XV.

Po starych komnat kamiennej podłodze

Idzie stukając miedzianym brzeszczotem,

Wiedzie za sobą swoje chrobre wodze84,

A twarz zwyciężcy zlana krwią i potem.

Kibić ma smukłą, znać zaraz młodziana,

A hełm wysoki, roboty nie lada,

A kita strusia wiatrami rozwiana

W pysznych zakrętach na szyję mu spada.

Twarz ogorzała, lecz kraśna a świeża,

Brew’ lekkim marsem pysznie się najeża.

A spod brwi gęstej gdy spójrzeniem strzela,

To mu i sokół zda się nie dostoi:

Wzrokiem przeszyje pierś nieprzyjaciela

I czułe serce niewinnej dziewoi.

Choć jest zwyciężcą wśród warowni Piasta,

Szałem wściekłości oko mu nie płonie,

Zdobi wąs czarny Trojdenowe skronie,

A czarna broda bujno mu porasta.

Ręce niezbrojne, krom lnianej odzieży,

By tem swobodniej wymierzać zamachy.

Pancerz u piersi kolcami się jeży,

A na ramionach ma skrzydełka z blachy.

Dwie mu popręgi idą przez ramiona:

Na jednej trąba, którą hasło dawa,

Na drugiej ostra, szeroka, jaskrawa,

Zwisa siekiera już krwią napojona;

Krew’85 na jej ostrzu jeszcze się rumieni,

Spada kroplami na tafle kamieni.