III

Krzyczy sowa nad lasami,

Iskrzy niebo gwiazdeczkami,

A gdzie droga, a gdzie niwa,

Konik polny pobrząkiwa.

A po chatach dobrzy ludzie

Spoczywają po swym trudzie:

Czy kto płaczem piersi znużył.

Czy kto szczęścia swego użył,

Dla każdego jednakowa

Ciemna nocka wszystko schowa.

Gdzież ukryła Katarzynę?

Czy w lesistą gdzie gęstwinę?

Czy ją w chatę ludzie zową?

Czy pod kopą śpi zbożową?

Czy na kłodę gdzieś przypadłszy,

Wilczych oczu pilnie patrzy?

Oczka czarne z ognia siłą,

Bogdaj nigdy was nie było,

Jeśli przez was — dobre Nieba! —

Tyle klęski zażyć trzeba.

A co potem jeszcze czeka?

Będzie bieda niedaleka.

Trzeba przebyć żółte piaski,

Ludzkie łaski i niełaski,

Trzeba przebyć białe śniegi,

Na pustyni mieć noclegi.

I to jeszcze zgadnąć sztuka,

Czy się znajdzie, kogo szuka?

Czy on biedną pozna przecię12?

Czy przygarnie swoje dziecię?

Przy nim by się zapomniały

Piaski, śniegi i trud cały.

Niech matczynym sercem wita,

Po bratersku zdrowia spyta!

Zobaczymy... daj to Boże!

Ja tymczasem kobzę13 złożę

I rozpytam się po przedzie,

Gdzie na Moskwę droga wiedzie.

. . . . . . . . . . . . . . . . .

Tam za Dnieprem, za Kijowem,

Tam za borem, za sosnowym,

Tam drużyna szła czumacza14,

Wyśpiewując pieśń Puhacza.

Tamże młoda szła niewiasta,

Z kijowskiego pewnie miasta,

Gdzie do cerkwi i pieczary15

Szła odprawiać swe ofiary.

Lecz ma postać niewesołą,

Pochyliła smutnie czoło,

A jej odzież to łachmana,

A przez plecy torba lniana,

W jednej ręce kij pielgrzyma,

A na drugiej dziecię trzyma.

Gdy się zeszła z karawaną,

Kryje dziecię w szmatkę lnianą:

«Dobrzy ludzie, ej, dla Boga!

W Moskiewszczyznę gdzie tu droga?»

«W Moskiewszczyznę?... Tam do kata!

Ej, to jeszcze kawał świata!»

«W samą Moskwę... wskażcie drogę

I obdarzcie czym niebogę!»

Miedzianego dali szaha16;

Brać czy nie brać? dłoń się waha:

Snadź17 żebraczka jeszcze dzika,

Do jałmużny nie przywyka.

Bo i na cóż grosz niebodze?

Ale dziecię karmić w drodze,

Trzeba kupić mu kołaczy,

Trzeba przenieść18 wstyd żebraczy:

Więc dziękuje za ich dary,

Spieszy na noc na Browary19,

A w Browarach, broniąc głodu20,

Kupi dziecku kołacz21 z miodu.

Tak wędrując dni, tygodni,

Pyta drogi u przechodni;

A powolny chód jej pieszy —

Gdy do wioski nie dośpieszy,

Często, gęsto pod jedliną

W polu nocleg ma z dzieciną.

Ot, do czego czarne oczy!

Aby płakać na uboczy.

Ej, dziewczęta niebożęta,

Niechaj każda to pamięta,

A za przykład złej podróży

Katarzyna niech wam służy.

Nie pytajcie, czemu tłuszcza

I do chaty jej nie wpuszcza,

A nie skarżcie wyrzutami,

Bo nie wiedzą ludzie sami.

Oni tylko są szafarze,

Kiedy Pan Bóg kogo karze.

Bo to człowiek jak wierzbina,

Gdzie wiatr wieje, tam się zgina;

A sieroce złe koleje,

Słońce świeci, lecz nie grzeje.

Gdyby mogli ludzie mili,

Toby słońce zasłonili,

Żeby promień jego złoty

Nie osuszał łez sieroty.

Jakaż wina u niebogi?

Za co dla niej świat tak srogi?

Nienawiścią jakąś pała,

Chce koniecznie, by płakała.

Nie płacz... nie płacz, Katarzyno!

Niech przy ludziach łzy nie płyną,

A kiedy się płakać zdarzy,

Niech nie widzą twojej twarzy.

By ci lice nie zmarniało,

Zmywaj łzami twarz twą białą;

Ale idź, gdzie puszcza skryta,

Póki słońce nie wyświta:

To i ludzie nie zobaczą,

Nie poszydzą nad rozpaczą,

A nim oczko się wyszlocha,

To odpocznie serce trocha.

. . . . . . . . . . . . . . . . .

Przenocuje przy jedlinie,

Trochę piersi da dziecinie

I jak tylko siły wzmogą,

W kraj moskiewski idzie drogą.

Idzie smutna, a wtem baczy22,

Że z daleka coś majaczy:

Boże, wojska idą, roty23!...

Zamarł w piersiach duch sieroty...

Serce kipi... rwie się z łona,

Bieży naprzód jak szalona...

I żołnierzom prawi dziwy:

«Gdzie mój Janko czarnobrewy?

Czy on tutaj służy z wami?

Czy nie zginął pod Turkami?»

Powiadają jej Moskale:

«My nie znamy Janka wcale».

I zwyczajną drogą swoją

Gorzkie żarty z biednej stroją:

«Zuchy nasze!... oto sztuka!

Kogóż żołnierz nie oszuka?

Której dziewki, w jakim siole24

Nie wywiedzie żołnierz w pole?»

Katarzyna z bólem rzecze:

«U was serca nieczłowiecze!...

Cyt, mój synu, pójdziem dalej,

Będziem jeszcze go pytali25,

Aż w moskiewskie pójdziem bramy,

Może jeszcze go spotkamy.

Oddam ciebie dziecko lube,

Sama pójdę na zagubę».

Zamieć w polu kręci, miecie,

Nic nie widać w bożym świecie.

Katarzyna, stojąc w polu,

Nie folguje serca bolu.

Zmógł się wicher tajemniczy

I gdzieniegdzie tylko ryczy.

Katarzynie dusza pała,

Lecz już wszystkie łzy wylała

I na łzami zlane dziecię,

Jak na zlane rosą kwiecie,

Obróciła smutne oczy,

A gadzina serce toczy.

Naokoło cisz cmentarna,

A dokoła puszcza czarna,

A przy drodze wedle boru

Majaczeje dach futoru26.

«Chodźmy synu — zmierzch na dworze,

Do tej chaty wpuszczą może,

A nie wpuszczą, Pan Bóg z niemi,

Na wilgotnej zaśniem ziemi.

Gdzież ty będziesz spał, Iwanie,

Gdy na świecie mnie nie stanie27?

Po igraszkach, po zabawie,

Z psem przylężesz gdzieś na trawie!

Z psami jednak lepsza rada:

Choć pokąsa, nie ogada,

Nie narazi na obmowę

Nieszczęśliwą twoją głowę».

. . . . . . . . . . . . . . . . .

. . . . . . . . . . . . . . . . .