Pobudka

śpiewana przez banderię krakowską w czasie pochodu jubileuszowego w Wiedniu (1908)

Nuta: Bartoszu, Bartoszu!102

Wojciechu, Wojciechu,

Nie traćta animuszu,

Nie traćta animuszu,

Straśnie wam do twarzy

W Sobieskich kontuszu.

Uziębło, Uziębło,

Lecz znowu się przygrzeje,

Lecz znowu się przygrzeje,

Narodzie kochany,

Jeszcze miej nadzieję.

Turcyja, z Austryją

Znowu się za łby wodzą,

Znowu się za łby wodzą,

Jeszcze polskie szable

Na coś się przygodzą.

Pod Wiedeń, pod Wiedeń,

Droga przez Bronowice,

Droga przez Bronowice,

Włodek już maluje

Kosy i szablice.

Pan Rydel, pan Rydel,

Na odsiecz jedzie z Toni,

Na odsiecz jedzie z Toni,

Sam ma w swojej gębie

Siłę trzystu koni.

Na Turka, na Turka,

Rukuje pułk trzynasty,

Rukuje pułk trzynasty:

Siadaj na koń, Wojtek,

Poprowadzisz nas ty!

Pod Wiedniem, batalia,

Powtórzy się ta sama,

Powtórzy się ta sama:

Czy ten, czy ten wygra

Będzie panorama!

Piosenka wzruszająca103104

Choć twej młodości jasny płomień

Iskrami bucha oszołomień,

O Piękna ma,

Nie kusi mnie twych wdzięków wiosna,

Kiedy promienna i radosna

Ku życiu drga...

Spoglądam z dala obojętny,

Jak w żądzy szczęścia zbyt namiętnej

Zatracasz gust —

I patrzę z leniwym uśmiechem,

Jak poisz się wciąż nowym grzechem

Wciąż z innych ust...

Lecz kiedy ujrzę w twojej twarzy

Cierpienie, co się w oczach żarzy

Posępną skrą —

Gdy w smutku widzę cię żałobie,

Ach, wówczas muszę być przy tobie

Czuć mękę twą...

Ty mnie nie kochasz, ni ja ciebie,

A jednak tulę cię do siebie,

Nie mówiąc nic —

I piję smutek twój, dziewczyno,

I piję twoje łzy, co płyną

Z pobladłych lic...

Czy to jest przyjaźń idealna,

Czy też perwersja seksualna? —

Obłędne sny — ?

Ach, nie wiem, co się ze mną stało,

Lecz chciałbym pić przez wieczność całą

Twe drogie łzy,

Twe drogie łzy...

Pieśń o domu malarskim105

Przeznaczona na uroczyste przedstawienie na rzecz budowy domu uczniów Szkoły Sztuk Pięknych i lekkomyślnie odrzucona przez komitet tejże uroczystości.

Nie masz nic w świecie ponad

życie domowe,

Uczciwe a szczęśliwe,

tanie a zdrowe,

Któż nie wzdycha za sielskim

Domkiem swym rodzicielskim,

Choć zeń zwykle miał w zysku

Sińce na pysku...

Każdy stroi swój domek

w glorię prześliczną,

Miłością go otacza

choć platoniczną;

Nawet przy szklance wódki,

Społeczeństwa wyrzutki

Śnią o własnym domeczku

W ciepłym szyneczku.

Wszystkim młodość się święci

jasna i czysta,

Czemuż tułać się musi

biedny artysta?

Gdy nasz Kraków niepomny

Swojej rzeszy bezdomnej,

Tulą sztuki plastyczne

Domy — publiczne...

Teraz wszystko, jak słychać,

już się odmieni,

Stanie klasztor malarski

w przyszłej jesieni;

Każdy będzie miał celkę,

Sztalugi i modelkę,

Ciepły kocyk na łóżku,

Wodę w dzbanuszku...

Kwitnie życie rodzinne

już od poranka,

Wszystko dają na krydę106,

istna sielanka;

Wszystko w domu ma malarz:

Ratafię, starkę, alasz,

Więc piątek czy niedziela,

Spity jak bela.

