III

Ostatni cytat wprowadza nas w niepotrzebny nieomal gąszcz poglądów religijnych, etycznych i społecznych autorki. Dlaczego kobiety-Polki były najszlachetniejsze i najlepiej zachowywały się w obozie? Były Häftling20 z Birkenau, który zetknął się z wieloma narodami i raczej sceptycznie zapatrywałby się na swoisty mesjanizm czy rasizm, czy inną teorię wyższości lub zasadniczej odrębności narodowej, skłaniałby się do sądu, operując czysto ziemskimi kryteriami, że paczki, funkcje i stosunki w istocie zapewniały Polkom pewną wyższość poziomu życia, a dzięki temu większe szanse przetrwania, pamięta natomiast dobrze, że kiedy kobiety ani paczek nie miały, ani nie objęły jeszcze funkcji w takiej ilości jak w latach 1943–44, śmiertelność i poziom życia wśród Polek były mniej więcej takie same jak wśród — no, powiedzmy, Żydówek z Holandii. Stosunek ten radykalnie zmienił się, jak sądzę, gdzieś koło 4 kwietnia ’43, to jest w dniu, w którym odszedł ostatni transport chorych „aryjek” do gazu. W systemie pani Kossak rzecz przedstawia się nieco inaczej, a mianowicie tak: „Siłą, która utrzymywała Polki w należnej postawie, była modlitwa przyjaciół. Nie każda kobieta mogła otrzymywać paczki, lecz za każdą modlono się na wolności, modliły się dzieci, mąż, rodzina, krewni. Modlono się w kościołach, modlono się w bezsenne noce skrapiane łzami, modlono się w pracy i w polu, przed wiejską Bożą Męką. Zakony i parafie poświęcały jeden dzień w tygodniu (sobotę) na szczególną modlitwę za rodaków i rodaczki pozostających w więzieniach i lagrach” (s. 148). Kobiety-Polki lepiej znosiły głód od innych, ponieważ przedtem „umiały pościć (podkreślenie Z. Kossak) w dnie przez Kościół nakazane” (s. 55), w ogóle zaś borykały się z szatanem, „panem lagru” (s. 155), który „działa nieomal widomie” (s. 155), a zwyciężywszy go, „nie miały powodu żałować pobytu w lagrze, nieudania się ucieczki lub spotykającej je tam śmierci” (s. 155).

Ba, ale każdy kij, nawet najszlachetniejszy, ma dwa końce. I oto dlaczego powstało Birkenau, obóz, który pochłonął kilka milionów ludzi z całej Europy: Niemcy bowiem przekonali się ze zdumieniem, że „Polka na równi z mężczyzną występuje czynnie do walki o niepodległość”, a „według statystyki Gestapo21 na dziesięć załamań męskich wypadło (! ) jedno kobiece” (s. 29), a już najgorzej ich denerwowało, że wiele razy „widzieli się wystrychnięci na dudka przez byle smarkatą” (s. 29), stąd kobieta-Polka „zdawała im się towarem wynaturzonym, złośliwym, odrażającym”... „Z takiego nastawienia, z tej odrazy zrodziło się Birkenau” (s. 29).

Zresztą i Pan Jezus miał swój interes w tym, aby stworzyć Birkenau. Toteż autorka nie może się powstrzymać od słusznego westchnienia: „Czyż trzeba Ci było, Jezu, aż tak okrutnego bicza, by kobiety zagnać z powrotem do domowego ogniska” (s. 237). „Czy przymusowy bezwstyd lagru to pokuta za harce nagich nimf po plażach i uzdrowiskach”, „strupy i wrzody — za malowane paznokcie u rąk i nóg” (s. 237), a wszystko, Boże, dlatego że podobnie jak Niemcy, „Ty stosujesz odpowiedzialność zbiorową” (s. 237), z którą prawdziwy katolik nie może się solidaryzować, gdyż „lagier to nienawiść i zemsta, ale nie sprawiedliwość” (s. 180).

Usiłując uchwycić sens obozu, autorka nie przeprowadza analizy warunków społecznych czy politycznych, w wyniku których powstał ten i tysiące innych lagrów, ale sięga od razu do żelaznego kapitału rozważań metafizycznych i dochodzi do bardzo zapładniającego wyjaśnienia, że „zło jest tam, gdzie nie ma Boga” (s. 176) i „panoszy się na świecie na skutek wolności człowieczej” (s. 176), gdyż ze wszystkich stworzeń człowiek ma wolność wyboru między dobrem i złem, obecnie zaś wybrał zło. W ogóle, „gdy stare pogaństwo było bezwinnym stanem niewiedzy — to nowe jest sataniczne” (s. 201), gdyż żołnierz niemiecki jest posłuszny woli szatana. O aniołach słyszymy tylko raz, ale za to w takim osobliwym kontekście: „Gdy zły człowiek morduje dziecko, aniołowie w niebie płaczą” (s. 110). Nad dzieckiem? Nad jego matką? Nie. Nad mordercą. Biada mu! Będzie się widocznie w piekle smażył! Gdyby przez litość zastrzelił dziecko na miejscu — jak radzi autorka — to co innego. E, do diabła z takimi radami chrześcijańskimi! To już się lepiej samemu zastrzelić, no nie?