kapelusznik.
— Albo sobie przypomnisz, albo każę cię powiesić — zauważył Król.
Nieszczęsny Kapelusznik upuścił z rąk filiżankę i chleb i osunął się na kolana.
— Wasza Królewska Mość, jestem tylko lichym człowiekiem — zaczął.
— Przede wszystkim jesteś bardzo lichym mówcą — odpowiedział Król.
Tutaj jedna ze świnek morskich wyraziła swoje zadowolenie i natychmiast została przywołana do porządku przez woźnych. (Ponieważ brzmi to groźnie, pozwolę sobie wyjaśnić, jak to się robi: woźni mieli płócienny worek zaciągany sznurkiem, wsunęli oni świnkę morską głową do worka i usiedli na worku).
— Cieszę się, że to zobaczyłam — pomyślała Alicja. — Tyle razy czytałam w gazetach sprawozdania z sądu, że: „Publiczność na sali sądowej wyraziła swoje zadowolenie, ale natychmiast została przywołana do porządku przez woźnych” i dopiero teraz zrozumiałam, co to znaczy.
Biedna, mała, grzeczna i poważna Alicja! Jej wiedza o życiu, zdobyta podczas uciążliwej podróży po Krainie Czarów, nie przyda się jej na nic w rzeczywistym świecie: kiedy obudzi się na kolanach siostry, gniewne okrzyki Królowej zamienią się w nawoływania pastucha, brzęk filiżanki — w dźwięk owczych dzwonków, łkanie Żółwia, donośny głos Białego Królika, skrzeczenie Gryfa — w odgłosy pracy i porykiwanie bydła.
Lecz dziecinne piękno Krainy Czarów nigdy nie zblednie w pamięci Alicji, która kiedyś, gdy dorośnie, wśród własnych dzieci wspominać będzie swą wędrówkę, swe beztroskie dzieciństwo i szczęśliwe letnie, upalne dni spędzone na cichej wsi angielskiej.
Ale nie każda podróż do krainy czarów trwa tak krótko i nie każda kończy się tak pogodnie. Czasem wypełnia ona wiele lat życia, jak podróż przez krainę czarów pewnej polskiej Alicji, która również obudziła się na cichej, szczęśliwej wsi angielskiej.