II
Wbrew założeniu autorki, że „ta relacja nie zamierza być pracą literacką, a jedynym jej celem (jest) uczciwe i wierne przedstawienie warunków lagrowych7” (s. 60), znakomita autorka Bez oręża fantazjuje w każdym niemal zdaniu, za to jednak usilnie stara się zaopatrzyć swą relację w obfite naddatki literackie, sprawiające swą pretensjonalnością8 makabryczne wrażenie na przygodnym czytelniku, który przygodnie również był w obozie w Auschwitzu. Pomyłki autorki rozciągają się od warstwy słownej i poprzez dowolne interpretowanie faktów sięgają do absurdalnych pomysłów historiozoficznych9.
Potknięcia słowne (lagier zamiast lager, PUF zamiast puff10, arbeitcerka11 etc. ) nie są zbyt jaskrawe, świadczą jednak o nieobeznaniu autorki z gwarą obozową. Gorzej, gdy zdumiony czytelnik dowiaduje się, że nie było męskiego obozu w Birkenau (s. 2), że na stacji oświęcimskiej „rampy nie było” (s. 16), że kwarantanna to „nowe zarządzenie” (w październiku ’43), że w Birkenau „zginęło do 50 tys. krasnoarmiejców12”, a reszta zgodziła się pójść na służbę niemiecką jako warta przy lagrze kobiecym (s. 28), że „gdziekolwiek w Birkenau zaczęto kopać — na głębokości dwóch łopat natrafiano na ciała w rozkładzie” (s. 28), że w ciągu ’42 roku „nie istniała żadna, bodaj prymitywna forma szpitala” (s. 31), że „plwociny pokrywały ziemię zastygłym szkliwem” (s. 40), że „zimą w bloku panowała ta sama temperatura, co na dworze” (s. 47), że na lagrze kobiecym „zupy można było zjeść bardzo dużo” (s. 54) (taak, a Greczynki? ), że „w porównaniu z rokiem 1941–42 warunki lagrowe z roku 43 — 44 cokolwiek się poprawiły” (s. 79) (bagatela! paczki, apele, selekcje Aryjczyków13), że ucieczki z obozu męskiego „były na ogół udane”, tylko „sposób, w jaki zbiegowie oszukiwali czujność psów, pozostawał tajemnicą męskiego obozu” (s. 98), że w porównaniu z blokiem dziesiątym (doświadczalnym), „komora gazowa stawała się marzeniem” (s. 112) dla kobiet, że dla organizatorów „pieniądze papierowe nie wchodziły w grę” (s. 124), że durchfall14 rozkładał „człowieka na zielonkawą, cuchnącą ciecz” (s. 210) i tak dalej, i tak dalej, błędy drobne i grube, subtelne i naiwne, a wszystkie świadczące o jednym, że autorka Z otchłani otchłanią się nie interesowała i w relacji o niej o tak zwane realia nie dbała, dając zupełnie fałszywy wizerunek środowiska, w którym przebywała. Rzecz charakterystyczna: zakres jej wiadomości jest wąski; autorka nie pisze nic o pracy na komandach15 zewnętrznych (Aussenkommando), o pracy w polu, jak to się mówiło. Jakże to się stało, że przebywając w Birkenau prawie rok (od października ’43 do czerwca–lipca ’44), pani Śliwińska (taki bowiem pseudonim miała ona w obozie) nie była ani razu w polu? Niestety, mechaniki dekowania się16 autorka nie odsłoniła, a przecież była to jedna z ciekawych spraw obozowych i szpitalnych.
Jeszcze gorzej, gdy autorka próbuje kreślić sylwetki uwięzionych kobiet i wyjaśnić strukturę obozu. Oczywiście, spośród wszystkich — Polki były najlepsze, z Polek naturalnie — katoliczki, a z katoliczek — koleżanki autorki, przy czym autorka nie zastanawia się, o ile ta relacja pokrywa się z prawdą i o ile nie czyni krzywdy innym ludziom i innym narodowościom.
Typowe określenie Polki to „złotoróżowa, wysportowana”, o „złocistych oczach”, „o rosłej postaci kresowej hetmanki”; blokowa: „Polka, lecz gwałtowna i przykra”, „schludne, staranne warszawianki”; kiedy wybierają do puffu: „Łowiczanki płaczą głośno, wołają, łkając: O, Jezu! Z grupy wysuwa się młoda Niemka, kandydatka” (s. 97); wodę przeznaczonym do gazu kobietom „podawały kobiety-Polki, wyłącznie Polki, nie Żydówki, które, sterroryzowane, lękały się” (s. 115); komplement dla obcej: „Wiedenka o gorącym sercu Polki” (s. 134). Natomiast Żydówki były „udręczone” (s. 138), ale na funkcji przemieniały się w demony z czubami włosów spiętrzonymi nad czołem... „jednako okrutne dla swoich rodaczek jak i dla innych” (s. 139), Niemki zaś kradły paczki i uprawiały miłość lesbijską (s. 140), co czyniło z nich „rozsadniki17 deprawacji, gdyż wiele młodych dziewcząt ulegało pokusie” (s. 141), a Rosjanki „odczuwały silnie, choć nieświadomie wrodzone, rosyjskie bogoiskatielstwo18 i nie umiały sobie z tym uczuciem poradzić” (s. 141); Ukrainki myślały tylko o jedzeniu i śpiewały smętne piosenki (s. 142); Jugosłowianki „tworzyły grupę jednolitą”, chociaż „jedne obstawały za ustrojem komunistycznym, drugie uwielbiały króla, ładnego młodzieniaszka Piotra19” (s. 143), Francuzki protestowały przeciw warunkom obozowym, „wymierając masowo i szybko” (s. 145), a w ogóle to „lagier uniemożliwiał zbliżenie i poznanie. Bo poznanie to wzajemna życzliwość, a szatan nie mógł dopuścić, by szkoła nienawiści i deprawacji stała się szkołą braterstwa” (s. 145).