Dumka (Rzeka ciągle, choć powoli)
Тече вода в синє море…
Rzeka ciągle, choć powoli
Wpada w sine morze.
Szuka Kozak swojej doli,
A znaleźć nie może.
Szedł, gdzie wicher go powionie,
Gdzie poniosą oczy,
Rozgrało się serce w łonie,
Szeptał duch proroczy:
«Po co gonisz się za marą,
Gdzie cię oczy wiodą?
Rzucasz ojca, matkę starą
I dziewczynę młodą.
W cudzej stronie — cudzy wszędzie
Wiarą i językiem.
Tam zapłakać z kim nie będzie
I pogwarzyć z nikim.»
Fale morskie, płyńcie w pole
I brzegami trzęście.
Kozak marzył spotkać dolę,
A spotkał nieszczęście.
Już żurawie powracały,
W domu wytchnąć mogą.
Kozak, płacząc, poszedł dalej
Swą ciernistą drogą.
Dumka (Bujny wietrze...)
Думка (Вітре буйний, вітре буйний!)
Bujny wietrze, tchnieniem bożem
Ty poruszasz morskie siły:
Rozbudź fale, zagraj z morzem
I zapytaj, gdzie mój miły.
Miał do lubej wrócić wkrótce,
Miał powrócić z piękną chwałą,
Morze jego wiozło w łódce,
Musi wiedzieć, gdzie podziało.
Gdy lubego utopiło,
Wietrze-serce, rozbij morze,
Ja zaślubię się z mogiłą
I w mogile głowę złożę.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Nie, ja pójdę i utonę,
Przenurtuję fale czarne,
Znajdę zwłoki zagubione
I wnet do nich się przegarnę,
Gdy uściskiem je obwiję.
Nieś nas, wietrze, w przepaść stromą...
Lecz jeżeli luby żyje,
To najlepiej ci wiadomo...
Choć nic nie wiem o Kozacze43,
Lecz zgaduję, co z nim bywa:
Gdy on płacze, i ja płaczę,
Gdy on wesół, jam szczęśliwa.
Gdy nie minął ciężkiej zguby,
I ja razem zginąć muszę:
Gdzie mój drogi, gdzie mój luby,
Zanieś wietrze moją duszę.
Gdzie grób jego, ja na łonie
Chcę kaliną być czerwoną:
Lżej mu będzie w obcej stronie
Pod gałęzi mych osłoną.
Ukochanej jego głowy
Cudze słońce nie zapali.
Będę kurhan strzec grobowy,
By go ludzie nie deptali.
W wieczór za nim modłę wzniosę,
Z rana trysnę łzą rozpaczy;
Wejdzie słońce, strzepnę rosę
I nikt łez mych nie zobaczy.
Bujny wietrze, tchnieniem bożem
Ty poruszasz morskie siły:
Rozbudź fale, zagraj z morzem
I zapytaj, gdzie mój miły!