VI

Już trzy razy lody krzepły,

Topił lody wietrzyk ciepły,

Najemnica już trzy razy

Przed kijowskie szła obrazy.

Jakby z matką Katarzyna

Z nią pielgrzymkę rozpoczyna;

Przeprowadza na szlak znany,

Aż na pole za kurhany,

I modlitwy swe zasyła,

Aby prędzej powróciła,

Bo tu bez niej dniem i nocą

W chacie pusto i sieroco.

W dzień Najświętszej Panny Zielnej36

Przywdział Trochim strój niedzielny,

Siadł na kłodzie wedle37 ula,

Przy nim wnuczek z pieskiem hula.

Wnuczka matki odzież wkłada,

Niby w gości szła do dziada.

Serce dziada się zaśmiało,

I przywitał wnuczkę małą,

Pyta jakby u dojrzałej:

«Gdzieś podziała kołacz38 biały?

Czyś nie wzięła, śpiesząc rano?

Czy ci w lesie odebrano?

Albo zjadłaś, idąc drogą?

Ejże, wstyd ci, wstyd, niebogo!»

Gdy tak stary wnuki cacka,

Hanna zjawia się z nienacka,

Dobra Hanna żywa, zdrowa

Powróciła od Kijowa.

Starzec zerwał się na nogi,

Najemnicę witać z drogi.

Ale ona idzie drogą,

Nie uważa na nikogo,

Pyta, robiąc piersią szparką:

«Gdzie jest Marko? Gdzie jest Marko?...»

«Gdzie jest Marko!? Ha, w podróży..»

«A mnie siła ledwie służy.

Biegłam umrzeć w waszej chacie,

Wy mnie szczerze pochowacie.

Tutaj umrzeć... by mnie w dali

Cudzy ludzie nie chowali

I nie poszła marnie praca...

Niechże Marko prędzej wraca!

Tak mi słabo do ostatka!...»

I w swej sakwie szuka szmatka,

I dla wnuków różne dziwa

Na gościniec wydobywa:

I z mosiądzu krzyżyk gładki,

I medalik Bożej Matki,

I obrazki, co na ścianę,

Złotą folgą39 nabijane,

Świec jarzęcych40 pęk wykłada

Katarzynie i dla dziada.

Lecz dla Marka nic nie chowa,

Nie przyniosła nic z Kijowa,

Bo jej groszy już nie stało41,

A zarobić sił za mało.

«Ot, pozostał u pazuchy

Tylko jakiś kołacz suchy!»

Więc go łamie po połowie:

«Jedzcie, dzieci, to na zdrowie».