Kuplet posła Battaglii

(Z Szopki „Zielonego Balonika” na r. 1907)

Nuta:

Nie masz nad żołnierza

Szczęśliwszego człeka

Nie masz nad Battaglię

Szczęśliwszego człeka,

W przyszłym gabinecie

Nie minie go teka;

Zapracował na nią,

To rzecz oczywista,

Ochrypł od gadania,

Teraz ino śwista!

Żadnych politycznych

Nie zna on przesądów,

Każda partia dobra,

Byle dojść do rządów!

Z jednymi tachluje,

Od drugich skorzista,

Dalej masziruje,

Ino sobie śwista!

Na każdego sposób

Jest u tego ćwika:

Na proboszcza miodek,

Szampan na stańczyka;

A dla wszechpolaków

Baczewskiego czysta:

Tak on agituje,

Ino sobie śwista!

Machnie w parlamencie

Trzy interpelacje,

Potem w Mulę Rużu

Smacznie ji kolację!

Tam biedny minister

Wije się jak glista:

On tańczy macziczę,

Ino sobie śwista!

Dziś krajową w Brodach

Wystawę otwiera,

Nazajutrz już w Wiedniu

Gnębi Koliszera;

Poznań-Lwów-Petersburg,

To jazda siarczysta:

Tak se wojażuje,

Ino para śwista!

Choćby się ministra

Rangi nie dosłużył,

Co wypił, to wypił,

Co użył, to użył!

Więc się nie turbuje:

Co tam diabłów trzysta!

Dalej se posłuje,

Ino sobie śwista!

Z niewydanej „Szopki Krakowskiej” na rok 1908

Student i studentka z „Ethosu”

Nuta: Traviata. Więc pijmy, więc pijmy na chwałę miłości...

Razem

Pracujmy, pracujmy, dla szczęścia ludzkości,

By w ducha regiony ją wznieść;

Śpiewajmy, śpiewajmy, na chwałę czystości,

W niej życia nowego jest treść!

Pracujmy z całych sił,

Wspierając się nawzajem,

A świat się stanie rajem,

Jak na początku był!

Studentka

Precz grzeszne o ciało doczesne staranie,

Wpatrzeni w wschodzących blask zórz

Nie znamy, co kąpiel, co mycie, co pranie,

Tym czyściej zabłyśnie wdzięk dusz!

Niech zniknie przesąd czczy,

Co chłopiec, co dziewczyna,

Gdy skryje peleryna,

Różnice naszych płci...

Student

Precz wszelkie nieczyste, przelotne miłostki,

I myśli ustrzeżmy się złej;

Kto w zmysłów kałuży się zmacza po kostki,

Ten cały utonie już w niej!

A choć nam czasem brak

Tego, co jest w kobiecie,

Radzimy sobie przecie,

Niech nikt nie pyta, jak...

Studentka

A gdy się połączym małżeńskim ogniwem

I przyjdzie w łożnicy nam lec,

Spłodzimy dzieciątko w skupieniu cnotliwem,

Rozpusty potrafim się strzec!

Niech brudnych wzruszeń szał

Nie skazi pra-czystości

Bytu, co się z nicości

Człowiekiem właśnie stał!

Razem

Więc piejmy, więc piejmy: precz z wszelkim ekscesem!

I śmiało pospieszmy na bój,

Niech krążą, niech krążą, puchary z Ceresem,

W nich życia nowego jest zdrój!

Kmiotek z Bronowic

śpiewa w tym samym przedmiocie co następuje:

Nuta:

«Umarł Maciek, umarł».

Umarł Maciek, umarł, i już się nie rucha,

Choćby go najtęższa wabiła dziewucha,

On nie wyda z siebie głosu,

Bo chłop przystał do Hetosu!

Oj, ta dana dana, oj ta dana da.