Ani sposób na studia

wygnać go w pole:

«W domku ciepło i sucho,

już ja tam wolę!»

Nabrał w domu ochoty

Do uczciwej roboty,

Przepisuje na czysto,

Został diurnistą107.

I tak życie domowe

płynie bez chmurki,

Cieszą się także wasze

żony i córki;

Zamiast spieszyć w tym celu

Z artystą do hotelu,

Chronią się, pełne sromu,

W malarskim domu...

Spieszcie więc, Krakowianie,

z ofiarną dłonią,

Niech i biedni malarze

głowę gdzieś skłonią:

Wszakże i tak z tej braci

Czynszu żaden nie płaci,

Zbędziecie się tej kliki,

Kamieniczniki!!

Pisane w r. 1908.

Proroctwo królowej Jadwigi108

(Ze śpiewów historycznych)

(1 melodia)

Zaledwie czas świtania

Po zamku już ugania

Jagiełło,

Skirgiełło,

(Skąd im się to wzięło? )

— Krzyżackiej dość intrygi!

Król woła do Jadwigi:

Jadwisia,

Daj pysia,

Wielka wojna dzisia!

(2 melodia)

Rzecze w te słowa

Słodka królowa:

Mój miły Władku,

Masz w bród dostatku,

Po cóż ci diabli

Nadstawiać szabli,

Jeszcze, broń Boże,

Kto w łeb dać może.

(1 melodia)

Ofuknie ją Jagiełło:

Ja wiekopomne dzieło

Sposobię,

I zrobię,

Wyperswaduj sobie!

Zrozumże, moja śliczna,

Że misja historyczna

To karta

Niestarta,

Paru guzów warta!

(Trio)

Chytrze Królowa

Śmieje się w głos:

«Różne siurpryzy chowa

Kapryśny los...

Ja już od urodzenia

Mam dar jasnowidzenia

I do społecznych kwestii mam bajeczny nos...

Dwie silne pięści

Pan Bóg ci dał,

Niech ci się, Władku, szczęści

Na polach chwał...

Dziś górą ciężka łapa,

Lecz kiedyś straszna klapa,

Ach, kiedyś lada chłystek będzie z nas się śmiał.

(2 melodia)

Już światło bucha,

Nowego ducha

Świta zaranie,

Nic nie zostanie

Z militaryzmu

Oprócz komizmu,

A z twej wielkości

Spróchniałe kości...

Inne ja wolę

Działania pole,

Inna potęga

Wieczności sięga

I nie wygasa —

A nią jest prasa!

Bez jej ochrony

Chwieją się trony...»

(1 melodia)

Nie słucha — dosiadł konia,

W Grunwaldzkie pędzi błonia

Na znoje

I boje,

Tępić wrogi swoje...

Ona nie bita w ciemię,

Zakłada Akademie,

Stypendia,

Kompendia,

Różne inne endia.

(2 melodia)

Powstają bursy,

Przeróżne kursy,

Literaturę

Dźwiga się w górę;

Goły poeta

Dostał kotleta,

Piszą chłopczyki

Panegiryki...

Skryby zgłodniałe

Pieją jej chwałę,

Przy kuflu piwa

Krzyczą: Evviva!

«Cóż to za dama!»

Huczy reklama,

Na święty zydel

Sadza ją Rydel...

(1 melodia)

O wielka ty królowo,

Prorocze Twoje słowo

Z niemałą

Twą chwałą

Faktem dziś się stało;

Bo nikt w dzisiejszym czasie

Bez stosuneczków w prasie

— To, panie,

Gadanie —

Świętym nie zostanie...

Pisane w r. 1907.

Dobra mama109

Kiedy nadchodzi wieczór już

Mówi mama kochana:

«Śpij ma dziecino, oczki zmruż,

Śpij smaczno aż do rana.

Sukieneczki złóż

Na krzesełku tuż

I wdziej koszulkę nocną;

Już na ciebie czas,

Więc ostatni raz

Uściskaj mamę mocno.

