VI

Porozumiejmy się: nikt nie złapie mnie na to, że zarzucam autorce Z otchłani, iż przeszła obóz w sposób nieetyczny. Mam jej tylko za złe — i to bardzo za złe — że nie miała odwagi wprowadzić do opowieści i osądzić siebie samą. Uważam bowiem, że nie da się pisać o wielkich zaburzeniach etycznych, nie da się pisać o Auschwitzu inaczej niż w kategoriach czysto ludzkich, operując słownictwem sprawdzalnym, nie wprowadzając jako wyjaśnień działania sił nadprzyrodzonych, gdyż — jak pani Kossak w swojej relacji — dojdziemy do subtelnych rozważań nad aniołami, którzy płaczą z powodu mordercy, lub nad astralami28, czyli — czemu w Oświęcimiu nie straszy? (Właśnie! s. 188). Sądzę, że jedyną metodą jest właśnie światopogląd materialistyczny, że sens Oświęcimia w jego ramach doskonale da się rozwiązać, gdyż problem etyczny: człowiek a warunki społeczne właśnie w nim się mieści, a przecież to centralny problem Oświęcimia, stosunek więźnia do więźnia!

Uważam dalej, że nie wolno o Oświęcimiu pisać bezosobowo. Pierwszym obowiązkiem oświęcimiaków jest zdać sprawę z tego, co to obóz (s. 2) — tak, ale niech nie zapominają, że czytelnik, który czyta ich relacje i przebrnie wreszcie przez wszystkie okropności, nieodmiennie zapyta: „No dobrze, a jak to się stało, że właśnie pan(i) przeżył(a)?”. Nie ma co staczać z sobą polemiki, dowodzić, że rozsądnie było udzielać z paczek w miarę lub spełniać jakieś tam rzekomo chrześcijańskie posługi. Nie ma co — opowiedzcie wreszcie, jak kupowaliście miejsca w szpitalu, na dobrych komandach, jak spychaliście do komina muzułmanów29, jak kupowaliście kobiety i mężczyzn, co robiliście w unterkunftach30, Kanadach31, krankenbaumach32, na obozie cygańskim, opowiedzcie to i jeszcze wiele drobnych rzeczy, opowiedzcie o dniu codziennym obozu, o organizacji, o hierarchii strachu, o samotności każdego człowieka. Ale piszcie, że właśnie wyście to robili. Że cząstka ponurej sławy Oświęcimia i wam się należy! Może nie, co?

Ale to dygresja i temat do polemiki o moralność oświęcimską, którą pragnąłbym przeprowadzić z jakiejś innej okazji. Wracając do relacji obozowej pani Kossak, chciałbym sklasyfikować ją lapidarnie jako książkę złą i fałszywą, a przede wszystkim — beznadziejnie słabą literacko. Po prostu pamiętnik Alicji z krainy czarów.

Alicja w krainie czarów II