Dawniej, kiedy dziwka była grzechu warta,

Choćbyś jej ta zrobił jakiego bękarta,

Poszła se z nim ka przed siebie

I nie było dziury w niebie!

Oj, ta dana, itd.

A choć żałośliwe bywały momenty,

Zwyczajnie dziewczyńskie sprzykrzone lamenty,

Toś jej pedział: Nie płacz, płaksa,

To od swego, nie od Saksa!

Oj, ta dana, itd.

Dzisiaj w tym Hetosie paskudne kaliki,

Dziwki jak wymokłe, chłopy jak patyki,

Wciąż rajcują hokus-pokus,

Jak się wyzbyć ziemskich pokus.

Oj, ta dana, itd.

Cóż też na was, dziwki, za cholera padła?

Idźże jedna z drugą, zaźryj do zwierciadła,

Nie wiem, czy złakomi kto się,

Cheba tylko w tym Hetosie...

Oj, ta dana, itd.

Opowieść dziadkowa o cudach Rapperswylskich116

(Napisał Boy & Taper)

Posłuchajcie ludkowie,

Co wam dziadek opowie,

Niech odpocznie sobie kwila;

Wędruje jaz z Raperswila,

Straśne cuda tam widział.

Siedzi tam, moiściewy,

Jenszy dziaduś poczciwy,

Na ślusarce się rozumi,

Różne śpasy kleić umi:

Zrobili go Koperą.

Jeżdżą ludzie z niebliska

Do onego zamczyska;

Same godne cudzoziemce,

Jangliki, Turki i Niemce:

Syćko gęby otwiera.

Jest tam kijek Kościuszki,

Króla Piasta garnuszki,

I fajeczka Kopernika,

Z której se pan kustosz pyka,

Jak jest w dobrym humorze.

Suwarowa nahajka,

I Kolumba dwa jajka,

Kierezyja wenecjańska

I dziewica orlijańska:

Syćko wisi se społem.

Jest też lanszaft galanty:

Tycyjany, Rembranty;

Sam pan kustosz je malował,

Fatygi se nie żałował:

Syćko la tej ojczyzny.

Zazdrościł jeden drugi

Takiej wielgiej zasługi;

Zrobiły się straśne chryje:

Dawajcież tu konwisyje,

Niech, jak beło, uświadczy.

Więc w zamczysko obronne

Jadą... głowy koronne,

Lament robią żałośliwy,

Że w tej Polsce nieszczęśliwej

Jaje mędrsze od kury.

Co tu długo pyskować?

Starszych trzeba szanować;

Więc orzekły pany sędzie,

Że jak beło tak i będzie

La dobrego przykładu.

Pożegnanie117

Skąd tu temat wziąć do nowej piosenki?

Skłopotany wzrok wodzę tu i tam;

Wtem zapachną mi bzów rozwite pęki

Gdzieś z ogródka hen: i już temat mam.

Niech dziś refren mój wiosna sama nuci,

Niech rozprószy smęt mych jesiennych lat,

Niech młodości mej tętno mi przywróci,

Niech mi od niej w krąg się rozciepli świat.

Dość już piosnce mej jałowych konceptów,

Wspólnych naszych głupstw zbrzydł mi pusty gwar,

Niech dziś nuta jej drży od cichych szeptów,

W rytmach jej niech gra pocałunków żar.

Cóż mi wreszcie są wasze wielkie sprawy,

Obmierzł mi na szczęt własnych słówek spryt:

Dałem może wam parę chwil zabawy,

Wy nawzajem mnie, więc jesteśmy quitte.

Tych niewiele dni, które mi zostały,

Zanim zacznie świat czcić mój siwy włos,

Wolę klecić już wdzięczne madrygały,

W służbie pięknych dam stroić lutni głos;

A gdy z czasem, ach, zwykła rzeczy kolej,

Przyjdzie na mnie to, co się musi stać,

Choć z kretesem już będę vieux rammolli118,

W nowej piosnce tej mniej to będzie znać...