VII

Dziadek, wnuki, Katarzyna,

Wszystko krzątać się poczyna

I do chaty gościę wiodą,

I omyli nogi wodą,

I na końcu stołu sadzą,

I połudeń42 wczesny dadzą.

Lecz zmęczona i wybladła,

Nic nie piła i nie jadła.

«Katarzyno! Katarzyno!

Dwa trzy dzionki gdy przeminą,

Wtedy cerkiew niech otworzą,

I zakupcie służbę bożą,

A przed Spasem43 i Mikołą44

Ponastawiać świec wokoło,

Bo coś Marko bawi dłużej,

Zachorował gdzieś w podróży».

Gdy to mówi, traci zmysły,

Jak z krynicy łzy jej trysły.

A gdy pierwsze łzy przeminą:

«Katarzyno! Katarzyno!

Już ja nie ta, co przed chwilą,

Oczy mylą, nogi mylą.

Trzeba umrzeć — och, nie znacie,

Co to umrzeć w cudzej chacie!»

Zaniemogła nieszczęśliwa

I kapłana już przyzywa,

I odprawia spowiedź szczerze,

I oleje święte bierze45.

Stary Trochim w łez powodzi

Po dziedzińcu smutnie chodzi.

Katarzyna ani w stronę,

Oczy w chorą ma wlepione.

A tymczasem gospodyni

W dzień i w nocy czuwa przy niej,

I zapala świeczkę dużą,

Ale świeczki źle coś wróżą:

Ciemne światło bije z knota,

A schorzała wciąż się miota.

«Katarzyno, rzuć oczyma,

Czy z powrotem Marka nie ma?

Gdybym pewna była tyle,

Że go ujrzę choć na chwilę,

Toby jeszcze przyszła siła,

Tobym śmierci przemodliła,

Tobym jeszcze miała wolę

Ucałować me pacholę..»