Dobranoc, kotku, bywaj zdrów,

Nie płacz mi, że jest ciemno,

Paciorek jeszcze ładnie zmów,

Powtarzaj razem ze mną:

Aniele stróżu mój,

Ty ciągle przy mnie stój

Jak we dnie tak i w nocy —

I w przygodzie złej

Ty koło mnie chciej

Być zawsze ku pomocy».

Zaledwie mama przeszła próg,

Już jej dziewczynce grzecznej

Z radosnym śmiechem legł u nóg

Braciszek jej (cioteczny);

Ręce chłopcu drżą,

Tuli siostrę swą

I gryzie w samo uszko;

To zuchwały smyk:

Tak jak zawsze zwykł,

Schowany był pod łóżko!

Za chwilę już dzieciaki dwa

W pieszczotach słodkich toną,

Niewinny uścisk długo trwa,

Oczęta żarem płoną;

Coś skrzypnęło... ach!

Cóż za straszny strach,

Serduszko bije mocno;

Już się robi świt —

«Adasiu... mnie wstyd...

Oddaj koszulkę nocną...»

Różane ciałko drży jak liść —

«...Adasiu, tak nie można...

Ja muszę przecie za mąż iść,

Ja muszę być ostrożna!

Przecie dobrze wiesz,

Że bym chciała też,

Oddałabym ci wszystko...

Ale potem cóż...?

Chyba umrzeć już —

Albo... zostać... artystką...»

Niedługo słychać ranny gwar,

Dzieweczka śpi już sama;

Kneipowskiej kawki niosąc war,

W drzwi wchodzi dobra mama.

Wlepia tkliwy wzrok:

Dziś szesnasty rok

Zaczyna drogie dziecię!

«Co by tu...? ach, wiem!

Waniliowy krem:

Nic tak nie lubi w świecie...»

Pieśń o lwowskim Rafaelu110

zasłyszana na Łyczakowie

Nuta pieśni narodowej:

Jedna baba drugiej babie

Ho, ho, ho!

Do batiarki w Łyczakowi

Ho, ho, ho,

Przyszedł batiar i tak powi:

Ho, ho, ho,

Podźże panna, dziś niedziela,

Ho, ho, ho,

Pokażę ci Rafaela,

Ho, ho, ho!

Krótko trwała ta pogwarka,

Ho, ho, ho,

Nie w ciemię bita batiarka,

Ho, ho, ho,

Nie będzie ze mną nic z tego,

Ho, ho, ho,

Schowaj go dla Ciuchcińskiego111,

Ho, ho ho!

Ale batiar nic nie pyta,

Ho, ho, ho,

Ino krzepko panne chyta,

Ho, ho, ho,

I nim minęła niedziela,

Ho, ho, ho,

Zobaczyła Rafaela,

Ho, ho, ho!

Pisane w r. 1907.

Historia „Prawicy Narodowej”

od Bolesława Chrobrego aż do jej wskrzeszenia w Roku Pańskim 1907112

Król Bolesław, to rycerz był mężny,

W kołach przyjaciół Chrobrym zwan,

W swojej łapie miecz dzierżył potężny

I puszczał wrogów w krwawy tan;

Co wieczora, w zamkowej świetlicy,

Leżąc w łóżku zwykł grubo się śmiać: Ho, ho, ho,

Póki jeszcze trzymam miecz w prawicy,

Możecie, dzieci, zdrowo spać!113

Jadwisieńka kochała Wilhelma

Ale w narodzie powstał krzyk:

Co? królem naszym Niemiec szelma?

Wszak lepszy już litewski dzik!

Choć łzy gorzkie zraszają jej lice,

Lecz odważnie podaje swą dłoń:

Przyjm, ojczyzno, tę czystą prawicę,

Idź, mój wianku, polskiej ziemi broń!

I nasz naród przy pomocy nieba

W potędze kilka wieków trwał;

Gdzie go tylko nie było potrzeba,

Wszędzie się polski husarz pchał;

Z czasem osłabł już zapał szlachcica,

Coraz rzadszym bywał szabli błysk:

Narodowa wciąż biła prawica,

Ale tylko biła chłopa w pysk!

W końcu nawet już niebu to zbrzydło,

Już nas Opatrzność miała dość;

I rzekł Pan Bóg: wytracę to bydło,

Bo już patrzeć na nich bierze złość —

Przyszedł Prusak... Moskal... Targowica...

Na Ojczyznę przyszły czasy złe...

Była wprawdzie narodowa prawica,

Lecz się znalazła bardzo pfe...

Za tę wielką, bardzo wielką winę

Okrutnie nas pokarał Bóg,

Bo wnet wiarę, własność i rodzinę

Wewnętrzny zaczął szarpać wróg;

Lecz wstał rycerz w papierowej zbroicy

I odwalać jął grobowca głaz:

Wstań narodzie, użyj twej prawicy,

Trzecie dzwonienie... ostatni czas!!

Więc wróciły dawnej mocy chwile

I husarz polski odżył już:

Miast miecza dzierży wyborczą sztampilę,

W ręku kataster martwych dusz;

I świadomy swojej szczytnej misji,

Tak pokrzepia swą słabnącą brać:

Póki jeszcze ja zasiadam w komisji,

Możecie, dzieci, zdrowo spać!

Dalej sypać podatek narodowy,

Zewsząd pieniądze płyną w bród:

Póki w kasie mamy grosz gotowy,

Póty z szlachtą polską polski lud;

Niech się święci „Narodowa Prawica”,

Odrodzenia niech nam snuje nić:

Niechaj nie wie, co daje lewica,

A będzie długo w chwale żyć!

Pisane w r. 1907.

Głos dziadkowy o restauracji kościoła parafialnego w... Poręcinie114

Niekze se spocznie na kwilę dziadzina,

Toli wędruje jaze z Poręcina,

A razem z dziadkiem beło mnogo luda

Uźreć te cuda —

Chodziły wieści po najdalsze strony,

Że w onem mieńscu straśne farmazony

Ozgościły się w djabelskiej kompanii

W księżej plebanii.

Mówiom, że jakiś, Boże odpuść, malarz,

Co na piechotę tam po prośbie zalazł,

Teraz se żyje niby brat ze bratem

Z Księdzem Prałatem!

Cała plebania wysługuje mu sie,

Na poświęcanym jada se obrusie,

Miódmałmazyję znoszą temu lichu

W świentym kielichu.

Zakradło się to na probostwo chyłkiem,

Na mróz świciło na pół gołym tyłkiem,

Teraz se każe najcieńsze atłasy

Szyć na portasy.

Sypia se co noc w jegomości łóżku,

Księżą kucharkę głaska se po brzuszku,

Sam mu co rano, Święci wiekuiści,

Ksiądz buty czyści!

Ale największe to zgorszenie czyni,

Że nie przepuścił i pańskiej świątyni

I kościół, co się cudami rozsławił,

Straśnie splugawił.

Kędy janioły wprzód zdobiły ścianę,

Teraz kapłony wiszą podskubane,

A tam gdzie beły świente męczenniczki,

Tłuste jendyczki.

W ołtarzu widny Boga Ojca profil:

Brodę ma ryżą niby nasz Teofil;

Za złego łotra wisi w Męce Boskiej

Konrad Rakowski115.

Potem z Krakowa zjeżdża konwisyja,

Napycha brzuchy, aż im się odbija,

I prawią Księdzu różne dziwne baśnie,

Pokiel nie zaśnie.

W bidnego Księdza konwisyja wpiera,

Że to najnowszy styl Ojca Drobnera,

Co w Rzymie zdobił (taka jucha chytra)

Świętego Pitra!

Lecz już się skończy ta obraza boża,

Bo dziadek pondzie aż do konsystorza,

I gwałt podniesie taki, że biskupa

Ozboli głowa...

Pisane w r. 1908.